Lektura nieobowiązkowa

Niedawno przyleciały do nas z Polski dwie paczki. Zapakowane głównie książkami. Mam teraz dzięki temu zaległości w czytelnictwie na jakieś 40 tytułów – dwa z nich napocząłem niedawno.

Mam zwyczaj czytania kilku książek równocześnie, głównie dlatego, że zostawiam je w różnych miejscach i czytam potem w losowej kolejności w zależności od tego gdzie aktualnie jestem.

Pierwsza z nich to „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona (pierwszy tom słynnej trylogii), a druga to zbiór opowiadań Henry Kuttnera „Próżny robot”. Obydwie wciągają jak odkurzacz, przypuszczam, że za kilka dni wrzucę bardziej szczegółowe recenzje.

O Larssonie nie będę się teraz rozpisywał, bo wszędzie go pełno.

Kuttner natomiast… Ech, czysta poezja. Facet żył w pierwszej połowie zeszłego wieku, pisał w okolicach II wojny światowej. Mówią, że w czasie, gdy Europa zmagała się z hitlerowcami, Amerykanie z nudów pisali książki 😉 Kuttner to doskonały tego przykład – w jego książkach nie ma nic o wojnie, jest za to mnóstwo fajnych pomysłów z działki SF.

Najbardziej pomysłowa moim zdaniem jest seria opowiadań o genialnym wynalazcy imieniem Galloway Gallagher. Facet jest nałogowym alkoholikiem. A w zasadzie przeszedł już na drugą stronę tego, co nazywamy nałogiem – Gallagher wlewa w siebie alkohol przez większość czasu, i ciężko mu się upić. Ale jak się już upije… włącza się jego genialna podświadomość naukowca-wynalazcy, i konstruuje różne mniej lub bardziej zabawne wynalazki, o których po wytrzeźwieniu nie ma zielonego pojęcia. Co gorsza, wynalazki te są zawsze robione na zamówienie jakichś bogatych i (na ogół) wpływowych ludzi, którzy zwykli wpłacać zaliczkę na poczet wynalazku, a potem przychodzą i domagają się efektów. W każdym opowiadaniu Gallagher musi wykombinować kto zamawiał, co było zamówione, czy i gdzie to teraz jest, jak się tego używa, a w zabawniejszych wariantach jak cholerstwo wyłączyć zanim narobi szkód.

Jednym z takich wynalazków jest pudełko, które wewnątrz ma większą objętość niż z zewnątrz. Skrzyneczka o rozmiarach mniej więcej 30 cm w każdą stronę, a potrafi pomieścić dowolnie duże przedmioty. Okazuje się potem, że…

Albo nie, nie będę zdradzał szczegółów. Może ktoś to kiedyś będzie czytał, nie chcę psuć niespodzianki.

Inna seria opowiadań skupia się wokół rodziny Hogbenów, którzy będąc członkami amerykańskiej lokalnej społeczności muszą ukrywać swoje nadprzyrodzone moce (nabyte wskutek jakichś mutacji wynikających z napromieniowania czy coś w ten deseń). Nie jest to jednak opowieść o Supermanie, tylko o tym, jak mogliby zachowywać się zwykli ludzie gdyby nagle dostali nadprzyrodzonych umiejętności. Daleko im do altruizmu i ratowania świata, bo to w dalszym ciągu ludzie (a nie jakieś wyidealizowanie niewoadomoco). Mieszkają, kłócą się, mają dzieci i tak dalej – tylko jeszcze dodatkowo każdy umie coś „magicznego” typu lewitacja, czytanie myśli i tak dalej. Bardzo zabawne.

Jest też w książce kilka opowiadań nienależących do żadnego cyklu – najlepsze moim zdaniem to „Tubylerczykom spełły fajle”, o tym, jak jakaś istota żyjąca za kilka miliardów lat wysyła niechcący w przeszłość dwie zabawki swojego dziecka, zabawki te trafiają oczywiście w okolice XIX – XX wieku na Ziemię i wynika z tego spory galimatias (i całkiem nieoczekiwane zakończenie).

Wszystkie te opowiadania czytałem jako gówniarz, a ostatnio kolega (również fan Kuttnera) zadzwonił do mnie z Empiku, że znalazł to wszystko zebrane do kupy i wydane w postaci jednej książki. No to kupiłem. Trochę się bałem, że będzie jak z Nienackim (którego uwielbiałem za młodu, a teraz wydaje mi się on płytki i prymitywny), jednak z zadowoleniem stwierdzam, że opowiadania Kuttnera nie straciły nic ze swej świeżości i bawią tak samo jak 30 lat temu.

Na dzisiaj to tyle – więcej napiszę jak skończę Larssona. Tymczasem piękna pogoda za oknem, czas na spacer.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar