Tag Archives: gaduła

Piętnaście blogów, na które zaglądam

Blogosfera to zwierzę przedziwne. Wedle niektórych ponurych Nostradamusów XXI wieku miało paść trupem już ładnych kilka lat temu. Media masowego rażenia, czyli – za przeproszeniem – socjalne (typu Fejsik, Gugiel z krzyżykiem czy inne Diaspory) miały przejąć rolę platform blogerskich, blablabla, wiadomo.

Czytaj dalej »

Piątkowe rozważania luźne o blogowaniu i tożsamości

Dlaczego ludzie blogują? Bo się da. Ludzie blogują, bo mają taką możliwość. Są nas miliardy. Jeżeli coś się da zrobić, ktoś to prędzej czy później zrobi. Można jeździć tyłem na rowerze i równocześnie grać na skrzypcach? Można. Można wypić kufel piwa stojąc na głowie? Można. Można założyć spadochron dopiero po …

Czytaj dalej »

Back to roots

Somewhen in June 2010 I got my very first smartphone. It was a Samsung Galaxy S. OK, to be completely honest, I used to use one or two Windows Mobile based phones since around 2006 but let’s face the truth: Android is to Windows Mobile as is a Tyranosaurus Rex …

Czytaj dalej »

Wszystkownica idealna

Jako zapalony miłośnik technologii informatycznych subskrybuję kilka kanałów informacyjnych z nowinkami. Od ładnych paru lat strasznie dużo się narobiło wokół urządzeń przenośnych (głównie smartfony i tablety), co chwilę ktoś gdzieś wypuszcza jakąś nowinkę: a to gęściej upakowane piksele na ekranie lub megapiksele w aparacie, a to więcej rdzeni w CPU …

Czytaj dalej »

Apage!

Zazwyczaj nie wdaję się w dysputy polityczne, ponieważ nauczony wieloletnim doświadczeniem wiem, że zwykle kończą się one gorzej, niż się zaczęły. W skrajnych przypadkach, kiedy rozmówcy reprezentujący skrajnie odległe poglądy są nader krewcy, może nawet dojść do rękoczynów, nogoczynów lub (w wyjątkowych sytuacjach) zęboczynów.

Czytaj dalej »

Z górki

W domu zaczyna się robić coraz bardziej dzidziowo. Podobnie jak siedem lat temu, przygotowujemy się pomalutku na przyjęcie nowego członka rodziny (tym razem faktycznie członka, ha!).

Czytaj dalej »

Prze rwa

Jeżeli któryś z moich dwóch Czytelników (ok, żarty na bok, tak naprawdę mam ich już co najmniej ze trzech) zastanawia się dlaczego od czterech dni na blogu jest cisza, śpieszę wyjaśnić, że wskutek rozmaitych wydarzeń przez ostatnie cztery dni spałem łącznie może ze dwanaście godzin, a może nawet i nie. …

Czytaj dalej »

Maratończyk

Wiecie jak się biega maratony? Ja nie wiem, nigdy nie byłem orłem z wuefu – ale w rodzinnej wiosce miałem jednego znajomego maratończyka. Biegał sobie dla wprawy 20 kilometrów dwa razy w tygodniu. Wyobrażam sobie, że to jest tak: najpierw człowiek zaczyna trenować, potem albo mu sie odechciewa (to mój …

Czytaj dalej »

Wstałem rano…

… zjadłem śniadanie, umyłem zęby… Tak, to ten rodzaj wpisów na blogu, od których się ucieka niczym od złej zarazy. Jednakowoż każdego czasem przypili codzienność i ciężko się wtedy powstrzymać przed szczegółowym wyliczeniem ilości pryszczy na nosie albo składem porannej owsianki 😉 Dzisiejszy wpis będzie trochę taki właśnie.

Czytaj dalej »

Po krótkiej przerwie

Kilka osób zapytało mnie ostatnio dlaczego blog ucichł. Otóż ucichł, ponieważ nie dalej jak wczoraj wróciłem z tygodniowego urlopu, w trakcie którego miałem bardzo ograniczony dostęp do Sieci (nie, żebym z tego powodu narzekał). Tak więc lada dzień wszystko wróci do normy i nadal będę pisał te pigułki nasenne. Tymczasem …

Czytaj dalej »

Port Fel

Lubicie grzebać w cudzych portfelach? Bo ja lubię. Dziś zajrzymy do portfela autora niniejszego bloga i zobaczymy co tam mieszka.

Czytaj dalej »

Rodzeństwo

Czy ktoś jeszcze pamięta Kręcioła? Otóż, proszę mi wierzyć lub nie, Kręcioł ma teraz młodsze rodzeństwo! Lub starsze…

Czytaj dalej »

Cogito ergo zum

Czyli po naszemu: myślę, więc jezdem. Przytrafił mi się nieudowadnialny cud świadomości. Z setek miliardów żywych stworzeń na Ziemi załapałem się do Homo Sapiens, i to w dodatku jestem tym jednym, jedynym egzemplarzem, który widzi swoje „Ja” po mojej stronie. Jest to, w sumie, dość dziwne jak się nad tym …

Czytaj dalej »

Maruda

Jestem osobnikiem na ogół pogodnym, z lekką inklinacją do melancholii. Jednak, jak już nadmieniałem niejednokrotnie, mierzi mnie głupota, tępota i umysłowe lenistwo – a już najbardziej w wydaniu masowym.

Czytaj dalej »

Wiara w niewiarę

Ostrzeżenie. Niniejszy wpis dotyczy religii. Nie gwarantuję, że fabuła nie wymknie mi się spod kontroli, tak więc osoby o nadmiernej wrażliwości religijnej proszone są o przełączenie kanału.

Czytaj dalej »

Uczta się, uczta

Umiałem czytać w wieku lat czterech. W drugiej klasie podstawówki czytałem już płynniej niż większość ośmioklasistów. Moim ulubionym trickiem było dosiadanie się na świetlicy do jakiegoś dużo starszego kolegi próbującego czytać gazetę i czytanie mu na głos artykułu widzianego do góry nogami.

Czytaj dalej »

Pomalutku, do jamy

Nawiązując do cytatu, który jeden z moich czytelników umieścił w komentarzu do tego wpisu, zauważam u siebie umiarkowany optymizm jeśli chodzi o turlanie się do jamy (jak w chwilach bardziej smętnych nazywam żywot na tym padole). Od zawsze wyznaję żelazną zasadę, że jeżeli nie mam na coś wpływu, nie będę …

Czytaj dalej »

Przerwa

Od przyszłego tygodnia zaczynam pracę w nowym miejscu. W związku z tym mogę mieć trochę mniej czasu na prowadzenie bloga… Żeby jednak zapobiec przestojom (widzę po statystykach, że grono anonimowych czytelników rośnie z dnia na dzień), spędziłem ostatnio sporo czasu na pisaniu i dzięki temu jest już całkiem sporo wpisów …

Czytaj dalej »

Drzewko cytrynowe

Moja miłość do kuchni chińskiej sięga jeszcze późnych czasów studenckich. Na przednówku ciężko było znaleźć jakąś strawę, którą udźwignąłby mój chudy naówczas portfel – więc, bywało, żarło się Kim Lan ile wlezie.

Czytaj dalej »

Szóstka

Moją ulubioną liczbą jest sześć. Na samym początku mojej pasji numerycznej (nie mylić z numerologiczną) założyłem sobie, że moją ulubioną liczbą będzie trzy. Rok później stwierdziłem, że jednak cztery. Potem było pięć. W okolicach 3. klasy podstawówki dobiłem do sześciu i tak mi zostało do dziś. Nie potrafię powiedzieć dlaczego …

Czytaj dalej »

N3 – M50

Mieszkając w Dublinie nie da się ominąć M50. Obwodnica miejska otacza stolicę Irlandii od północy, zachodu i południa, tworząc nieregularny kształt trochę przypominający odbity w lustrze znak zapytania. Od M50 odchodzą gwiaździście drogi krajowe prowadzące w różne zakątki Wyspy. I tak, od góry: M1, N2, N3, N4, N7 i M11.

Czytaj dalej »