Policja, Upiory – krótka recenzja zbiorcza

Dziś wielki dzień, rano mieliśmy zaćmienie słońca, czemu dałem upust w swym poprzednim wpisie. Niestety, zaćmienie owo okazało się kompletnie zachmurzone, więc jedyny jego obserwowalny objaw był taki, że na parę minut zrobiło się szaro (nie tak całkiem ciemno, jak w nocy, po prostu szaroburo, jakby ktoś przykrył niebo starą szmatą do podłogi).

Niemniej jednak emocje już opadły, Wielki Rzuk Gnojasz najwyraźniej nadal pcha Świętą Kulkę Słońca ku zachodowi, przejdźmy więc do rzeczy…

A rzeczy są takie, że udało mi się ostatnio odsłuchać „Policję” Jo Nesbø, kolejnego audiobooka z przygodami Harry-ego Hole (czyta się „Hule”, jakby ktoś jeszcze nie wiedział). W „Policji” ginie szefowa wydziału analiz, Beate Lønn – Jo nie oszczędza też kilku innych policjantów. Pomysł powieści zasadza się na tym, że tajemniczy morderca zabija policjantów w miejscach, w których kiedyś już doszło do niewyjaśnionych morderstw, a zabijani policjanci brali udział w tych niewyjaśnionych sprawach.

W szpitalu leży w śpiączce tajemniczy świadek, który mógłby na sprawę rzucić sporo światła, gdyby się wybudził. Oczywiście jego życie też jest zagrożone, bo morderca próbuje się go pozbyć, zanim ten się obudzi.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron postać Harry-ego w ogóle się nie pojawia – a jeżeli już, to wyłącznie w rozmowach innych bohaterów, i wszyscy mówią o nim w czasie przeszłym. Ponieważ „Policja” jest dość późną książką w serii i nie czytałem kilku poprzednich, założyłem, że Harry po prostu zginął w którejś z części. Okazuje się jednak, że wcale nie – po prostu odszedł z policji i teraz pracuje jako cywilny wykładowca w policyjnej szkole.

Jedna ze studentek z psychozą natręctw oraz osobowością depresyjno-maniakalną zakochuje się w nim i próbuje go wrobić w gwałt.

W międzyczasie koledzy Harry-ego z wydziału zabójstw giną jeden po drugim jak muchy. Dostaje się również ich rodzinom. Jak się nietrudno domyśleć, policja zwraca się wreszcie (nieoficjalnie) do Harry-ego, żeby pomógł rozwiązać tę jedną zagadkę – i od tego miejsca akcja zagęszcza się jeszcze bardziej.

Summa summarum książka jest bardzo, bardzo dobra. Nie ma nudy, dłużyzn, jest sporo nieoczekiwanych zwrotów, autor prowadzi na manowce nie tylko bohaterów swej powieści, ale również samego czytelnika. Czyta się to (albo, jak w moim przypadku, słucha) jednym tchem i ciężko się oderwać.

Oczywiście po odsłuchaniu „Policji” natychmiast postanowiłem sprawdzić, dlaczego właściwie Harry nie pracuje już w policji, dorwałem więc jedną z poprzednich pozycji z serii – czyli „Upiory”.

W „Upiorach” moja ciekawość została zaspokojona tylko częściowo. Harry nadal nie pracuje w policji – przylatuje tylko z Bankgkoku do Oslo, żeby wyjaśnić sprawę tajemniczego morderstwa. Zabito Gusto Hansena, młodego narkomana, a głównym (i w zasadzie jedynym) podejrzanym jest Oleg, przybrany syn Harry-ego. Książka jest pełna opisów narkotyków, narkomanów, handlarzy prochami i tak dalej. Od jakiegoś czasu w Oslo zniknęli z rynku narktykowego wszyscy główni gracze, z wyjątkiem tajemniczego i nieuchwytnego „Dubaja”, który wprowadził na rynek zupełnie nowy syntetyczny narkotyk, violinę. Każdy, kto choćby trochę próbuje zbliżyć się do Dubaja, szybko traci życie w dość okrutny sposób. Źródło pochodzenia violiny jest nieznane i niemożliwe do namierzenia, a narkotyk osiąga kosmiczne ceny, ponieważ jest o wiele bardziej wydajny od heroiny, a także o wiele mocniej i szybciej uzależnia. Harry przylatuje incognito i po cywilu, i przez całą książkę próbuje znaleźć i unieszkodliwić Dubaja – rozgryzając po drodze dość skomplikowaną łamigłówkę.

„Upiory” są książką mroczną i ponurą, a jednocześnie bardzo, bardzo wciągającą. Wątki zaplątują się między sobą niczym nitki spaghetti. Problem alkoholowy Harry-ego ratuje mu dwukrotnie życie; raz, kiedy zostaje zalany wodą w podziemnym tunelu (prawie pusta flaszka po whiskey ma na tyle dużo powietrza, żeby Harry resztkami sił dopłynął do klapy na zewnątrz), a drugi raz, kiedy Harry prawie ginie w ataku nożownika – w ostatniej chwili udaje mu się dźgnąć go w tętnicę szyjną korkociągiem. Od czasu do czasu napotyka tajemniczego kaznodzieję, który udziela mu pozornie bezsensownych porad, które jednak okazują się być potem zaskakująco celne. Tajemnica pogania tajemnicę. Czyta się świetnie – bardzo, bardzo polecam.

Nie do końca rozumiem tylko ostanią scenę książki, w której Harry leży postrzelony serią z pistoletu maszynowego i ewidentnie umiera. Skoro jednak żyje w „Policji”, przypuszczam, że pomiędzy tymi dwiema powieściami jest jeszcze co najmniej jedna.

Póki co jednak postanowiłem skupić się teraz na dalszym ciągu Świata Dysku mojego nieodżałowanego Pratchetta, odkładam więc Nesbø na potem i zabieram się za „Raising Steam”, której jakoś nie mogę dokończyć już od kilku miesięcy. No ale jest światełko na horyzoncie.

Tymczasem, borem, lasem!

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz