Pomelo

Jakiś czas temu, będąc w odwiedzinach u naszych dobrych znajomych w Polsce, zostaliśmy poczęstowani tajemniczym owocem, który smakował jak… no właśnie, nie potrafiłem nawet opisać jak co. Całkiem nowy smak, ewidentnie cytrusowy, ale ani za kwaśny, ani za słodki, ani za gorzki. Taki w sam raz. Soczysty. Taki, że można by go jeść na hektolitry. Albo tony.

Owoc nazywał się pomelo.

Przy okazji, oto słynny dialog Piotrusia i jego Taty, na temat pomelo:

Tata: Pamiętasz jak nazywa się ten owoc?
Piotruś: Tak, pomelo.
Tata: A wiesz gdzie rośnie pomelo?
Piotruś: Nie wiem.
Tata: W Chinach.
Piotruś: A Ty tam poszedłeś?

Nazwa była nam zupełnie obca, próbowaliśmy potem upolować jakieś pomelo w naszej zasmarkanej deszczem Szuflandii, ale nigdzie nie można było znaleźć. W końcu sobie odpuściliśmy.

I oto, po ponad dwóch latach od tamtych wydarzeń, robię ci ja sobie ostatnio zakupy w lokalnym spożywczaku, patrzę, a tu… pomelo. Jako żywe.

Wziąłem czem prędzej cztery sztuki (jedno pomelo jest wielkości… hm, pomelo) i przytargałem do dom. Córce najpierw ściemniłem, że to taka krzyżówka cebuli z pomarańczą i arbuzem, ale się, jucha nie dała nabrać i domagała się prawdy. W nazwę „pomelo” też nie chciała uwierzyć, aż jej musiałem przedstawić stosowny wpis w Wikipedii. Dopiero wtedy przyjęła do wiadomości istnienie takiego cudaka.

Pomelo jest w smaku trochę podobne do grejpfruta, ale ma o wiele mniej goryczki.

Jest też odrobinę podobne do pomarańczy, ale ma mniej kwaśności.

Jeśli chodzi o kolor części jadalnej, jest ona taka… no, niby grejpfrutowa, ale nie do końca. Bardziej blada jakby. I bardziej mięsista.

Obieranie pomelo ze skórki to – w porównaniu z resztą znanych mi cytrusów – bajka jest. Po zdjęciu wierzchniej warstwy (która nawiasem mówiąc potrafi być fest gruba – mi się trafiło jedno pomelo z chyba trzycentymetrowej grubości skórką) pod spodem jest pomarańczopodobna struktura, ale bez tych wszystkich farfocli. Wewnętrzna skórka, którą opatulone są poszczególne segmenty, schodzi dość łatwo i prawie zawsze od razu w całości, więc obierania jest niewiele, a za to jedzenia zaraz potem – mnóstwo, gdyż pomelo jest całkiem spore. I bardzo soczyste.

Przez dwa dni wciągnęliśmy z rodzinką trzy pomelo. Czwarte jeszcze zalega w kuchni, ale mam dziwne wrażenie, że nie wytrzyma do jutra. Zobaczymy…

[yop_poll id=”53″]

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Pomelo"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tolep
Gość

Istnieją stosunkowo słodkie odmiany grejpfrutów. Pomelo to taki grejpfrut kilkakrotnie rozcieńczony przez dodanie wody.

lacki
Gość

No u nas też pomelo co jakiś czas gości na deser (choć ostatnio nie za często bo Madzia wrażliwa na opryski cytrusów niestety).
A tak przy okazji co za czasy, że dzieci bardziej ufają cioci Wiki niż własnemu rodzicowi…

wpDiscuz