List miłosny – recenzja

listmil1To już trzecia z rzędu recenzja gry, w którą zostałem zmuszony grać w ostatni weekend przez mojego planszówkowego znajomego. Tym razem padło na grę karcianą pt. „List miłosny”.

Gra jest szybka, łatwa i przyjemna – w zasadzie byłem w stanie grać bez podpowiedzi i instrukcji już po pierwszej rundzie.

Talia składa się z szesnastu kart. Na każdej karcie widnieje postać z królewskiego dworu, opatrzona cyfrą od jeden do osiem. Jedynka, najniższa, to karta z wizerunkiem Strażniczki  – pojawia się ona w talii aż cztery razy (a może pięć? Nie pamiętam). Kolejne karty o coraz wyższych numerach (na przykład Kapłan z numerem 2) pojawiają się coraz rzadziej, a te od okolic piątki (na przykład Król z szóstką albo najwyższa, czyli ósemka, z Księżniczką) – tylko raz.

Każda z kart ma jakąś specjalną właściwość. Nie pamiętam teraz wszystkich, więc wymienię tylko kilka. Na przykład Strażniczka (jedynka) daje graczowi możliwość spróbowania odgadnięcia karty dowolnie wybranego przeciwnika – i, jeżeli odgadnie on prawidłowo – przeciwnik ów odpada z rundy. Jest tylko jedno ograniczenie: nie wolno przy odgadywaniu typować Strażniczki.listmil2

A taki Król na przykład (karta numer 6) daje możliwość zamienienia się na karty z dowolnie wybranym przeciwnikiem.

A z kolei Księżniczka (ósemka) ma tę wredną właściwość, że położenie jej na stół powoduje odpadnięcie gracza z rundy.

Jest jeszcze jakaś postać, która umożliwia sprawdzenie karty dowolnie wybranego przeciwnika – i tak dalej.

Rozgrywka jest trywialnie prosta. Każdy z graczy dostaje po jednej karcie, resztę kart kładzie się w stosiku na środku stołu, następnie pierwszy gracz dobiera sobie górną kartę ze stosiku (a więc ma już dwie karty), po czym zagrywa jedną z dwóch kart, które ma na ręce, a następnie wykonuje się akcję napisaną na tej karcie.

Runda kończy się, jeżeli zostaną z niej wyeliminowani wszyscy grający, oprócz jednego, który rundę wygrywa. ewentualnie jeżeli skończą się karty w stosiku na stole – wówczas zwycięzcą jest gracz, który ma kartę z najwyższą ilośćią oczek. Jeżeli graczy takich jest kilku, jest remis i nikomu nie zalicza się wygranej.

Gra się tak długo, aż któryś z graczy wygra określoną liczbę rund (bodajże siedem w grze dwuosobowej, pięć w trzy- i tak dalej – dokładnie nie pamiętam).

Gra ma niewielki potencjał strategiczny, całkiem sporą losowość oraz – co najważniejsze – wciąga, jest banalna do nauczenia się i szybka w rozgrywce.listmil3

Jeżeli nie podobała Ci się, czytelniku, ta recenzja, nic nie szkodzi. Lada moment pojawi się następna, jeszcze gorsza 😉

(następna będzie dotyczyć jednej z najciekawszych gier, w jakie grałem w zeszły weekend, czyli Aton).

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz