Grawitacja

Zgodnie z niedawną zapowiedzią, dzisiaj recenzja „Grawitacji” Tess Gerritsen.

Dla niewtajemniczonych: książki Tess kojarzą się na ogół z Bostonem, gdzie jedna pani dochtór anatomopatolog wespół z inną panią detektyw odkrywają rozmaite mroczne tajemnice kryminalne. Nie brakuje tam również wątków romantycznych, tak więc dałoby się określić jej twórczość jako kryminały medyczno-romantyczne.

Z zawodu pani Gerritsen jest lekarzem internistą, stąd też bardzo wiarygodnie i fachowo wyglądają w jej powieściach opisy wszelkich zabiegów lekarskich (od prostej szczepionki po złożone, wielogodzinne operacje).

W „Grawitacji” autorka poszła krok dalej i – zrezygnowawszy prawie w całości z wątków romantycznych, postanowiła napisać coś na pograniczu horroru medycznego z elementami SF.

Uwaga: dalszy ciąg tego wpisu zdradza elementy fabuły utworu – czuj się ostrzeżony.

Akcja książki rozgrywa się głównie w NASA – trochę w centrum dowodzenia lotami kosmicznymi, trochę na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rzecz jest o nieznanej dotychczas nauce formie biologicznej (wirus? bakteria?), którą uczeni próbują zbadać w warunkach nieważkości. Wirus ów (a może bakteria owa?) został znaleziony gdzieś w oceanicznych głębinach, przypuszczalnie na powierzchni meteoru który upadł tam miliony lat wcześniej. Umie on adaptować swoje DNA poprzez „wpinanie” w siebie rozległych łańcuchów DNA innych gatunków – dlatego uczeni nazywają go Chimerą. W warunkach wysokiego ciśnienia zachowały się same przetrwalniki, jednak po wydobyciu ich na powierzchnię okazuje się, że żyją i potrafią się rozmnażać. Pewna uczona robi mieszankę genetyczną, łączy ze sobą geny myszy, żaby i Chimery, i za gruby szmal wysyła toto na orbitę w celach badawczych.

Niestety, okazuje się, że w warunkach braku ciążenia Chimera przekształca się w coś bardzo groźnego, co wybija pół załogi stacji kosmicznej a także całą załogę promu kosmicznego, który poleciał im na ratunek.

Końcem końców na stacji kosmicznej pozostaje jedna żywa osoba – Emma, lekarz-kosmonauta. Również jest zakażona Chimerą i pozostaje jej do końca życia tylko parę godzin. Jednak ponieważ jest nie w ciemię bita, zauważa, że spośród myszy laboratoryjnych zarażonych Chimerą jedna przeżyła. Okazuje się, że mysz była w ciąży – lekarka aplikuje więc sobie jakieś „ciążowe” hormony dzięki czemu udaje jej się przetrwać kolejne trzy doby. Jednak NASA nie zamierza jej ratować, żeby nie ściągnąć Chimery na Ziemię.

W międzyczasie mamy poboczny wątek biznesmena, który próbuje sprzedać projekt jednoosobowych turystycznych rakiet kosmicznych. W trakcje przygotowań do pierwszej demonstracji swojej rakiety inwestorom, doznaje wypadku motocyklowego. Na zmiennika do testowej rakiety zgłasza się mąż tej lekarki na górze, „rezerwowy” kosmonauta, wyeliminowany dotychczas z lotów z powodu kamicy nerkowej. Ma on ze sobą zastrzyki z jakimś ranawirusem, morderczym dla żab ale nieszkodliwym dla ludzi. Założenie jest takie, że skoro Chimera ma w sobie geny żabie, może uda się ją unieszkodliwić „antyżabim” kontrwirusem.

Uśmierciwszy z dziesięć osób, autorce udaje się zakończyć książkę happy-endem. Mąż ratuje żonę, wszczepiając jej ranawirusa, a następnie przeprowadzając trepanację czaszki w warunkach nieważkości (celem zmniejszenia ciśnienia śródczaszkowego, skutku ubocznego zarażenia Chimerą). Po czym wszyscy szczęśliwie wracają na Ziemię i po pięciomiesięcznej kwarantannie żyją długo i szczęśliwie.

Ogromnym plusem książki jest fakt, że autorka spędziła bardzo dużo czasu i energii na zebranie informacji o NASA. Nie jest to więc kryminał typu „zabili go i uciekł” – czytelnik wręcz czuje się obecny w tych wszystkich miejscach, tak autentycznie jest to opisane.

Czyta się jednym tchem, ani przez chwilę nie ma nudy, a nieliczne opisy przyrody dotyczą głównie widoków ze Stacji Kosmicznej.

Polecam.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar