Cogito ergo zum

Czyli po naszemu: myślę, więc jezdem. Przytrafił mi się nieudowadnialny cud świadomości. Z setek miliardów żywych stworzeń na Ziemi załapałem się do Homo Sapiens, i to w dodatku jestem tym jednym, jedynym egzemplarzem, który widzi swoje „Ja” po mojej stronie. Jest to, w sumie, dość dziwne jak się nad tym dobrze zastanowić.

Mam ostatnio ambiwalentne odczucia co do tego całego blogowania. Z jednej strony, z konsumenta treści przekształciłem się w hybrydę – owszem, nadal konsumuję (w szczególności: Joe Monster, Nowy Pompon, parę technicznych subskrypcji RSS plus mnóstwo książek), ale również produkuję. Oczywiście na tle twórców przez wielkie Tfu wypadam raczej blado, ale – jak mawiają słuchacze i słuchawki jednego dużego polskiego radia – lepszy rydz niż pół rydza. Z drugiej jednak strony problem polega na tym, że z każdym następnym wpisem ogarnia mnie lekki niepokój – nie dość, że kończą mi się tematy (ileż można pisać o swoim dzieciństwie albo o szukaniu pracy, nudne to i wieje prehistorią) to jeszcze zaczyna mi brakować świeżości spojrzenia na otaczającą mnie rzeczywistość – a bez tej świeżości trudno o pisanie w sposób ciekawy.

I w ten oto sposób, pseudorozważając, dotarliśmy aż tutaj, do końca wpisu. Kolejny zatykacz w ramach „jednego posta dziennie”.

Niedobrze.

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
agnieszka_stovaldie68 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
valdie68
Gość
valdie68

Dlatego warto się czasem wybrać na Wicklow Way. Kolejne odcinki w ten weekend 😉

A pisać możesz o dzieciństwie czy czymkolwiek. W przypadku takiego blogowania forma jest ważniejsza niż treść, tak mi się wydaje.

P.S. Bezchmurnie i bezwietrznie… Jadę nad morze. Wyrazy współczucia dla ludzi pracujących.

agnieszka_sto
Gość
agnieszka_sto

Pamietasz, jak spadles ze schodow albo z roweru, albo jak szuraliscie meblami? Takie rzeczy na pewno przytrafiaja Ci sie codziennie xpilu 🙂

Przepraszam wszystkich "uczestnikow" bloga, ale nie moge sie przestac smiac ze "slepego kadlubka z laryngofonem". :))))

Ps. Pracowalam 13 godz. Morza ani slonca nie widzialam.

%d bloggers like this: