Niezły Ćwiek

Zgodnie z niedawną zapowiedzią, dziś recenzja „Gotuj z papieżem” Jakuba Ćwieka.

A w zasadzie częściowa recenzja, jako że przeczytałem dopiero trzy pierwsze opowiadania (i właśnie czytam czwarte). Uznaję jednak, że te trzy już przeczytane wystarczą, żeby zachęcić potencjalnego Czytelnika do sięgnięcia po lekturę.

Uprzedzając wątpliwości: nie, pan Ćwiek nie zapłacił mi za reklamę. Piszę, bo mi się tak podoba.

Pierwsze opowiadanie jest o tym, jak troje studentów trafia na oryginalny rękopis Karola Wojtyły, z którego to rękopisu jasno wynika, że Karol znał się całkiem dobrze z wujkiem jednego z tej trójki. W liście jest przepis na potrawę, do której składniki są dość trudne do zdobycia – trzeba jechać do jakiegoś afrykańskiego kraju itd. Jeden z tych studentów (nb. narrator) ma niezwykłą umiejętność podrabiania charakteru pisma, więc szybko wpadają na pomysł zrobienia dużej kasy – produkują dużo takich listów, przepuszczają je przez watykańskich grafologów (żeby udowodnić ich prawdziwość – oczywiście udaje się) i sprzedają. Po paru miesiącach są już multimilionerami. Niestety, gdzieś „po drodze” okazuje się, że niektóre nazwy składników do potraw oznaczają w lokalnym afrykańskim języku części ciała ludzkiego – a więc w jasny sposób – i to całkiem niechcący – zrobili (pośmiertnie) z naszego Wojtyły kanibala 😉 Zaczyna się nimi interesować supertajna policja watykańska, która może znacznie więcej niż wynikałoby to z uprawnień policji. Próbują odkręcić całą sprawę za pomocą mass-mediów. Dziewczyna wtajemniczona w całą sprawę próbuje w tym samym czasie ujawnić intrygę, jednak nie udaje jej się – ginie ukamienowana przez tłum. Na koniec okazuje się, że po latach powstała całkiem nowa odnoga religii.

Drugie opowiadanie mi się nie spodobało – nie lubię Piotrusia Pana. Jak ktoś lubi, może mu się spodoba. Bardzo krótkie, szpitalne i w sumie smutne.

Trzecie opowiadanie jest majstersztykiem. Głównym bohaterem jest Harry Houdini, najsłynniejszy z iluzjonistów. Wyjaśnienie wszystkich jego tricków okazało się całkiem proste – Harry potrafił przemieszczać się do specjalnego miejsca „między światami”, które prowadziło do rozmaitych rzeczywistości alternatywnych. Albo raczej, które umożliwiało wybór przyszłości spośród nieskończonej ilości wersji (czyli: przeszłość jest tylko jedna, ale przyszłość mógł wybierać) Houdini dawał się więc zakuć w kajdany, następnie przenosił się do tego Miejsca, po czym wybierał przyszłość, w której kajdanki nie były prawidłowo założone – i tak to szło. Niestety, okazało się, że takie drobne zmiany rzeczywistości zawsze pociągały za sobą jakieś nieszczęścia. Najpierw zginął jego brat, a na koniec okazuje się, że przez te swoje „zabawy” ze świadomym wybieraniem przyszłości, to właśnie Houdini spowodował – niechcący – zamach na arcyksięcia Franciszka w Sarajewie w 1914 roku (co, jak wiadomo, było iskrą zapalną pierwszej wojny światowej).

Czwarte opowiadanie… ale to może już kiedy indziej, jak skończę.

Ćwiek pisze ciekawie. Nie ma dłużyzn, jest dynamiczna narracja i niebanalne fabuły.

Póki co daję mu 9/10, za tego nieszczęsnego Piotrusia Pana. Może – po przeczytaniu wszystkich opowiadań – podciągnę ocenę o jeden punkt 😉

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz