Punkt G

Mieszkając zagramanicą od czasu do czasu miewamy gości. A to ktoś przyjedzie szukać pracy i trzeba go przekiblować parę tygodni pod dachem, a to ktoś ma urlop, a to znowu ktoś przejazdem jest – siak czy owak, goście to nasz chleb powszedni.

A że, jak mówią, gość w dom bóg wie po co bóg w dom, więc staramy się gości ugościć. Ponieważ nasz statystyczny gość wie na temat Irlandii niewiele więcej niż ja na temat, dajmy na to, Mongolii, łatwym sposobem na ugoszczenie gościa jest zaturlanie jego gościowej dupy w jakieś fajne, malownicze miejsce. A co, niech ma.

Jednym z takich miejsc jest właśnie Glendalough. Przywieziono nas tam kiedyś jako gości około 4 (a może 5?) lat temu. Zachwyciliśmy się – i tak nam zostało. Oczywiście, po kilkunastu wizytach w tym miejscu zachwyt nasz się nieco stonował, ale pozostał, szczery i nieustający. Ponieważ ostatnio znów tam byliśmy (i to dwa razy w ciągu niecałego miesiąca), skrobnę o tym miejscu co nieco.

Będę pisał G, dla skrótu. Na mapie Glendalough jest zaledwie małym punktem, więc jeżeli ktoś szuka punktu G to właśnie znalazł (nb pewien mój kolega, dużo bardziej doświadczony w tych sprawach, podpowiedział mi ostatnio, że niezależnie od lokalnej geografii punkt G u większości kobiet znajduje się w okolicach centrum handlowego).

G znajduje się jakieś 50 km od centrum Dublina, na południe, w okolicach północnej części Parku Krajobrazowego Wicklow. Jeżeli ktoś ma starożytnego GPS-a i nie może znaleźć G, może się kierować na Clara-Lara bądź na Roundwood – obydwie miejscowości są względnie niedaleko G i mnóstwo wszędzie drogowskazów dla nietubylców.

Samo G składa się z dwóch części – zaraz przy wjeździe jest kompleks hotelowo-restauracyjny, gdzie można się nahotelić i odrestaurować jak sama nazwa wskazuje. Potem jest z kilometr wąskiej drogi (dwa auta się miną, autobus z autem się minie w niektórych miejscach, dwa autobusy albo będą musiały kombinować na wstecznym albo muszą mieć osmozę opanowaną do perfekcji) i dojeżdża się do drugiego parkingu. Przy drugim parkingu nie ma żadnych kompleksów poza ciuralnią oraz budką z hamburgerami i lodami.

Co więc takiego pięknego w G? Ciuralnię mam w domu, hotel mi niepotrzebny, autobusem się mijał nie będę – więc po cholerę się pchać do jakiegoś G?

Ano, ładnie tam jest. Dwa jeziora (górne i dolne) odległe od siebie o około 40 minut powolnego spacerku, otoczone górami; do tego mnóstwo zieleni deptalnej, na której można sobie zrobić piknik (taki klasyczny, z kocem i dużym wiklinowym koszem), od groma i ciut szlaków turystycznych dookoła, od zielonych do czerwonych i czarnych. Jest też stara, od lat już nieczynna kopalnia. Jest górka, na którą można się wdrapać i podziwiać okolice. Jest stary cmentarz. I stara wieża obronna. I dużo fajnej roślinności.

Innymi słowy, mnóstwo atrakcji zgromadzonych na stosunkowo niedużej powierzchni. A jak ktoś jest leniwy i nie lubi za dużo chodzić, można się uwalić na trawie albo w knajpie. A rzut beretem od G jest jeszcze Wicklow Heather, jedna z najlepszych knajp w okolicy. Co prawda trzeba rezerwować miejsca z kilkugodzinnym wyprzedzeniem (a najlepiej dzień wcześniej), ale jak się już człowiek wbije na kwadrat to aż żal wychodzić, tak dobrze karmią.

Jest jeszcze jedna rzecz związana z G – ponieważ jest położone w okolicach gór Wicklow, da się tam dojechać kilkoma bardzo malowniczymi trasami. Można pokazać gościowi Sally Gap, można pojechać deczko dookoła i zahaczyć o Hollywood (wszyscy chcą tam mieć zdjęcie przy tablicy wjazdowej, dalibóg nie wiem dlaczego…), można się zatrzymać w setce różnych punktów widokowych i z uśmiechem obserwować szczękę ciągnącą się za gościem po ziemi – jednym słowem, sama radość. Tylko – ważne! – trzeba się przed wyjazdem upewnić, że się ma sprawne koło zapasowe oraz bak pełen paliwa. Trafia się tam bowiem często na brak zasięgu, a droga bywa chwilami dość wyboista i lepiej mieć zapasówkę na wszelki wypadek.

Co by tu jeszcze… Aha, w samym G pierwszy parking jest bezpłatny, na drugi trzeba wysupłać 4€ (i to najlepiej w monetach, bo automat papierków nie łyka a obsługa nie zawsze jest na miejscu żeby rozmienić). Ponadto, droga dojazdowa między jednym parkingiem a drugim biegnie między dwoma ścianami kamienisto-trawiasto-piaszczystymi więc w czasie mijanek trzeba mocno uważać na karoserię. A także, jeżeli jest duży korek, dla bezpieczeństwa lepiej się nie pchać na drugi parking bo na ogół kończy się to spędzeniem godziny w korku zamiast na świeżym powietrzu. Albo, co gorsza, dojedzie się na ten drugi parking i się będzie polować kolejną godzinę na wolne miejsce. Żadna frajda (wiem to na pewno, bo mi się raz przydarzyło).

Ma się rozumieć, poza G jest jeszcze w okolicy mnóstwo miejsc wartych grzechu. Będę wrzucał coś od czasu do czasu – a nuż ktoś skorzysta.

A na razie – znikam.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Punkt G"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
agnieszka_sto
Gość

"…Potem jest z kilometr wąskiej drogi(dwa auta się miną, autobus z autem się minie w niektórych miejscach, dwa autobusy albo będą musiały kombinować na wstecznym albo muszą mieć osmozę opanowaną do perfekcji)…"

hahaha:)

Xpil, czy moge to rozpowszechniac?
Zaplace tantiemy (jezeli zyski wystapia).:)

xpil
Gość

A rozpowszechniaj sobie, na zdrowie. Najlepiej w postaci linku do bloga – może więcej znudzonych przylezie czytać te banialuki.

Anna
Gość
Opis G(zarówno miejsca geograficznego, jak i kobiecego) jest genialny! 🙂 co do parkingów, to ostatnio – w środku tyg. – ten pierwszy był tak zapchany, że wyskoczyłam z auta, zaczaiłam się za samochodem, który właśnie odpalił silnik i własną osobą broniłam tego miejsca parkingowego(przed tymi, którzy zataczali kolejne kółka, a byli tuż przed moim małżonkiem; a potem to już może i za nim). Mąż wypatrzył mnie i tak szczęśliwie ustawiliśmy wóz i mogliśmy iśc na spacer. Nasi goście też chodzą z szeroko otwartą buzią i dosłownie nie wiedzą gdzie najpierw się odwrócić i na co patrzeć, i co najlepiej obfocić.… Więcej »
wpDiscuz