Gra własnej produkcji

Całkiem niedawno odświeżyliśmy sobie z Żonką jedną z naszych ulubionych gier z czasów wczesnej emigracji.

Mieszkając w Polsce zupełnie nie znałem idei sprzedaży katalogowej. Tzn. oczywiście zdawałem sobie sprawę z istnienia takiego zjawiska (za gówniarza, pamiętam, przeglądałem nawet katalogi jakiegoś zachodnioniemieckiego sklepu wysyłkowego, bodajże Quelle), jednak dopiero po przyjeździe do Irlandii zasmakowałem sprzedaży katalogowej osobiście. W postaci, jakże by inaczej, Argosu, którego grubaśne katalogi (ponad półtora tysiąca stron każdy) plenią się w wielu domach niczym karaluchy, namawiając podstępnymi szeptami “kup mnie, kup mnie…”.

No i właśnie ów katalog Argosu stał się podstawą naszej gry. Gra jest stara jak wynalazek Gutenberga i wiele razy grywałem w nią jako dziecko – tyle że z encyklopedią zamiast katalogu. Otóż jeden z graczy (prowadzący) bierze katalog do ręki, a drugi (zgadujący) podaje losowy numer strony i numer produktu na tej stronie. Następnie, w ramach pierwszej wskazówki, prowadzący mówi zgadującemu cenę wylosowanego produktu. Od tej chwili zgadujący może zadawać pytania boolowskie (a więc takie, na które odpowiedź może brzmieć tylko “tak” lub “nie”) i musi w jak najmniejszej liczbie prób odgadnąć co to za produkt.

Wbrew pozorom gra jest całkiem trudna, katalog ma bowiem dziesiątki tysięcy różnych produktów i trzeba się chwilami nieźle nagłowić. Śmiechu jest też co niemiara, zwłaszcza jak się przypadkiem dobrze dobierze pytanie.

Po odgadnięciu (lub poddaniu się) gracze zamieniają się rolami i gra się od nowa. W przypadku większej liczby graczy można grać cyklicznie (dwie osoby grają, reszta czeka) ewentualnie na wyścigi (jeden prowadzący, wielu zgadujących).

W wolnym czasie, jak się już znudzisz, Czytelniku, graniem w antywarcaby, bardzo polecam tę zgadywankę.


Zapisz się
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x