Drukarka ze strychu

Zadzwonił do mnie niedawno sąsiad (tak, tak, teraz do sąsiadów się dzwoni, kiedyś się po prostu przychodziło) z pytaniem, czy mam drukarkę, bo on nie ma, w biurze mu akurat padła, a on musi pilnie. No to ja mu na to, zgodnie z prawdą, że drukarkę, owszem, mam, ale od kilkudziesięciu ładnych stron straszy mnie ona, że tonera jej wystarczy na mniej niż 50 stron, więc może się okazać, że wydrukuje np. pół strony i zdechnie.

Sąsiad, niezrażony moją ponurą wizją niedokończonego wydruku, przyszedł za chwilę – i tu się zaczęła akcja właściwa.

Otóż drukarki nie używałem już ładnych parę miesięcy, w związku z czym trafiła ona na szafę (z braku tytułowego strychu jego rolę w naszym mieszkaniu gra szafa – ale strych mi jakoś bardziej pasował do tytułu wpisu). Zdjąłem ją więc z tejże szafy, podłączyłem do zasilania, odkurzyłem, poczekaliśmy wszyscy dobre dwie minuty aż kłęby kurzu opadną, no i mówię chłopu – naści, drukuj.

– A kabelek niepotrzebny? – spytał spostrzegawczo sąsiad, któremu nieobce są zagadnienia z dziedziny komputerów.
– A niepotrzebny – mówię – bo to bezprzewodowa jest (przy okazji od razu przypomniał mi się niedawny post Kaczana, o ten: http://kaczan.eu/2012/02/pelny-wireless/ )
– No dobra. Mogę drukować?
– Drukuj.

No i wydrukował, z tym, że na XPS Document Writer zamiast na drukarkę właściwą.

Rzucam okiem – faktycznie, drukarki w systemie nie widać, a dioda sieci bezprzewodowej na obudowie drukarki podejrzanie długo mruga (zamiast zaświecić spokojnym, ciągłym błękitem). Myślę sobie, pewnikiem antenkę ma za słabą, trzeba ją przenieść bliżej punktu dostępowego (po naszemu accesspoint, czyli AP).

Targam więc drukarkę do salonu, gdzie – ukryty cichaczem za telewizorem – stoi sobie AP; podłączam ją tam do prundu, czekam chwilę, wracam do komputera, przy którym cierpliwie czeka sąsiad, i mówię – drukuj!

Wydrukował. Znów na XPS Writer zamiast na papier.

Wracam do drukarki – znów mryga. Ki czort, myślę sobie…

Wbijam się na hp.com, ściągam sterowniki, instaluję. Sterownik mię pyta, czy chcę podłączyć drukawkę po kabelku czy bez kabelka – odpowiadam, zgodnie z prawdą, że bez. Sterownik podejmuje więc próbę zlokalizowania drukarki, szuka, szuka… i nic. Powtórzyłem całą operację ze trzy razy – no dupa przenajdupsza, drukarkę jakby wcięło. Na wszelki wypadek zaglądam do salonu, chociaż i bez tego słyszę dziki świst ramek 802.11, próbujących wbić się do mojej domowej sieci. Drukarka ciągle stoi. I mryga.

Hm.

I tu mnie olśniło. Otóż nie dalej jak dwa, góra trzy miesiące temu nazad, miałem jakiś problem z siecią bezprzewodową – zrywało połączenia co parę minut. Pan z UPC potwierdził, że to błąd w konfiguracji AP i zdalnie przekonfigurował mi AP – a konkretnie to go zresetował do ustawień fabrycznych i skonfigurował sieć od nowa, z nowym SSID i hasłem. No a drukarka uparcie próbowała się wbić na stare SSID / hasło, z wiadomym skutkiem.

Mając do wyboru konfigurowanie drukarki od nowa, albo podpięcie jej po kabelku usb, i widząc znużoną twarz sąsiada, któremu wizja wydruku oddalała się coraz bardziej, przeniosłem drukarkę z powrotem do kompa, podpiąłem ją przez kabelek usb (który musiałem uprzednio wygrzebać ze swojej magicznej Skrzynki z narzędziami – ta Skrzynka to temat na osobny wpis, a jakby się dobrze postarać to i całego bloga by o niej napisał), i minutę później wydruk był gotowy. Oczywiście drukarka mnie zaraz potem opieprzyła, że toner jej się kończy, i że za niecałe 50 stron odmówi posłuszeństwa, ale ponieważ słyszę to jej marudzenie już od dawna, przywykłem. Ten toner się przecież nie może skończyć po wydrukowaniu zaledwie trzech stron, prawda?

I to by było na tyle.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz