Się miesa

Kawał o pralecce wszyscy znają, prawda?

Jeżeli jakimś cudem ktoś nie zna, tutaj można posłuchać:

Osobiście uważam, że Maciek Stuhr – którego nawiasem mówiąc bardzo cenię za grę aktorską i za tzw. całokształt – opowiada ten kawał gorzej, niż tamten drugi gość, którego jednakowoż chwilowo nie chce mi się szukać 😉

No więc właśnie. Praleckę mamy w domu od mniej więcej półtora roku. To znaczy źle, wróć. Praleckę mamy od zawsze, ale tę konkretną praleckę renomowanej niemieckiej firmy mamy od czasu remontu kuchni, o którym tu już kiedyś pisałem, ale nie będę teraz podawał linków, żeby nie przywoływać złych wspomnień 😉

Pralecka owa harowała pod naszym pręgierzem ciężko ale i cierpliwie. Niestety, ponieważ nie zaliczam się do owych wybitnych dziesięciu procent męskiej populacji, której członkowie potrafią posługiwać się pralką w sposób biegły, większość splendoru spada na moją Żonkę, ale jednak mi się też od czasu do czasu zdarzało pralkę włączyć, o ile tylko ktoś bardziej ode mnie kumaty ustawił już właściwy program 😉

Tak czy siak, kilka dni temu, późnym popołudniem, w okolicach godziny ósmej, pralecka wydała z siebie najpierw dziwny rzęch, zaraz potem zaczęła robić stuk-puk-stuk-puk, ale tak inaczej, nie jak wtedy, kiedy stuka guzikiem od kurtki czy zamkiem od dżinsów, tylko tak… no, inaczej.

A zaraz potem bipnęła raz i drugi i się zatrzymała.

Oczom naszym ukazała się na ten tychmiast całkiem sporych gabarytów kałuża wypływająca spod pralecki. Kałużę opanowaliśmy z lekką paniką za pomocą rolki ręczników papierowych.

Hmmm.

Drzwiczki zablokowane na amen, pranie w środku, lampki mrygają jakby ktoś pralkę napoił pięciometylenodwutiokarbominianem potasu, a do tego pika i bipczy jak montypythonowa Maszyna, Która Robi Tit.

I co dalej?

Dalej to skorzystałem ze swojej prawie dwudziestoletniej edukacji oraz w krwi, pocie i męce wypracowanych tytułów magistra oraz inżyniera elektroniki i wyłączyłem pralkę z prądu.

Zgodnie z przewidywaniami drzwiczki pozostały nadal zablokowane. Ja jednak z chytrą miną włączyłem prąd z powrotem – bingo! Lampki zaczęły mrygać, a znajome pipanie i bipanie wróciło.

A drzwiczki dalej zablokowane.

W tej oto niezbyt ciekawej sytuacji postanowiłem odwiesić aureolę na gwóźdź, po czym pokornie wpisałem w wyszukiwarkę co trzeba i już za chwilę dowiedziałem się, że pralecka ma ukrytą wajchę, której pociągnięcie otwiera drzwiczki w trybie mechanicznym oraz natychmiastowym.

A więc pranie zostało uratowane… I co dalej?

Szybki rzut oka na stronę producenta powiedział mi, że pralka ma pięć lat gwarancji na wszystko, pod warunkiem jednakże, że się wypełniło kartę gwarancyjną.

Zajrzałem z lekka przestraszonym wyrazem twarzy w papiery – no tak. Karta gwarancyjna leżała tam sobie nietknięta.

Już miałem wpaść w panikę, kiedy z głupia frant wpisałem model pralki w wyszukiwarkę emaili.

Ha.

Okazało się, że owszem, zarejestrowałem ją, ale on-line.

Uff.

Godzina zrobiła się w międzyczasie za pięć dziewiąta wieczorem. Bez większego przekonania wszedłem na stronę sklepu, w którym pralecka została zakupiona, wypełniłem formularz kontaktu z działem obsługi klienta i nastawiłem się na dłuuuugie czekanie.

Dwie minuty po dziewiątej zadzwonił do mnie gość z owego sklepu i powiedział, że w zasadzie to już jest po godzinach, i że już miał wychodzić, ale wyjątkowo jeszcze postanowił oddzwonić. I żebym mu opowiedział, co się stało z pralecką. Tylko szybko, bo on już właściwie nie pracuje.

Wdzięczny za błyskawiczną reakcję opisałem mu w prostych, żołnierskich słowach, jakie widzę uszkodzenia (czyli: kołnierz uszczelniający rozerwany na jakieś 2-3 centymetry, jakiś drut wystaje na sprężynie, pralka bipczy i mruga). Facet to wszystko ładnie zakonotował i obiecał jak najszybciej wezwać serwisanta. Oczywiście wszystko w ramach gwarancji.

No i czekamy na serwisanta.

A w międzyczasie pierzemy ręcznie, wspominając z rozrzewnieniem nasze pierwsze mieszkanko w Polsce, w którym zamiast pralki był brodzik prysznicowy i wszystko prało się ręcznie.

A teraz? W dupach się poprzewracało, panie…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz