Spolszczony Irys

Spotkałem wczoraj Irlandczyka, który – dowiedziawszy się, że jestem z Polski – zaczął do mnie rozmawiać całkiem zaawansowaną (jak na dorosłego Irlandczyka rzecz jasna) polszczyzną. Spokojna głowa, Mickiewicz i Lem mogą spać spokojnie, żadne tam imiesłowy czy narzędniki. Ale dogadać się potrafił.

Zdumiewające.

Jak się nietrudno domyśleć, związał się z Polką kilkanaście lat temu, bywa w Polsce od czasu do czasu i stąd też łyknął trochę świerzopa i dzięcieliny pały.

Rzadki to przypadek, a może po prostu mi się nie trafiają tacy “spolszczeni” Irlandczycy. Stąd też szczęka jeszcze mi się ciągnie po ziemi.

Dziwny świat.

Z rzeczy bardziej codziennych – Żona moja z uporem godnym lepszej sprawy dziubie intensywnie swoje ręczne robótki i pomału z tego chaosu farb, klejów, wstążeczek i innych spękaczy zaczyna się wyłaniać coś w rodzaju sensu. Zainteresowanych zapraszam do kliknięcia linku na górze po prawej. A niezainteresowanych zapraszam (ni z gruszki ni ze szypiorku) do lektury artykułu opowiadającego dlaczego język chiński jest tak cholernie trudny do opanowania przez ludzi niechińskojęzycznych. Całkiem ciekawie opisane.

A ja jeszcze trochę pozamiatam.


Zapisz się
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x