Magia dwóch kółek

Pisałem swego czasu (tutaj i tutaj) o próbach nauczenia mojej pięcioletniej latorośli jazdy na dwukołowym rowerze. Dzisiaj, w późnych godzinach porannych, moje niekończące się, zasapane biegania za dwukołowym potworem zakończyły się wreszcie sukcesem.

Potrafimy już: jechać prosto, zakręcać pod kątem prostym (głównie w lewo, o ile droga, w którą zakręcamy, jest odpowiednio szeroka), hamować i pedałować pod górkę.

Nie potrafimy: startować z pełnego zatrzymania.

Dumni rodzice przygotują dziś z tej okazji jakąś fajną niespodziankę. A co, niech dziecko ma nagrodę.

Ufff.

6 komentarzy

  1. mam poradę w trybie musztarda po obiedzie: my uczymy naszego Piotra 3-letniego jazdy na rowerku bez gejów (waginosceptyków) dzięki czemu najpierw się uczy łapać równowagę, skręcać, rozpędzać i asekurować. Już to dość dobrze łapie i może za parę miechów zamontujemy peda… geje, tylko jeszcze muszę mu jakieś poręczniejsze hamulce zamontować bo ten rowerek ma jakieś takie za duże te wajchy od hamulców na trzyletnie palce.

    1. A no racja, widziałem tutaj już parę razy gówniarzy dyrdających na poprawnych politycznie rowerkach. No ale, jak to kolega ujął, musztarda po obiedzie. Moje dziecko już z pedałami zaznajomione.

    1. Z kapcia. Rower sobie kupię jak mi masa ciała spadnie do jakichś bardziej dwucyfrowych wartości, szkoda rower niszczyć.

      1. no to może quada albo melexa? ewentualnie wózek widłowy, zwany poetycko sztaplarką 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.