Ad infinitum – węzeł gordyjski

Pisałem kilka dni temu o problemie z poprawkami z Windows Update, które mi się zapętliły i nijak nie chciały zniknąć z listy aktualizacji, mimo ich wielokrotnego instalowania i traktowania rozmaitymi środkami owadobójczymi.

Końcem końców odkryłem przyczynę takiego zachowania. Nie odkryłem co prawda przyczyny tej przyczyny, ale samą przyczynę – owszem. Otóż okazało się, że z jakichś tajemniczych powodów…

Chciałem napisać „przyczyn”, ale boję się, że nadmierne używanie słowa „przyczyna” może przyczynić się do wybuchu spowodowanego przekroczeniem masy krytycznej.

…powodów nie jestem w stanie zmieniać atrybutów plików / folderów na dysku systemowym. W szczególności, zarówno WINDOWS jak i Progam Files miały atrybut Read Only i ni chu-chu nie byłem w stanie się tego dziadostwa pozbyć. Natrafiłem na kilka dyskusji na blogach technicznych, w których niektórzy użytkownicy skarżyli się na identyczny problem, jednak nikt nie był w stanie im pomóc (nie licząc genialnych porad typu „użyj attrib z wiersza poleceń”). Wygląda więc na to, że padłem ofiarą jakiejś bliżej nieznanej pluskwy systemu operacyjnego, powodującej niemożność zdjęcia atrybutu RO z plików / folderów na dysku systemowym, ból głowy i ogólną sraczkę.

Niewiele myśląc (czyli jak zwykle) sięgnąłem po miecz i paroma zdecydowanymi cięciami rozchlastałem ten węzeł w drobny mak. Tym samym od przedwczoraj cieszę się świeżą (jeszcze chrupiącą… chyba że to dysk twardy tak chrupie) instalacją winzgrozy. Tym razem, po raz pierwszy w życiu, postąpiłem zgodnie z arkanami Sztuki i utworzyłem sobie konto użyszkodnika nieuprzywilejowanego, którego używam na co dzień, oraz konto administracyjne, na które loguję się w razie potrzeby. Może to mnie ustrzeże w przyszłości od różnych pluskiew – zobaczymy.

Winda windą, a za oknem parówka. To już drugi tydzień upałów w Irlandii, zaprawdę, zdumiewające. Jeszcze trochę i znów się zaczną kłopoty z wodą bieżącą, bo tutaj rezerwy budowane są w znacznej mierze na bazie deszczówki, a deszczu ni ma.

A propos parówki, dziś na koniec kawał katolicko-rzeźniczy.

Przychodzi parówka do nieba. Puka do furtki, a tam Śnięty Piotr w te słowa:
– A ty co tutaj robisz? Ktoś ty?
– No jak to kto? – oburza się parówka – Jestem parówka.
– Nie znam żadnego parówki.
– Po pierwsze nie żadnego tylko żadnej, a po drugie proszę mnie wpuścić, bo żyłam tam na dole wedle katechizmu i mi się należy.
– No nie wiem. Muszę to najpierw jakoś potwierdzić. Czekaj, dryndnę po fachowca.
Tu Śnięty Piotr łapie się za słuchawkę, wykręca długi osiemnastocyfrowy numer i mówi:
– Cześć Seraf. Kopsnij mię Maryśkę na druty, w trymiga, sprawa jest.
– Halo. Maria? Słuchaj, mamy tu podejrzanego gościa przy wejściu, możesz podejść i potwierdzić tożsamość? Ty się znasz na tych wszystkich dziwadłach.

Kwadrans potem przychodzi Maria. Piotr ją prosi o identyfikację intruza, Maria patrzy przez dłuższy czas, przygląda się parówce z lewej strony, potem z prawej…

– I co sądzisz, Mario, co to jest?
– Hm, gdyby nie ten celafon, głowę bym dała że to Duch Święty…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz