Neon

Ostatnio pisałem o Pawiu Zielonym, dziś czas na bardziej azjatyckie klimaty. Restauracja Neon na Camden Street to kolejne miejsce, które świetnie nadaje się na lunch w towarzystwie współzmywańców.

W odróżnieniu od Pawia, którego atmosfera sprawia, że pisanie bloga to czysta frajda, w Neonie pisać się za bardzo nie da. Głównie za sprawą muzyki, która jest tam głośna. Trochę za głośna, jak na mój gust. Byłem tam kilka razy z ekipą ze zmywaka i za każdym razem miałem problemy ze zrozumieniem rozmówców. Trzeba czytać z ruchu warg, ewentualnie szybko doewoluować sobie mikrofon kierunkowy.

Drugą wadą, tym razem już całkiem pozorną, jest trudność w zdobyciu miejsca siedzącego w godzinach szczytu (czyli okolica 12:30 – 13:30). Na ogół trzeba się ustawić w kolejce i grzecznie czekać, aż się zwolni miejsce.

Więcej wad nie zarejestrowałem. Lokal jest utrzymany w ciemnej tonacji. Wzdłuż ścian stoi kilka stolików dwu- i czteroosobowych, a przez środek ciągnie się długachna drewniana ława, przy której  siedzą większe ekipy. Siedzą i krzyczą, bo rozmawiać się normalnie tam nie da. A ponieważ krzyczą, reszta też musi krzyczeć. W związku z tym gwar rozmów dobiegający z Neona jest o wiele bardziej decybelny, niż w przypadku większości innych znanych mi lokali.

W repertuarze Neona znajdziemy głównie dania kuchni wschodnioazjatyckiej. Czyli, krótko mówiąc, klasyczny „Chińczyk” z mniej więcej pięćdziesięcioma kombinacjami kilku sosów, mięs i warzyw, uznawanych w tej części Europy za typowo chińskie, a tak naprawdę nie mające z prawdziwą chińską kuchnią nic wspólnego. Z wyjątkiem nazw być może 😉

Trzeba jednak przyznać, że karmią bardzo smacznie. I obficie. Neon to miejsce, z którego ciężko wyjść głodnym.

Ceny są raczej typowe dla tej okolicy Dublina. W Neonie ciężko wydać mniej niż €9 na łeb. Poza szczytem jest ciut drożej (większość pozycji w menu kosztuje około €11-12), ale w porze lunchowej trwa nieustająca promocja i wszystko można kupić za niecałą dychę.

Nietypowym dla tej okolicy akcentem są lody, które firma stawia w cenie posiłku wszystkim klientom. Z tym, że panuje tu samoobsługa – po zjedzeniu dania głównego idzie się z wafelkiem do maszyny robiącej lody i samemu się ciągnie za wajchę, aż się wafelek napełni do pożądanego poziomu. Przy odrobinie wprawy i samozaparcia można sobie ukręcić takiego loda, że po jego spożyciu zawartość żołądka zaczyna wychodzić człowiekowi uszami.

Reasumując: Neon to fajne miejsce do spotkań towarzyskich, o ile lubi się głośno krzyczeć przy jedzeniu i nie przejmować się za bardzo tym, co mówi druga strona. Zdecydowanie nie polecam ludziom dbającym o linię (z wyjątkiem tych, którzy hołdują zasadzie, że okrąg to też linia). Polecam natomiast głodomorom oraz zwolennikom „chińskawej” kuchni – smaki są wyraziste a miski wielkie i pełne.

Jeżeli któryś z Czytelników od czasu do czasu stołuje się w centrum Dublina (okolice Ranelagh – Harcourt – St Stephen’s Green), niech da znać w komentarzu. Nie znam jeszcze zbyt wielu lokali w okolicy, a chętnie poznam.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Neon"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jaro
Gość

mój wykładowca z geometrii wykreślnej twierdził że idąc po linii prostej i kolejno ją przedłużając (liniami prostymi) trafi się wreszcie na początek tejże linii czyli faktycznie okrąg to przypadek linii prostej.

Jaro
Gość

a macie tam w Irlandii flaki? właśnie gotuję….

wpDiscuz