Ring of Kerry

Ostatni weekend zjeździłem z rodzinką i znajomymi Co. Kerry i jestem zachwycony. Główna atrakcja okolicy polega na tym, że wszędzie jest mnóstwo gór oraz wijących się między nimi dróg. Przejażdżka z pewnością nie jest dla ludzi z lękiem wysokości – w paru miejscach naprawdę zapiera dech. Ale ogólne wrażenia bardzo pozytywne.

Zaczęliśmy od wyjazdu z Dublina, autostradą M7 -> M8 w kierunku Cork. Wbrew ostrzeżeniom o możliwych korkach i blokadach (w sobotę w Co. Laoise miał miejsce Electric Picnic) droga była przejezdna i tylko w niewielu miejscach trzeba było zwalniać do 100 km/h. W Fermoy odbiliśmy na N72 (można było wcześniej, w Mitchelstown, ale jakoś przegapiliśmy) i dalej, przez Mallow, Barraduff, tu odbiliśmy w lewo na R570, potem Kilgarvan, Kenmare aż do Sneem.

W Sneem mieliśmy zarezerwowane pierwsze B&B, niestety wrodzone roztrzepanie spowodowało, że zapomniałem zabrać ze sobą dokładny adres tego miejsca – pamiętałem tylko kawałek nazwy oraz miałem zapisane nazwisko i numer telefonu właścicielki. Telefon okazał się głuchy, na szczęście znajomi (z którymi jechaliśmy na 2 auta) zauważyli to B&B przy drodze – tak więc, dzikim fartem, znaleźliśmy nasze miejsce. A już zaczynało się ściemniać.

Napisałbym teraz chętnie, że z okien B&B rozpościerały się fantastyczne widoki na góry i ocean, ale może ustalmy na potrzeby tego konkretnego wpisu jedną rzecz: tam jest wszędzie pięknie, więc pisanie o tym po sto razy byłoby jak próba udowodnienia, że woda jest mokra, a wiatr wieje.

Po załadowaniu się na pokład naszego pokoju udaliśmy się całą szóstką do tzw. „guest room” czyli wspólnego pomieszczenia dla gości, takiego z kominkiem, telewizorem, kanapą, fotelami, stolikiem na kawę i wielkim oknem, za którym rozpościerał się… khem, wiadomo. Walnęliśmy po piwku, posiedzieliśmy, pogadaliśmy chwilę, zrobiła się jedenasta – poszliśmy więc spać.

Rano zaliczyliśmy drugie „B” w całkiem sporej części kuchenno-restauracyjnej po czym, uiściwszy stosowną opłatę i zapakowawszy się do aut, ruszyliśmy oglądać Ring of Kerry.

W okolicach godziny pierwszej po południu dotarliśmy do Portmagee gdzie dobre półtora godziny przesiedzieliśmy w knajpce. Całkiem fajne, klimatyczne miejsce (niestety nie pamiętam nazwy, knajpa jest vis-a-vis pomnika z kotwicą, może ktoś skojarzy), z sieciami rybackimi popodwieszanymi pod sufitem i z węzłami i splotami lin na ścianach w ramach edukacji i rozrywki.

Zjadłszy, połaziliśmy chwilę po okolicy. Powalczyliśmy z zaciętym zamkiem bagażnika (kolega pechowo zatrzasnął sobie szelkę od plecaka w tylnym zamku i przez pół godziny bezskutecznie próbował dziada otworzyć, w końcu się poddał), popatrzyliśmy na łodzie rybackie, znaleźliśmy skrzynię dogorywających krabów, zrobiliśmy trochę zdjęć na molo po czym wsiedliśmy w auta i pojechaliśmy – przez długi mostek – na Valencia Island.

Tam dla odmiany trochę widoków, pstryk pstryk, po czym szybka decyzja – jechać na drugi koniec wyspy (do Knighstown) gdzie można dostać się na ląd promem, czy wracać mosteczkiem? Wróciliśmy mosteczkiem, ponieważ prom pływa co dwie godziny i znając naszego pecha zapewne musielibyśmy na niego czekać pełne dwie godziny – tak więc wróciliśmy przez Portmagee na „stały ląd” i pognaliśmy na północny-wschód, wzdłuż wybrzeża, N70 aż do Killorglin, tam w lewo na N72 (zatrzymując się co parę kilometrów i wydając głośne ochy i achy oraz pstrykając niezliczone ilości fotek), wreszcie w Beaufort odbiliśmy z głównej drogi w poszukiwaniu jakiegoś noclegu.

Po dotarciu do Upper Dunloe, dowiedzieliśmy się, że tam co prawda nie ma nigdzie wolnych miejsc, ale jak przejedziemy przez Gap of Dunloe, powinniśmy coś upolować.

I tu się zaczęła najbardziej niezwykła część wycieczki. Gap of Dunloe jest tak niesamowitym miejscem, że gdyby Spielberg szukał okolicy do ekranizacji pierwszych rozdziałów Biblii, mógłby tam iść w ciemno. Droga wije się przez niezliczone zgórki i podgórki, wąsko na jedno auto (od czasu do czasu są zatoczki żeby się minąć), jezioro, zupełna cisza i mnóstwo skalistej przestrzeni przez kilka kilometrów. Trzeba jechać bardzo ostrożnie, ponieważ nigdzie nie ma żadnych barierek ochronnych a zakręty są srogie – ale trasa jest warta każdej spędzonej tam minuty. Obawiam się, że mój koślawy opis nie jest w stanie oddać piękna tej okolicy – jednak od czego Google Maps i Panoramio. Proszę sobie popatrzeć: http://g.co/maps/nh9m

Po niezliczonych zakrętach, zgórkach, podgórkach oraz przerwach na zdjęcia i mijanki, dotarliśmy do Dunloe Upper, gdzie po chwili poszukiwań znaleźliśmy dwa wolne pokoje w Hillcrest Farmhouse. Dookoła góry, przez okno widać było wodospady, a dodatkową atrakcją była młoda owieczka, którą można było karmić mlekiem z butelki – dzieciaki miały z tego tytułu ogromną radochę, my zresztą też.

Pospacerowaliśmy trochę po okolicy, kolega przyznał się, że nigdy w życiu nie widział owcy z bliska – musiałem mu jednak przypomnieć pewną imprezę sprzed roku oraz sprostować, że po prostu nigdy dotąd nie widział owcy od strony głowy – generalnie więc spędziliśmy sobie spokojny, sielski wieczór po czym uderzyliśmy w kimono.

Mieliśmy szczęście z pogodą – obydwie noce były ulewne, gęsty deszcz łomocząc o dach generował stały, usypiający szum, a rano przestawało padać (jak na zawołanie) i można było w pełni cieszyć się tą namiastką wakacji.

Tak czy siak, zawinęliśmy się stamtąd około 10:30 i pojechaliśmy w bardziej cywilizowane rejony – czyli do Killarney. Tam namierzyliśmy park, w którym spędziliśmy kolejne 3 godziny, spaceruąc, podziwiając ogrody, kupując pamiątki (mam wreszcie otwieracz do piwa!) a także jadąc bryczką nad wodospad, gdzie napstrykaliśmy (dla odmiany) dużo fotek. Park jest tutaj: http://g.co/maps/bpg4 – jak komuś się nudzi, może sobie po nim wirtualnie pospacerować, a jak ktoś ma za dużo wolnego czasu, polecam tam po prostu pojechać – pięknie tam jest.

No a potem to już z górki – do aut, i w długą. Udało nam się jeszcze zgarnąć (w samym Killarney) parkę czeskich autostopowiczów, którzy właśnie kończyli swój dwutygodniowy wypad do Irlandii – podrzuciliśmy ich do Cashel – i wróciliśmy do domu.

W sumie:
– 3 dni
– około 800 km za kółkiem
– jakieś 500 fotek (z czego może z 15 fajnych – fotografuję jeszcze gorzej niż piszę)
– jedno nakarmione jagnię
– mnóstwo wspomnień

Bardzo fajny weekend. Oby częściej!

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

18 komentarzy do "Ring of Kerry"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
agnieszka_sto
Gość

Nigdy mi sie do Co. Kerry nie udalo dojechac.
Moze juz niedlugo – w przyszlym roku…
jak zwykle…

valdie68
Gość

Fatalnie jest iść spać o zwykłej porze… Można zostać uprzedzonym 😉

Od Wujka Dobra Rada: nie pamiętam jak, ale w skrypcie można na przeglądarkach wymusić otwieranie linków w nowym oknie. Bardzo przydatne, jeśli nie chce się, żeby przypadkowy czytelnik gdzieś odpłynął, zanim stronę zabukmarkuje 😉

I ciekawe o czym będzie dziś? Cotygodniowe wpisy to zły pomysł. Może cotygodniowe mogą być jakieś specjalne, ale codzienne są ważne, bo są codziennie 😉

xpil
Gość

WordPress daje taką możliwość przy wstawianiu linka – niestety często zapominam z niej skorzystać. Muszę któregoś wieczora siąść i pozmieniać wszędzie.
Btw wszystkie wiodące przeglądarki umożliwiają zrobienie Ctrl-Click na linku, co otwiera link w nowej zakładce niezależnie od ustawień samego linka.

valdie68
Gość
CTRl click lub w opcjach można nawet ustawić, żeby się zawsze otwierało w nowym oknie, ale tu to jako Twórca strony możesz wymusić. Nie zawsze jest taka potrzeba, ale właśnie 😉 czasem warto pamiętać. I od znajomej z fejsa: FIVE RULES TO REMEMBER IN LIFE: 1.Money cannot buy happiness but its more comfortable to cry in a Mercedes than on a bicycle. 2 Forgive your enemy but remember the bitches name. 3.Help someone when they are in trouble and they will remember you when they're in trouble again. 4.Many people are alive only because its illegal to shoot them. 5.Alcohol… Więcej »
valdie68
Gość

Oknie czy zakładce… nie ma znaczenia przy dzisiejszych superszybkich kompach 😉

xpil
Gość

Z tej samej serii:

Dwie rzeczy, które zapewnią każdemu absolutny sukces w życiu:
1. Nie zdradzaj innym wszystkiego co wiesz.

valdie68
Gość

No, ta druga rzecz jest zajebista 😉

A tak naprawdę, to dzielenie się, empatia, nadaje wszystkiemu sens 😉

I dobrze Piotrze, że jesteś z nami 😉

agnieszka_sto
Gość

znowu informatyczna magia:)

xpil, pisz lepiej opowiadania obyczajowe, bo te sa najfajniejsze i najlepiej ci wychodza, a jak trafi sie znowu perelka, to nie omieszkam ci o tym doniesc.

lepiej chodzic wczesniej spac – trudniej oszalec:)

usmiech jest czasem na pozegnanie, a czasami po to, zeby sie nie zegnac 🙂

agnieszka_sto
Gość

haha:) magia

valdie68
Gość

Coś w tym jest 😉

agnieszka_sto
Gość

wiem – zostalam zaczarowana 🙂

szukasz ksieciunia, a znajdujesz czarodzieja…

valdie68
Gość

Aha, "za pamięci" zapytam… Gdzie te 15 fotek?

xpil
Gość

Jeszcze nie zdecydowałem które wybrać do pierwszej piętnastki. Poza tym tam są zdjęcia z owcą, nie wiem czy mogę je upubliczniać bo owca była nieletnia.

valdie68
Gość

I jeszcze, skoro tak lubisz komentarze:
Pierwszy akapit przeczytałem tak: Główna atrakcja okolicy polega na tym, że wszędzie jest mnóstwo dróg oraz wijących się między nimi dróg.

I potem już bardzo ciekaw dalszego opisu czytałem dalej 😉

agnieszka_sto
Gość

haha:) magia

ten komentarz zamieszczam dla rownowagi w przyrodzie 🙂 tu nic nie moze ginac 🙂

xpil
Gość

Ah, a ja myślałem, że to się dwa razy wysłało i skasowałem duplikat. A tu proszę, Wyższy Cel.

hrabina
Gość

Musze przyznać, ze w takim razie nasz 3 dniowy pobyt nie obfitował w takie ilości spacerów(ale moja najmłodsza ma 3 lata,a i upały spowodowały swoje) ale kilometrów przejechaliśmy też sporo i widokami też się nasyciliśmy. A prom z wyspy kursował co 10 minut :), ale może byliście w innym okresie roku?

pozdrawiam

Anka

xpil
Gość

Okres roku był zbliżony. Promy kursowały często. Ale akurat naszym współpodróżującym towarzyszom zaciął się wtedy zamek w drzwiach od auta (pół godzinki mocowania się), stwierdziliśmy, że już za późno, i sobie odpuściliśmy.

wpDiscuz