Chłopiec z gitarą

… byłby dla mnie parą, jak śpiewała Karin Stanek. Dla mojej Żonki chłopcem z gitarą okazałem się być ja we własnej osobie. Niestety, gitara widywała lepsze dni – stoi w kąciku, używana raczej sporadycznie. Czasem jednak nadchodzi taki dzień…

… że człowiek trafia na rodzinnego grilla / ognisko, a na tego typu imprezie brak gitary to towarzyskie faux pas. W ostatni weekend przytrafiła nam się taka właśnie imprezka rodzinna na wiejskim zadupiu. Okazja podwójna, bo chrzciny i pierwsza komunia w jednym. Co prawda ani nie jestem za bardzo komunistą, ani tym bardziej chrzcicielem, ale zaproszenia na darmową kiełbaskę z grilla nie odmówię. W końcu czasy są ciężkie, nieprawdaż…

… o czym to ja tutaj… aha, właśnie. Grill, ognisko, nazjeżdżało się trochę krewnych i znajomych z bliska i z daleka, w tym chyba z dwunastka dzieciaków (w wieku od 3 miesięcy do 11 lat), do tego hopsalnia (czyli po naszemu bouncing castle), mnóstwo świeżego powietrza, przestrzeni (fajnie się mieszka na wsi!) i dobrego humoru. Nic tylko wyciągać gitarę i zawodzić. Przewidywalnie wziąłem obydwie gitary, a nuż znajdzie się jeszcze ktoś brzdąkalny.

Brzdąkalna okazała się organizatorka całej imprezy, moja niezastąpiona kuzynka, która za młodu intensywnie parała się harcerstwem, a jak wiadomo harcerz bez gitary to jak ryba bez roweru.

Z zawodzenia zbyt wiele nie wyszło, aczkolwiek udało nam się zaśpiewać ze trzy smętne kawałki SDM-u (z czasów ich największej świetności, które jednocześnie przypadają na czasy, kiedy byliśmy jeszcze piękni i młodzi). Potem próbowaliśmy przypomnieć sobie tekst „Zachwycenia” Waligórskiego, ale szło nam raczej niemrawo: udało nam się wykonać pierwszą zwrotkę i połowę drugiej, połowę trzeciej, ostatnią linijkę czwartej, a także całą zwrotkę piąta (to ta z „kurwą” na końcu) i szóstą (hurra!). Resztę odśpiewaliśmy w wersji „nanana” – summa summarum było wiele radości, a na deser zaserwowałem kilka „Bajeczek babci Pimpusiowej”, które jednak ugrzęzły w ogólnym rozgardiaszu, ponieważ alkohol lał się strumieniami, a jak powszechnie wiadomo istnieje liniowa zależność między natężeniem dźwięku a ilością wchłoniętego alkoholu 🙂

Pogodę zamówiliśmy słoneczną. Zamówienie zostało zrealizowane całkiem nieźle, aczkolwiek pod wieczór trochę pokropiło – tak bardziej symbolicznie, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli gdzie jesteśmy…

Do dom wróciliśmy po północy – zmęczeni, ale zadowoleni. Kurtki jeszcze teraz pachną dymem z ogniska, umilając szorowanie.

Tymczasem, zmywak wzywa…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz