Krwawy maj

Apel do krwiodawców z grupą AB Rh(-).

TL;DR: apel jest na samym dole, przewiń sobie, jeżeli nie chcesz czytać całego wpisu.

Moja niedawna wizyta w Domu Wampirzej Rozpusty (zwanym tu dla niepoznaki Stacją Krwiodawstwa, po naszemu Blood Donation Clinic) różniła się nieco od poprzednich, co uznaję za wystarczający powód, by o tym napisać.

Otóż na ogół oddawać krew chodzę sam. Próbowałem już kilka razy umawiać się z różnymi ekipami, ale zawsze się potem okazywało, że komuś coś w ostatniej chwili wypadło albo się ktoś po prostu wycofywał, albo zapomniał sobie wpisać w kalendarz…

Tym razem było inaczej. Kolega z pracy (który nawiasem mówiąc jest jednocześnie moim formalnym przełożonym) dowiedziawszy się, że idę oddać krew, postanowił pójść ze mną.

Co ciekawsze udało mu się namówić na wypad jeszcze jednego delikwenta, tak więc kiedy nadeszła Pora, wybraliśmy się do Stillorgan we trzech.

Środy są na ogół spokojne. Czasem bywało tak, że byłem jedynym krwiodawcą umówionym na godzinę 13:00 (kiedy to otwierają stację), kolejni pojawiali się dopiero kiedy schodziłem z fotela (jednego z sześciu w tej stacji).

Tym razem jednak było całkiem na odwrót. Przybyliśmy na miejsce mniej więcej pięć minut przed czasem i już z daleka widzieliśmy kłębiący się przed drzwiami tłumek. Był to prawdopodobnie efekt niedawnych apeli IBTS o oddanie krwi grupy AB(-), której zaczęło brakować. Efekt był taki, że przyjmowali tego dnia wyłącznie tych, którzy mieli AB(-) oraz tych, którzy się wcześniej umówili telefonicznie. Ponieważ żaden z moich kolegów nie miał tej grupy, oraz ponieważ nie przewidzieliśmy takich tłumów, pani w recepcji od razu oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu głosem, że przyjmie tylko mnie. Kolegów może zapisać na jakiś inny dzień, bo dziś to na pewno nie da rady.

Tak więc ja pozostałem na miejscu, a koledzy z nosami na kwintę wycofali się w szyku zorganizowanym na z góry upatrzone pozycje, czyli poszli na lunch do znajdującego się dosłownie rzut beretem dalej Stillorgan Shopping Centre.

Kolejny hopsztos miał miejsce chwilę potem, kiedy to wypełniwszy ankietę oraz potwierdziwszy pierdylion razy, że tak, to jest mój podpis, nie, nie brałem nigdy żadnych narkotyków oraz nie, nie uprawiałem nigdy seksu za pieniądze (raz czy drugi zdarzyło się co prawda, że zostałem ostro wyr*chany przez pracodawcę, ale okazuje się, że to się nie liczy w tym przypadku) siedziałem już, a w zasadzie półleżałem, na fotelu, a pielęgniarka próbowała znaleźć żyłę, żeby się wkłuć.

Operacja ta zwykle chwilę zajmuje, ponieważ żyły mam przemyślnie i złośliwie poukrywane. Pewnym wsparciem dla pielęgniarki może być pełen niewielkich blizn obszar w zgięciu łokcia, o tak to wygląda:

… jednak żeby dobrze wycelować grubaśną igłą nie wystarczy „mniej więcej”; trzeba dorwać żyłę precyzyjnie. Tymczasem u mnie żyły się zawsze dzielnie chowają, doprowadzając pielęgniarki do stanu, w którym muszą przerwać bezowocne próby i wezwać Starszą Pielęgniarkę.

Starsza Pielęgniarka przeważnie faktycznie jest starsza nie tylko z nazwy. I na ogół po prostu przychodzi, rzuca okiem, bierze igłę, wbija jak gdyby od niechcenia i odchodzi w siną dal, na tle zachodzącego słońca, pogwizdując przez zęby jakąś smętną melodię hodowców nierogacizny.

Tym razem jednak nawet Starsza Pielęgniarka, spędziwszy wprzódy dobrych pięć minut na mantrach i zaklęciach pomagających ujawnić żyłę, musiała podać tyły i ustąpić pola Lekarzowi Głównemu Stacji.

Taki Lekarz Główny to już nie przelewki. Respekt i szacunek biją od niego zanim jeszcze w ogóle się pojawi. Podchodzi i zagaduje:

‒ Co my tu mamy?
‒ W prawej kompletnie nic, w lewej jakby coś, ale niewiele.
‒ Zobaczmy…

Ponownie biorę w lewą dłoń zabawkę w kształcie psiej kości (bardzo sprytny zabieg, jeżeli bowiem odruchowo wrzasnę „psiakość!” podczas wbijania igły, będę mógł potem udawać, że nic się nie stało, ratując swój honor) i miętolę ją intensywnie jakby od tego zależało moje życie. Lekarz w tym czasie bierze wacik na takim fikuśnym patyku i naciera mi zgięcie łokcia takimi ilościami środka dezynfekującego, że aż trochę kapie na podłogę.

‒ Pan go w tym wykąpie, panie doktorze
‒ Raz do roku wypadałoby wziąć kąpiel – żartuję

Personel kulturalnie reaguje grzecznym acz pozbawionym emocji „ha, ha”. Żyła pod wpływem masażu wacikiem oraz uporczywej pracy mięśni wreszcie odrobinę się ujawnia. Lekarz odbezpiecza igłę mówiąc jednocześnie, że jeżeli nie chcę to mogę nie patrzeć. Ja oczywiście patrzę, bo lubię. Igła wchodzi gładko aż po same motylki. Ciemnoczerwona struga życiodajnego płynu wreszcie zaczyna płynąć plastikową rurką. Atmosfera wyraźnie się uspokaja, ciśnienie powietrza wokół mojego fotela spada do jednej atmosfery. Lekarz niespiesznie odchodzi (ale bez zachodzącego słońca i bez pogwizdywania, to dobre dla kowbojów, a on jest co najmniej Jedi). Pielęgniarka pobiera niewielką próbkę do probówki, potem przełącza hydraulikę na pojemnik główny i dalej już wszystko leci po staremu.

Na zakończenie przypomnę raz jeszcze, tylko tym razem trochę większą trzcio… czcink… czcią… trochę większymi literkami: jeżeli, sympatyczny Czytelniku, mieszkasz w Irlandii, możesz oddawać krew oraz masz grupę AB(-), teraz jest doskonały moment na wizytę w najbliższej stacji krwiodawstwa.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Krwawy maj"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Basia
Gość

To z kością mnie rozbawiło 😉 Niestety znam ten problem poszukiwania żyły, co prawda jeszcze nigdy nie oddawałam krwi (ale z moją fatalną morfologią chyba nikt jej nie zechce), ale podczas klasycznego pobierania zawsze jest z tym problem. A potem mam siniaka przez 2 tygodnie, który boli przy podnoszeniu czegokolwiek. Podobno to wynik za słabego/krótkiego uciskania wkłucia, ale bez względu na to, jak bardzo się do tego przyłożę, siniak jest.

wpDiscuz