Sen 7: Atomówka

Takiego snu jeszcze nie miałem. Miasto wygląda na Wrocław, ale jest angielskojęzyczne. Prawdopodobnie Irlandia wg jakiejś nieistniejącej geografii.

***

Idę przez miasto, z kolegą z pracy. Z biura na parking jest 10 minut spacerku. Świeci słońce. Gadamy o głupotach. Przecinamy jakiś trawnik, na skróty. Kolega wskazuje placem niebo.

Samolot jest nietypowy. Ma szerokie i długie skrzydła, a oprócz tego jakiś duży element w kształcie cylindra, umocowany tuż nad kadłubem, rozciągający się mniej więcej do połowy długości skrzydeł. W chwili kiedy na niego spoglądam, samolot wchodzi w ostry zakręt i odrywa się od niego mały, czarny punkt, który chwilę później zapala się jasnym płomieniem i kieruje łukiem w stronę miasta.

Kolega krzyczy „Atomówka! Padnij!” Padam płasko na trawę, kątem oka widzę, że rakieta nośna zmierza w odległe miejsce, gdzieś za horyzontem. W zupełnej ciszy leżę z zamkniętymi oczyma i czekam. Porywiste uderzenie wiatru trwa kilka sekund. Cisza.

Otwieram oczy, wstaję. Wokoło pożary, ludzie biegają w panice, dużo trupów. Kolega zniknął. Szybkie oględziny własnego ciała – nic mi nie jest, kończyny na miejscach, żadnych poparzeń. Dobiegam na parking, wsiadam w auto, ruszam.

Gnam do domu jak oparzony. Po drodze mijam zgliszcza i ruiny, krajobraz jak bo intensywnym bombardowaniu. Mijam zwisający tuż nad asfaltem słup wysokiego napięcia. Podjeżdżam pod kamienicę, w której mieszkam. Zostawiam auto przy krawężniku. Obok kamienicy, na asfalcie, ludzie układają z białych kawałków w kształtach puzzli wielki biały iks. W innym miejscu właściciel klubu nocnego goni pracowników, którzy za pomocą identycznych białych kawałków układają na jezdni nazwę klubu. Wchodzę do budynku.

Mieszkam na pierwszym piętrze. Schody kończą się w jego połowie. Na drzwi własnego mieszkania, ciągle zamknięte na klucz, patrzę z odległości około trzech metrów, w górę, pod skosem. Myślę o drabinie. Skąd w środku zbombardowanego miasta wziąć drabinę? Patrzę w dół. Schody do poziomu -1 też zniszczone, więc nawet nie bardzo byłoby gdzie tę drabinę postawić. Klnę w myślach.

Wychodzę z budynku. Samochód zniknął. Wyciągam z kieszeni komórkę, chcę zadzwonić na Gardę i zgłosić kradzież, ale nie mam zasięgu. Mimo to wbijam 112 i naciskam zieloną słuchawkę. Tii-tii-tii… Wyłączam telefon, chowam do kieszeni.

Patrzę w niebo. Samolot identyczny jak ten, co zrzucił ładunek, przelatuje nad miastem. Leci bardzo wysoko, więc wygląda jakby się prawie nie poruszał, jednak wiem, że to tylko złudzenie optyczne. Od samolotu odrywa się mały, czarny punkt, który chwilę później zapala się jasnym płomieniem i kieruje łukiem w kierunku mojej dzielnicy.

Budzę się oblany potem.

***

Z korytarza słyszę klaskanie bosych stóp. Córka przychodzi do mnie przestraszona i mówi, że miała bardzo zły sen. Okazało się, że śniły jej się jakieś potwory pod łóżkiem, z którymi całą noc walczyła. Idziemy do kuchni na śniadanko.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Sen 7: Atomówka"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
agnieszka_sto
Gość

Cale szczescie, ze nie masz proroczych snow xpilu. To chyba, tylko kac moralny 🙂

Michal
Gość

"Lubię to" -> click