Brzdąk, brzdąk, v. 2.0

Gram na gitarze i chwalę się tym światu. Jest audio!

Dawno temu, na samym początku istnienia tego blogu, udostępniłem swoim Czytelnikom próbkę swojego brzdąkania gitarowego. Taką sprzed kilkunastu lat, nagrywaną jeszcze na dwa jamniki w czasach, kiedy Internet kojarzył się z ćwierkającym z prędkością niecałych czternastu i pół tysięcy bitów na sekundę czarnym modemem wielkości cegły, a telefony komórkowe były ciągle bardziej wymysłem z powieści SF niż faktem. Czytaj dalej Brzdąk, brzdąk, v. 2.0

Flażolety

Dla początkujących gitarzystów: co to jest flażolet, gdzie występuje i jak go osiągnąć.

Flażolet to efekt możliwy do osiągnięcia podczas gry na instrumencie strunowym. Na przykład na gitarze (ale nie tylko).

Efekt analogiczny do flażoletu można uzyskać również w niektórych instrumentach dętych, przez przedęcie instrumentu, ale ja dziś nie o tym

Flażolet polega na tym, że zamiast pozwalać strunie drgać całą długością (struna otwarta), „blokujemy” strunę w połowie (lub jednej trzeciej, lub jednej czwartej itd.) jej długości przykładając do struny palec, a następnie wprawiamy ją w drganie (trącając palcem drugiej ręki). Dzięki temu struna zaczyna drgać z wyższą częstotliwością. A jak wiadomo wyższa częstotliwość to inny dźwięk. I efekt gotowy. Czytaj dalej Flażolety

Xpilowa lista przebojów, czerwiec 2016

Zgodnie z niepisaną (i w zasadzie nieistniejącą, ale to nam akurat zupełnie nie przeszkadza) tradycją, publikuję dziś listę najnowszych odkryć wygrzebanych przeze mnie w nieprzebranych głębinach Spotify.

Ostrzegam, lista jest nierówna i nie ma tam jakichś specjalnie wysublimowanych pozycji, ale celem tego wpisu nie jest pokazywanie, jaki to ja jestem fara fara wielki muzyk, tylko podzielenie się z Czytelnikiem tym, co mi się podoba. Czytaj dalej Xpilowa lista przebojów, czerwiec 2016

Szesnaście to ładna, okrągła liczba

Przerzucić szuflą szesnaście ton węgla dziennie to już nieco trudniejsze zadanie[citation needed].

Autor tego blogu ma niejakie doświadczenie w tej materii, tu można poczytać: !klik!

W połowie zeszłego wieku górnicy w Kentucky mieli przesrane. Zarabiali grosze (no dobrze: nie grosze, tylko centy), które od razu musieli oddać firmie w ramach spłaty długu. Szli do pracy zaraz po opuszczeniu ciepłej, bezpiecznej macicy, pracowali po 30 godzin na dobę, w zasadzie poza pracą nie widzieli świata. W kontaktach z innymi ludźmi byli agresywni, oschli i agresywni. I oschli. Czytaj dalej Szesnaście to ładna, okrągła liczba

Marsz!

Jak można przeczytać w Wikipedii, gość urodził się w lutym 1809 roku w Hamburgu, a zmarł zaledwie 38 lat później, w listopadzie 1847 roku, w Lipsku. A w międzyczasie zrobił coś, co pozwoliło mi prawie półtora wieku później zarobić pierwsze w życiu pieniądze (takie od obcych ludzi, bo kieszonkowe się nie liczy jako zarabianie…) Czytaj dalej Marsz!

Kaszka manna

Karmiąc chwilę temu swojego rosnącego w zastraszającym tempie syna zacząłem znienacka nucić melodię, która po chwili okazała się być „Kaszką manną” w aranżacji Olka Grotowskiego i (niestety od niedawna nieżyjącej) Gosi Zwierzchowskiej. Słowa napisał Andrzej Waligórski, którego wielu uważa za grafomana, ja jednak darzę nieustającym (choć pośmiertnym) szacunkiem za wyluzowane i radosne podejście do otaczającego świata. Czytaj dalej Kaszka manna

Chyża piętnastka i stary zakład

Dawno temu, jeszcze we wczesnej podstawówce, założyłem się z kolegą, że przed czterdziestką stanę na Księżycu. W swej dziecięcej naiwności sądziłem bowiem, że skoro już ktoś na tym Księżycu wylądował, zacznie się teraz era podbijania Kosmosu. Do czterdziestki miałem wtedy dobrze ponad trzydzieści lat, a więc całą wieczność. Czytaj dalej Chyża piętnastka i stary zakład