“Far from the Light of Heaven” – recenzja książki.

Jeżeli jakiś znany pisarz przeczyta naszą książkę i potem wspomni o niej w posłowiu do swojego hitu, są spore szanse, że nasze dziełko kupi więcej ludzi niż tylko babcia Renia, wujek Rysiek i sąsiad spod czwórki.

Na wzmiankę o powieści "Far from the Light of Heaven" trafiłem za pośrednictwem ostatniego tomu "The Expanse" recenzowanego przeze mnie niedawno tutaj. Zaryzykowałem, przeczytałem, dziś czas na recenzję.

W pierwszych akapitach poznajemy Michelle, która od dzieciństwa marzyła o zawodzie astronauty. Jej ojciec latał w gwiazdy, ona też chce. Od najmłodszych lat stara się robić wszystko, żeby zdobyć kwalifikacje pilota - w końcu udaje jej się. Jedyny kłopot polega na tym, że w międzyczasie sztuczna inteligencja rozwinęła się na tyle, że teraz wszystkie pojazdy kosmiczne pilotują od początku do końca maszyny, a ludzki "szef" potrzebny jest tylko dlatego, że wymagają tego przepisy. Informacja, że AI się nie psuje jest powtarzana w pierwszym rozdziale kilka razy, więc oczywistym jest, że Michelle wsiądzie w rakietę z pierwszą w historii podboju kosmosu awarią komputera pokładowego.

Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Tradycyjnie już powstrzymam się przed opisywaniem dalszej fabuły - nie chcę odbierać chleba autorowi (Tade Thompson). Powiem tylko tyle, że gdyby powieść tę ogołocić z elementów fantastycznych (podróże międzygwiezdne, AI i tak dalej), śmiało mogłaby wylądować w kategorii "kryminał". Z całą pewnością nie jest to Space Opera.

Autor książki ma wykształcenie medyczne, jednak całkiem solidnie przygotował się do napisania tej książki od strony merytorycznej. Zastosowane technologie do podróży FTL mają umocowanie we współczesnej fizyce teoretycznej, bardzo realistycznie są też przedstawione wszystkie aspekty podróżowania przez Kosmos oraz jego wpływ na ludzką psyche i ciało.

Książka jest dość świeża (wyszła w zeszłym roku) i nie wiem, czy jest polskie tłumaczenie. Oryginał jest napisany niezbyt trudnym angielskim.

Moja prywatna ocena?

Tu mam lekką zagwozdkę. Pierwsza połowa książki jest jak na mój gust odrobinę za bardzo przegadana i jednotorowa. Nie dałbym jej więcej niż cztery gwiazdki na siedem. Natomiast od momentu kiedy poznajemy tożsamość, motyw oraz perspektywę głównego adwersarza Michelle - o, tu już robi się naprawdę ciekawie. Pierwszą połowę czytałem około dwóch tygodni (z przerwami). Drugą pochłonąłem w dwa dni (też z przerwami). Dzieje się. Myślę, że uczciwie byłoby ocenić całość na silne 8/10.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.