XPS 13

Jakiś czas temu pozbyłem się wysłużonego laptopa (znalazł się kupiec, który zdecydowanie lepiej będzie potrafił wykorzystać 32 GB pamięci, dwa twarde dyski oraz szybki, ośmiowątkowy procesor) i zamiast tego zaopatrzyłem się w średniej klasy „głupiątko” z niewielkim ekranem, przeciętnym procesorem, z malutkim, pojedynczym dyskiem i tak dalej. Innymi słowy poszedłem za radą komandora McPig i zmierzyłem siły na wymiary.

Owym głupiątkiem jest najtańsza wersja laptopa Dell XPS 13 (dla porównania, poprzedni laptop to była indywidualnie podrasowana najbardziej wypasiona wersja Dell Precision – absolutny overkill jeśli chodzi o moje potrzeby). Dziś, po mniej więcej pięciu miesiącach użytkowania nowego laptopa, kilka słów na jego temat.

Po pierwsze primo, najważniejsze dla blogera, czyli klawiatura. Jest odrobinę mniejsza, niż w poprzedniej zabawce, ale wciąż wystarczająco duża, żeby komfortowo pisać. Jedyne, czego mi czasem brakuje, to klawisz ScrollLock, którego sporadycznie używam w Excelu – to znaczy teraz już nie używam, bo go nie ma… No i Pause, który czasem przydawał się do wywołania okna właściwości systemu. Klawisze PgUp, PgDown, Home i End zostały zintegrowane ze strzałkami, co wymaga około dwóch, trzech dni na przestawienie się. Klawisz menu podręcznego jest zintegrowany z prawym Ctrl, co też wymaga chwili skupienia, zanim się człowiek przestawi. Ale to wszystko drobiazgi – samo pisanie tekstu jest na tej klawiaturze czystą przyjemnością. Między klawiszami są duże odstępy, klawisze, chociaż płytkie, mają bardzo wyraźny skok. Klawiatura jest w zasadzie bezgłośna, co ma ogromne znaczenie podczas blogowania „po godzinach”. No i jest podświetlana (cztery poziomy jasności), co pomaga blogerom od siemiu boleści (to ja!), którzy muszą patrzeć na klawisze podczas pisania.

Druga najważniejsza (po klawiaturze) kwestia: bateria. Poprzedni laptop, jak jeszcze był nowy, trzymał na jednym ładowaniu 4-5 godzin. Po roku czas ten spadł do około dwóch godzin, a jak go sprzedawałem, bateria trzymała niecałą godzinę. Nie bez powodu seria Precision jest w klasie „przenośnych stacji roboczych”. XPS natomiast, chociaż przy poprzedniku maleńki, ma bardzo żywotną baterię (a także oszczędne „flaki”); na jednym ładowaniu spokojnie wytrzymuje cały dzień (oczywiście jeżeli nie robimy niczego głupiego, jak na przykład przekodowywanie filmów o śmiesznych kotach z formatu DIVX na MKV lub odwrotnie). Mogę bez większego stresu zabrać laptopa na cały dzień bez ładowarki i nie martwić się o brak prundu po paru godzinach.

Sama ładowarka (zwana czasem zasilaczem) jest maleńka – bez problemu mieści się w kieszeni kurtki i jeszcze zostaje trochę miejsca na inne klamoty. A po lewej stronie obudowy, tuż obok gniazda słuchawek, jest niewielki przycisk, którego użycie pokazuje (za pomocą kilku maleńkich diodek) aktualny stan naładowania baterii – nie trzeba włączać laptopa, żeby sprawdzić zapasy prundu.

Trzecia istotna sprawa to masa i wymiary. XPS 13 jest maleńki. Ramka wokół ekranu ma tylko kilka milimetrów szerokości (mógłbym się skusić na droższą wersję z Infinity Display – tam ramki nie ma w ogóle, a ekran jest dotykowy – ale nie lubię dotykowych ekranów, bo się łatwo brudzą), co sprawia, że sam ekran wydaje się całkiem spory. Trzynaście cali oraz rozdzielczość 1920 x 1080 to kombinacja dla ludzi z dobrym wzrokiem – domyślnie wszystkie elementy interfejsu są maleńkie i trzeba się mocno wślipiać. Na szczęście istnieje coś takiego jak dopasowanie DPI – ustawienie tego na 125% jest już wystarczająco dobre dla moich starzejących się (acz wciąż jeszcze niewymagających okularów) oczu. Dzięki małemu ekranowi laptop mieści się (o dziwo!) do wewnętrznej kieszeni kurtki (mam dużą kieszeń…). Waży ciut ponad kilogram, a więc niewiele.

Cała reszta to już drobiazgi. Pamięć 8GB, dysk SSD 128 GB, czterowątkowy procesor Core i5, dwa porty USB 3.0, grafika zintegrowana (Intel), duże, wygodne głaskadełko (bez pindolka), solidna, metalowa obudowa, żadnych specjalnych wodotrysków ani dodatków. W zasadzie idealny laptop do pisania bloga, chociaż czasami chciałoby się większego ekranu (jest wyjście HDMI, więc podłączenie go do domowego TV nie sprawia problemów). Z drugiej strony, kiedyś blogowałem na pięciocalowym ekranie smartfona, więc nie zamierzam narzekać…

Niestety, dla fanów linuksów mam złą wiadomość: XPS 13 jest słabo kompatybilny z większością dystrybucji. Tutaj wyjścia są trzy: albo zdać się na producenta i zamówić opcję z linuksem preinstalowanym (jest wersja Developer Edition, z Ubuntu na pokładzie), albo powalczyć ze sterownikami samodzielnie (mi się nie chciało, bo jestem windowsowiec przebrzydły), albo zainstalować jedną z egzotycznych (ale kompatybilnych) dystrybucji, na przykład ElementaryOS.

Żeby jednak nie było za różowo, jest jedna maleńka wada: położenie wbudowanej kamery. Ponieważ ramka wokół ekranu jest naprawdę cieniutka, producentowi nie udało się umiejscowić kamery w górnej części – zamiast tego siedzi ona w dolnym lewym rogu, co sprawia, że przy połączeniach wideo nasza twarz jest widoczna pod „dziwnym” kątem (od spodu), no i jeżeli równocześnie piszemy coś na klawiaturze, w pierwszym planie pokazują się nasze wielkie paluchy, odległe od kamery o kilka centymetrów.

Ogólnie rzecz biorąc jestem z laptopika bardzo zadowolony: jest cichy, lekki i na tyle szybki, żeby swobodnie blogować.

Polecam.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz