Co w trawie piszczy

Trawa jest zielona [citation needed], podobnie jak ikonka Spotify. Dziś czas na przegląd najświeższych odkryć, których udało mi się dokonać w tej zacnej chmurze.

Po raz pierwszy podjąłem również próbę odszukania poszczególnych kawałków na Tyrurce i przy każdej piosence zamieszczam link zarówno do Spotify jak i do YT.

Zaczniemy od Nilsa Lofgrena, którego – o dziwo – nigdy wcześniej nie słyszałem, a który robi z gitarą takie rzeczy, że się o nich zoofilom nie śniło.

Tu na przykład mamy piękną solówkę w jego wykonaniu:

Jeżeli spodobał Ci się powyższy utwór, proponuję poszukać innych kawałków tego artysty. Warto.

A tu całkiem inne klimaty: fortepian, kontrabas i hi-hat w dość niezwykłym wykonaniu „Ville”. Vince Guaraldi ma więcej takich perełek w drugiej części „Golden Hits”, również polecam.


A teraz przenosimy się do lekko przerdzewiałego wokalu Ann Pebbles oraz towarzyszącym mu licznym pizzicatom i innym synkopom. Nie wiem dlaczego, ale piosenka bardzo kojarzy mi się z filmami Quentina Tarantino.

Kolejna na dzisiejszej liście jest brzdąkanina jednego z moich ulubionych artystów: Tommy Emanuel gra „Blood Brother”. Wersja koncertowa:

Kojarzy ktoś „Hey, Joe”? Nie? Taka opowiastka o tym, jak koleś zastrzelił swoją babę, bo poszła w tango z innym kolesiem. Na pewno znacie…

Joscho Stephan gra to w wersji moim zdaniem niewiele ustępującej oryginałowi. Co prawda bez wokalu, ale i tak jest czego posłuchać:

Następny utwór przyprawia mnie o gęsią skórkę – jeżeli ktokolwiek wie w jaki sposób powinno się grać muzykę irlandzką, to jest to z pewnością Dave Weckl. Jego „Road to Connemara” to ośmiominutowe misterium dźwięków, za które powinno mu się postawić pomnik za życia. Co ja mówię, trzy pomniki! Siedem! Naprawdę, coś niezwykłego:

Altan to kolejny światowej sławy i klasy wykonawca muzyki irlandzkiej. „Donal Agus Morag” to dość znany kawałek, tu moje ulubione wykonanie:

(przy okazji „Donal” i „Morag” to tradycyjne imiona irlandzkie, piosenka opowiada o ich ślubie oraz weselnej wyżerce. „Agus” to wbrew pozorom nie imię tylko spójnik „i”).

A teraz absolutnie zaskakująca, nawet dla mnie, zmiana klimatu: MAUTE. Póki co wydali tylko jeden album, na który nadziałem się dzięki blogowi Blogrys. Z początku niby takie banalne umca-umca, ale po jakimś czasie ciężko się oderwać od słuchania.

Następna na dzisiejszej liście jest nowoczesna, jazzowa aranżacja ponadstudziesięcioletniego hitu „Swing Low, Sweet Chariot”, utworu, który znalazł się wśród pięćdziesięciu najważniejszych piosenek amerykańskich (został nawet uwieczniony w Bibliotece Kongresu jako element dziedzictwa narodowego). Oryginału za bardzo nie lubię, ale ta wersja jest całkiem sympatyczna:

Na zakończenie zostawiłem (chciałem napisać „najlepszy kawałek”, ale ten tytuł przypada piosence cztery pozycje powyżej) soczysty i przyprawiający o natychmiastową pląsawkę utwór z najnowszej płyty Rodrigo y Gabriela pod tytułem „Hora Zero”. Nieco niepokojąca i mocno połamana tonacja, jak zwykle bezbłędne łomotanie Gabrieli i całkiem znienackie wykorzystanie kaczuchy w okolicach trzech czwartych drugiej minuty sprawiają, że można tego słuchać w kółko.

BONUS

Jeżeli dotrwaliście aż do tego miejsca, w nagrodę piosenka kabaretowa w wykonaniu Tima Minchina pod dość banalnym tytułem „F Sharp”. Jeżeli, Czytelniku sympatyczny, nie grokujesz języka Lengłidż, spieszę wyjaśnić, że piosenka jest o gościu, który uwielbia grać w tonacji F-dur, a śpiewać w Fis. Pierwsze dwa czy trzy odsłuchania kosztowały mnie prawie wymianę ekraniku w smartfonie, na szczęście udało mi się jakimś cudem nie parsknąć kawą. Wszystko jeszcze przede mną…

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
bagienny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
bagienny
Gość

Zacny zestawik. Z wymienionych Vince Guaraldi, nie lubiany przez jazzowców, ale mnie się podoba.

%d bloggers like this: