“Dzika karta”. Recenzja książki.

W przedostatnim tomie “Algorytmu wojny” dzieje się, oj dzieje. Z nielicznymi wyjątkami, całość jest w zasadzie jedną wielką sekwencją bitewną na miarę “Bitwy pod Grunwaldem” tylko w kosmosie, z piu!-piu! laserami i całą resztą. A dzieje się tak, bo durne człowieki zamiast się zebrać zusammen do kupy i dokopać chowającym się po kątach resztkom Sztucznych Inteligencji – zaczynają się naparzać między sobą.

Chyba zaczęli bez nas bitwa pod Grunwaldem

Podobnie jak w poprzednich częściach, Autor próbuje nas wodzić za nos. Zasłony dymne nie chcą się rozwiać; jak się już rozwieją to tylko po to, aby ujawnić kolejną warstwę. I tak w kółko.

Nie wiem czy to retrochronalna telepatia czy też zwykły zbieg okoliczności, ale w tej części wyjaśniła się tajemnica Thorne’a, tajemniczego szeregowego z oddziału Wierzby, o którym dotychczas wiedzieliśmy bardzo niewiele, a który – chociaż na ogół milczący i zrezygnowany – okazywał się zaskakująco pomocny na polu walki.

Wyjaśnił się też wątek Colette, cichej i tajemniczej towarzyszki Brisbane’a towarzyszącej mu od bodajże drugiego tomu. Nie powiem jak się wyjaśnił, ale przeczuwam, że skoro ważne wątki ciągnące się od dość dawna zostały w “Dzikiej karcie” zamknięte to znak niechybny, że seria ma się ku końcowi.

Książce ze spokojnym sumieniem wystawiam 10/10, czytało się świetnie.

W oczekiwaniu na ostatnią część przerzucam się teraz na starocie – okazało się, że niedawno wyszło angielskie tłumaczenie książki “Prawda i inne opowiadania” Stanisława Lema – zbiór miniopowiadań, z których większość już znałem, ale jedno czy dwa okazały się dla mnie całkiem nowymi odkryciami (chociaż pisane w połowie zeszłego wieku – nie wiem w jaki sposób mi umknęły).

Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x