“Pragnienie”: recenzja

Czego się większość ludzi spodziewa po dobrym kryminale?

Nie mam pojęcia. Wiem natomiast czego ja się spodziewam: napięcia, akcji, solidnego głównego bohatera, niespodzianki.

Czy znalazłem to wszystko w “Pragnieniu”?

Jak najbardziej!

Napięcie towarzyszy nam od samego początku aż do ostatniego zdania epilogu, otwierającego furtkę do kolejnych części.

Akcji nie brakuje, na ogół dość krwawej i makabrycznej, ale akcja to akcja.

Solidny główny bohater? Jest ich kilku – niektórzy znani od samego początku, inni ujawniają się wraz z upływem czcionki.

Niespodzianka? Całe mnóstwo.

Chyba właśnie niespodzianka jest najmocniejszą stroną serii o Harrym. Autor robi nas w konia na kilka sposobów i w wielu warstwach:

    1. Widzimy przez większość czasu co robi przestępca. Wiemy też, że z kimś współpracuje, z kimś sprytniejszym i potężniejszym niż on sam – postać ta (lub postaci, nie wiemy bowiem ile ich jest) jest przez większość czasu ukryta.
    2. Widzimy również cały czas co robi policja żeby przestępcę schwytać. I widzimy, jak pięknie – dzięki współpracy z niewidocznym pomocnikiem – udaje się przestępcy unikać wymiaru władzy.
    3. Mamy kilka niewyjaśnionych scen, z których natychmiast wnioskujemy, że tajemniczym pomocnikiem przestępcy jest jeden z policjantów.
    4. Mamy również kilka śladów (w tym najmocniejsze: analiza DNA) wskazujących na powiązanie z miejscami kilku przestępstw jednej z głównych postaci, niby pozytywnej, ale jednak nieco mrocznej.
    5. Pod koniec drugiej (z trzech) części mamy migawkę, z której natychmiast wnioskujemy, że ww. policjant faktycznie ma coś za uszami. W międzyczasie dowiadujemy się, że to on zwabił Monę Do do klatki.
    6. Prawie do samego końca jesteśmy szczerze przekonani, że doskonale wiemy, kto jest tym złym, i że wystarczy teraz już tylko końcowa scena, w której Harry łapie drania i pakuje go za kratki / do grobu / lub czasopisma.
    7. Dopiero w zakończeniu okazuje się, że wszystkie te poszlaki, ślady i zachowania były przedstawione wyłącznie w celu załadowania nas w klasyczne bambuko. I wszystko się doskonale zgadza, z wyjątkiem naszych przewidywań co do tożsamości głównego Złego, którym okazuje się być…

A, poczytajcie sobie sami to się dowiecie.

Reasumując:

Na plus

Wszystko co wymieniłem powyżej plus doskonały wybór tytułów poszczególnych rozdziałów (“piątek rano”, “środa po południu” i tak dalej)

Na minus

Bardzo jednostajny, przewidywalny styl prowadzenia narracji. Cynizm i sardoniczność Harry-ego są już tak oklepane, że momentami nużą. Rachel Fauke przez większość książki leży w śpiączce. Ofiary zabójstw są naprawdę sympatyczne i szkoda, że wszystkie jednak giną.

Ocena końcowa

9/10, zdecydowanie. Polecam.


Liczba słów w tym wpisie: 462

Sprawdź też

The Ghost Brigades

Pisząc ponad trzy lata temu recenzję “Wojny starego człowieka” nie spodziewałem się dalszego ciągu. Tymczasem …

Potrójna recenzja: Lem (x1) + Kloos (x2)

Niedawno zachciało mi się przeczytać jeszcze raz moją ulubioną książkę Wieszcza czyli “Kongres futurologiczny”. Ponieważ …

Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x