Dwa cytaty

Dziś wrzucam dwa cytaty z jednej z moich ulubionych części „Świata Dysku”. A Terry-emu życzę długich lat w zdrowiu i radości. I niech będzie tak płodny literacko jak był przez ostatnich 28 lat.

Cytat 1. Akcja dzieje się w mennicy. Moist von Lipwig rozmawia z panem Shady-m, szefem mennicy, na temat kosztów produkcji.

– Koszty, sir. Gdzie pan spojrzy, wszędzie mamy koszty.
– Wszędzie?
– Wszędzie – potwierdził dziedziczny majster stanowczo. – One nas rujnują, sir, naprawdę. Produkcja ćwierćpensówki kosztuje pół pensa, a półpensówka prawie pensa. Pens wychodzi pensa i ćwiartkę, ale sześciopensówka to dwa i ćwierć pensa, więc na nich zarabiamy. Pół dolara kosztuje siedem pensów. Dolary są tańsze, po sześć pensów, ale to dlatego, że wszystko robimy na miejscu. Prawdziwy problem to szelągi: warte są pół ćwiartki, ale kosztują po sześć pensów, bo to delikatna robota, skoro są takie małe i jeszcze mają w środku dziurkę. Trzypensowe, sir… mamy tylko kilka osób, które je wykonują, te monety są bardzo pracochłonne, wychodzi po siedem pensów sztuka. I niech pan nawet nie pyta o dwupensówki…
– A co z dwupensówkami?
– Cieszę się, że pan o to spytał, sir. Delikatna robota, kosztują nas po siedem i jedną szesnastą pensa. I tak, sir, istnieje też szesnasta część pensa, czyli elim.
– Nigdy o nich nie słyszałem!
– Nie, sir, na pewno nie, taki dżentelmen z klasą jak pan… Ale ma swoje miejsce, sir, ma swoje miejsce. Ładna mała monetka, sir, tradycyjnie wykonywana przez wdowy. Kosztuje całego szylinga, bo grawerunek jest wyjątkowo delikatny. Te dziewuszki potrzebują całego dnia, żeby wyrzeźbić jedną taką, no bo wzrok już nie ten i w ogóle, ale przynajmniej czują się potrzebne.
– Szesnasta część pensa? Pół szeląga? Co można za to kupić?
– Zdziwiłby się pan, sir, na niektórych ulicach. Ogarek świecy, mały ziemniak, tylko trochę zzieleniały – tłumaczył Shady. – Może ogryzek jabłka, który nie jest całkiem wyjedzony. I oczywiście przydaje się, kiedy wypada rzucić coś dla biednych.

Cytat 2: o splocie. Moist von Lipwig rozmawia z Hubertem i Igorem na temat tradycyjnego lokalnego napoju bezalkoholowego.

– Splot? Prawdziwy splot?
– W famej rzeczy, fir – zapewnił z dumą Igor.
– Wiesz, tutaj nie można go kupić.
– Zdaję fobie z tego fprawę, fir. Zoftał też zakazany w więkfej częfci ftarego kraju – dodał Igor, przeszukując torbę.
– Zakazany? Został zakazany? Przecież to napój ziołowy! Moja babcia go parzyła!
– Rzeczywifcie, jeft bardzo tradycyjny. Włofy rofną od niego na pierfi.
– Owszem, skarżyła się na to.
– Czy to napój alkoholowy? – zapytał nerwowo Hubert.
– Absolutnie nie – uspokoił go Moist. – Moja babcia nawet nie dotykała alkoholu. – Zastanowił się chwilę, po czym dodał: – No, może w postaci płynu po goleniu… Splot parzy się z kory drzewa.(…)
(…) jednym haustem wychylił kubek. – Lada chwila dhdldlkp; kvyv vbdf[;jvjvf;llljvmmk;wbvlm bnxgcgbnme…
No tak, splot, pomyślał. Zawiera zioła i wyłącznie naturalne składniki. Ale belladona jest ziołem, a arszenik występuje naturalnie. Nie ma w nim alkoholu, bo alkohol nie mógłby przetrwać. Kubek gorącego splotu wyciągał ludzi z łóżka i gonił do pracy, kiedy na dworze leżało sześć stóp śniegu, a studnia zamarzła. Splot dawał człowiekowi czysty umysł i szybkość myślenia. Szkoda tylko, że język nie potrafił nadążyć.

Po raz kolejny powtórzę: tylko geniusz nad geniusze potrafi tak pisać. Kiedyś chyba mu pomnik postawię…

A cytaty wkleiłem stąd: http://bit.ly/pratchett_swiat_finansjery

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Dwa cytaty"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
valdie68
Gość

Dzięki… Zaniedbałem go ostatnie parę lat. W sumie fajnie, będzie ciekawe zajęcie na dłużej.

wpDiscuz