Dwanaście małp (1995) – recenzja filmu

Wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno udało mi się obejrzeć film pod tytułem jak w tytule. Dziwne, bo nie dość, że film o podróżach w czasie, to jeszcze z Brucem Willisem w głównej roli. A ja lubię opowieści z podróżowaniem w czasie i Willisa też lubię (ponoć ostatnio postanowił w końcu przejść na zasłużoną emeryturę).

Film jest całkiem fajnie zrobiony. Może nie powala, ale daje radę. Obejrzałem z przyjemnością.

Zaczyna się tak, że James Cole (grany przez Willisa) zostaje wysłany w przeszłość, do 1996 roku, aby wyjaśnić tajemnicę epidemii, która zabiła 5 miliardów ludzi. Co prawda przeszłości się już nie zmieni, ale uczeni z przyszłości (która jest nawiasem mówiąc ponura, szara i pełna smutku) mają nadzieję, że Cole dostarczy im informacji o pierwotnej wersji wirusa, dzięki czemu będą mieli okazję opracować szczepionkę bądź lekarstwo.

Niestety, maszyna czasu, której używają w tym celu, jest słabo przetestowana i kiepsko u niej z celnością. Cole zamiast do 1996 roku trafia do...

A nie, nie powiem. A nuż ktoś jeszcze tego nie oglądał, nie chcę zepsuć niespodzianki.

Mamy paradoksy czasowe, pomieszanie skutku z przyczyną oraz fenomenalną postać Jeffreya Goinesa graną przez młodego Brada Pitta. Jeffrey ma trochę nierówno pod sufitem, a także jedno oczko bardziej od drugiego (nie wiem jak oni to zrobili, jakieś specjalne szkła kontaktowe?). Z kolei Cole nie jest typowym supermięśniakiem, jakich zwykle grywa Willis - owszem, musi kogoś stłuc raz czy dwa, ale więcej sam dostaje po ryju niż kogoś pierze. Zresztą urok tego akurat filmu nie polega na praniu się po ryjach. Zadziwiające, wiem.

Film dostał na Zgniłych Pomidorach 88% czyli całkiem sporo.

Ode mnie, prywatnie, 8.5 / 10. Czas nie całkiem utracony, polecam.

6 komentarzy

  1. A najlepsze jest to, iż ja byłem przez pewien czas przekonany, iż “12 małp” to był film z okolic 1980 – gdzie szukali szczepionki na coś w jakimś 4-5 poziomowym bunkrze. I teraz nie mam pomysłu co to był za film.

    1. Mam wrażenie, że możesz mieć na myśli “The Andromeda Strain”, Crichton et co. z okolic 1970 (po polsku Tajemnica Andromedy/Andromeda znaczy śmierć, i pewnie latało w PL w ’80)

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]