27 powodów aby wyjąć zatyczki z uszu

Ostatni wpis muzyczny wrzuciłem tu 3 marca. Ten zaczynam pisać 14 kwietnia, a pojawi się na blogu pewnie dopiero w okolicach maja.

Od 3 marca na mojej playliście Spotify przybyło 27 kawałków. Przejrzyjmy je sobie pokrótce:

Kwiat Jabłoni to najnowsze odkrycie, które zawdzięczam jednemu ze stałych Czytelników blogu. Ciężko ostatnio znaleźć solidną kapelę z Krainy Łagodności, która w dodatku śpiewa po polsku. Kwiat Jabłoni ma szansę namieszać – są naprawdę bardzo, bardzo dobrzy w tym co robią. A utworowi “Wodymidaj” to już w ogóle powinno się postawić pomnik! Ciekawostka: tatą obydwojga członków zespołu jest Kuba Sienkiewicz!

The Hot Sardines wykonują głównie covery znanych kawałków. W sumie to nie kojarzę żadnego ich autorskiego utworu chociaż Wiki mówi, że mają ich całkiem sporo. W każdym razie nie trafiłem jeszcze na żadnego babola w ich wykonaniu. Zrobiliby jazzową perełkę nawet z wlazłkotka. “Petite Fleur” pokazuje, że potrafią nie tylko po angielsku.

I raz jeszcze Gorące Sardynki. Tym razem klasyk bluesowy przerobiony na wyluzowane (i lekko zblazowane) jazzowe śpiewadełko. Coś pięknego.

Livingston Taylor przerabia “Isn’t She Lovely” Steviego Wondera z 1976 roku – jeden z większych hitów tego wykonawcy. Akustycznie, z gitarą, wokalem i gwizdaniem. Bardzo przyjemne.

III Suita Orkiestrowa Bacha w klasycznym wykonaniu. Okazuje się, że lubię Bacha! I nie chodzi o jego uzębienie (kieł Bacha) ani nawet że ktoś komuś bacha z zatkadyb doseb tylko o suitę. Bez pomocy Wikipedii nie odróżniłbym suity od Sudetów, ale co mi tam.

Funkowe rytmy nigdy nie były moją słabością, głównie ze względu na nieodmiennie kojarzące mi się z nimi wokale z dziwnymi afrykańskimi akcentami, ale tu jest całkiem sympatycznie. Wokali nie ma, jest rytm, jest jakaś opowieść, a przede wszystkim jest mnóstwo wędrówki po progach gitary basowej, które misie bardzo lubią. Także tego, ten. Polecam.

1870 – to wtedy pojawiła się pierwsza wersja tego kawałka. Bardzo popularny w USA w latach 50. i 60. Tu wykonanie jazzowe, instrumentalne. Mnóstwo fortepianu, do tego kontrabas i sporo perkusji w tle.

A tu powolna przeróbka “Midnight Special” z 1905 roku. Organy Hammonda, gitara, bas i zamiatane perkusje. Prawie dziesięć minut idealnej do wrzucenia w tło muzyki kiedy się trzeba fest skupić.

Smętne, molowe rytmy, perkusje i instrumenty trąbione. Prosta piosenka o niespełnionej miłości.

If only you could feel with my heart
You’d save the day with your presence
You’d save my life with your existence
If only you could feel with my heart

You make me laugh at loneliness
You make me sing with pleasure
If only you could feel with my heart
You’d allow me to see myself
You’d allow me to feel what’s felt
If only you could feel with my heart
You’d love me
You’d love me

A tu śpiewamy po holendersku, pardon, niderlandzku. Prosty rytm na dwa, wpadająca w ucho melodia oraz kompletnie niezrozumiałe słowa – łatwo się tego słucha. I przyjemnie.

Hit z 2003 roku. W zasadzie powinienem napisać, że kawałek jest nudny, bo ten sam motyw jest zapętlony na jakieś pięć i pół minuty, ale z jakiegoś dziwnego powodu ta mieszanka gitar, etnicznych perkusji i fletni Pana działa całkiem kojąco.

Instrumentalna przeróbka starego przeboju. Klimaty jakby latynoamerykańskie.

Diana Krall to klasa sama w sobie, jeżeli jeszcze nie znasz jej muzyki, srogo polecam. “Temptation” to cover utworu Toma Waitsa o tym samym tytule.

Dwa kolejne kawałki Gorących Sardynek.

Kraina Łagodności. Smyczki, rytm na cztery czwarte, sympatyczny wokal.

Kolejny solidny kandydat na tło do skupienia się przy pracy.

Muzyka Petera Hollensa nie wymaga reklamy – facet robi takie rzeczy a capella, że włosy dęba stają. Nie słyszałem jeszcze żadnego kawałka w jego wykonaniu, który nie byłby małym arcydziełem.

Jeżeli lubisz gitary akustyczne, ten duet wprawi cię w zachwyt. Niby taki prosty bluesik, a się w człowieku cieplej robi.

Też blues, acz nieco bardziej rozbudowany. I molowy.

“Pustki i bąbelki”? Dziwny tytuł i dziwna okładka albumu, ale piosenka w dechę. Bardzo rytmiczna, żwawe riffy wiosła i basu, mnóstwo perkusji, ani się człowiek obejrzy a już całe ciało podryguje.

Ezrę odkryłem – wstyd przyznać – całkiem niedawno. To jeden z Wielkich świata muzyki. W tym kawałku mamy nieco bardziej niż zwykle agresywne rytmy oraz bardzo charakterystyczną siedmiotonową skalę orientalną. Czemu taki tytuł – nie mam pojęcia, ale słucha się doskonale.

“Myjnia samochodowa” – trzy jazzujące instrumenty (forteklapa, końtrubas i bębny) plus naprawdę niewielka ilość wokali w tle.

Pani wygląda na tej okładce jakby wymagała niewielkiej chirurgicznej korekcji oczu, ale śpiewa przecudnym altem, a do tego ma wsparcie nieśmiertelnego tria fortepian-bas-perkusja. Dużo się tu dzieje.

Wielki hit Erica Claptona; przeróbka autorstwa Nathana East z udziałem samego Claptona. Podobnie jak Krall czy Ezry, tego muzyka też nie trzeba reklamować.

Początek trochę się kojarzy z “Tańcem z szablami”, ale po paru pierwszych sekundach wrażenie znika. Orientalna melodia z bardzo prostą harmonią na trzy akordy, łagodna i spokojna, nagle wybucha szybszym tempem na minutę przed końcem.

And last but not least, czyli ostatni będą piersiami czy cośtam: Willie Mitchell gra całkiem ciekawą aranżację kawałka “Black Fox” z 2003 roku. Dęciaki, fortepian, gitary i perkusje w tle. Aha, no i organy Hammonda, które prywatnie uwielbiam od czasu, kiedy pierwszy raz słuchałem Niemena.

Liczba słów w tym wpisie: 1,303

Sprawdź też

Broadchurch: szybka recenzja

Jeżeli lubisz dobre kryminały oraz Davida Tennanta, ale nie oglądałeś jeszcze “Broadchurch”, to polecam. Serial …

Toy Wars: recenzja

“Toy Wars” czytałem już kiedyś, dawno temu, z jakiejś pirackiej kopii. Tak, wstydzę się. Dlatego …

Zapisz się
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
2
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x