Zielone déjà vu

Miewacie czasem tak, że wydaje się Wam, że ta konkretna sytuacja, która się Wam właśnie w tym momencie przytrafia, już się kiedyś przytrafiła?

Nie?

Ja też nie 😉

No, może czasem…

Na ogół dotyczy to Świąt Bożego Narodzenia. Z roku na rok jest co raz bardziej podobnie. Skład osobowy się trochę zmienia, ktoś umrze, ktoś się urodzi, ktoś przyjedzie albo odjedzie, ale cała reszta – wiadomo.

Dotyczy to zwłaszcza wyboru zwłok drzewka – zawsze jeździmy po tych samych okolicznych trupiarniach, kombinujemy czy dany denat się zmieści, czy trzeba mu będzie  dodatkowo urzynać jakieś kończyny, a może czubek – i tak dalej.

W tym roku jednak sytuacja wyglądała całkiem, ale to całkiem inaczej. Zajechaliśmy do pierwszej trupiarni, spojrzeliśmy na pierwsze z brzegu drzewko (jeszcze trochę żywe tu i ówdzie, aczkolwiek z już wyborowaną w stopie dziurą na piedestał) i stwierdziliśmy:

– Bierzemy to.

Można więc powiedzieć, że w tym roku pobiliśmy nasz życiowy rekord w szukaniu choinki na czas. Drzewko jest ładne, gęste, wysokość ma taką, że trzeba mu było urżnąć ze dwadzieścia centymetrów w czubie, żeby gwiazda nie rysowała sufitu. U dołu ma kilka gałęzi idealnych dla kota: takie przy samej ziemi, że jak się je lekko trąci to się gibają w jedną i w drugą stronę – kot ma na ich puncie kompletnego zajoba. Ogólnie rzecz biorąc, pełen wypas.

W tym roku ubieranie choinki poszło też dość sprawnie, głównie chyba dzięki brakowi wszechobecnych anielskich włosów, z których kompletnie zrezygnowaliśmy na rzecz zwiększonej liczby lampek. Z zeszłego roku mieliśmy jeszcze trzy działające zestawy, dokupiliśmy jeden dla zachowania parzystości i teraz naszą choinką dałoby się pewnie oświetlić stadion narodowy wraz z trybunami. Ale poza tym wygląda całkiem normalnie i nawet widać trochę drzewka spod tych wszystkich ozdób.

Ze świąt nabijałem się na tym blogu już tyle razy, że mi się znudziło. Dziś więc tylko króciutka refleksja, która przychodzi do mnie za każdym razem: skoro co roku promocje przedświąteczne startują ciut wcześniej, niż poprzednio, co stanie się, gdy skończy się kalendarz? Czy będzie kiedyś tak, że w październiku 2070 roku będziemy oglądać reklamy świąt 2073?

Mogłoby to znacznie poprawić wyniki sprzedaży, a przecież tylko o to chodzi w Święta.

C’nie?

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Zielone déjà vu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lilith
Gość

Eh, choinka… swiatelka… U nas tez co roku mieszkanie skrzyło sie swiatelkami az kable się grzaly. W tym roku nie będzie nawet jednego…ani choinki… 🙁 … Ba, nawet nie wiem, gdzie spędzimy te swieta…

wpDiscuz