Sen 11: Pociągi

Dziś rano przydarzyło nam się zaspać. Mieliśmy przez to „szybki” poranek (zawsze mi się to kojarzy z odtwarzaniem standardowej płyty 33 1/3 na prędkości 45, czasem dodatkowo w głowie gra mi muzyczka z Benny Hilla). Dzięki temu jednak dośniłem swój sen do końca, dzięki czemu mam teraz o czym pisać :]

Jestem w muzeum kolejnictwa. Budynek z zewnątrz trochę przypomina więzienie w Wicklow. Główne wejście jest bardzo szerokie, oprócz furtki dla gości jest też osobna ścieżka, którą biegną prawdziwe tory kolejowe. Tory zakręcają i prowadzą gdzieś na tył budynku, niewidoczny z mojej perspektywy.

Wchodzę do środka, w towarzystwie kolegi, który tutaj pracuje ale ma dziś wolne – podobno załatwił mi coś ekstra, nie dla „standardowych” zwiedzaczy.

Kolega prowadzi mnie przez kilka pokoi, do pomieszczenia, gdzie widzę starego typu lokomotywę parową. Wdrapujemy się na górę, siadam na wąskiej ławeczce. Kolega pociąga jakieś wajchy i lokomotywa pomału rusza.

Jedziemy bardzo wolno przez całe muzeum, ludzie gapią się na nas. Wyjeżdżamy na zewnątrz, słońce razi w oczy. Tory skręcają w lewo i już za chwilę przejeżdżamy nad ruchliwą ulicą (coś jakby Grafton Street, tylko z wiaduktem na górze, po którym jedzie nasz parowóz).

Ciągle ślimaczym tempem dojeżdżamy do końca trasy. Okazuje się, że jest to obrotowa platforma. Pracownik muzeum pracowicie kręci jakąś korbką, dzięki czemu lokomotywa powoli obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Kolega znów przestawia jakieś wajchy, ruszamy.

Dojeżdżając do wiaduktu (tego nad niby-Graftonem) zauważam, że fragment torów jest przesunięty względem reszty i jeżeli przejedziemy jeszcze parę metrów, lokomotywa się wykolei. Próbuję krzyczeć do kolegi obsługującego wajchy, ale nie mogę wydobyć głosu. Po kilku metrach lokomotywa, z lekkim tąpnięciem, zaczyna powoli przewracać się na prawy bok. Kolega krzyczy do mnie, żebym skakał. Wyskakuję z lokomotywy lewą stroną, mijając o centymetry ostre krawędzie wciąż obracających się kół. Słyszę za sobą zgrzyt dartych blach. Kolega ląduje tuż obok mnie, wyskoczył w ostatniej chwili

Z naprzeciwka, od strony muzeum, wyjeżdża nagle z pełną prędkością podróżną współczesna lokomotywa spalinowa. Trafia na uszkodzony kawałek torów, przelatuje przez barierkę ochronną i z rozdzierającym uszy łomotem wali się z wiaduktu w dół, na ludzi. W locie obraca się o kąt prosty, więc spada na ulicę bokiem.

Podchodzę do kiwających się jeszcze resztek barierki, patrzę w dół. Ludzie biegają we wszystkie strony i krzyczą. Niektórzy pokazują palcami na jeszcze drgającą rękę wystającą spod lokomotywy.

Budzę się. Patrzę na zegarek. Szlag…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz