Kropelka oliwy do ognia

Już raz kiedyś próbowałem wypowiadać się na temat wyższości Świąt Wielkanocnych nad Gwiazdką (a konkretniej mówiąc: srajfon vs. szajsung albo android vs ios), ale zamiast spodziewanej wojny trolli usłyszałem tylko głuchą ciszę. Myślę więc sobie, że nie zaszkodzi mi jak znów spróbuję nakapać odrobinę smoczej oliwy do tej pożogi, co niniejszym czynię.

Jako wieloletni fan linuksów w szczególności tudzież otwartych technologii informacyjnych w ogólności, „od zawsze” stałem „po stronie” telefonów z Androidem, któy jest niczym więcej jak deczko podrasowaną i wąsko wyspecjalizowaną dystrybucją linuksa.

Zawsze głosiłem też pogląd, że wszystkofon służy głównie do komunikowania się z innymi ludźmi (w tym również pozostawania online z dala od końputera), i że po obydwu stronach barykady funkcjonalność temu służąca jest w zasadzie zbliżona. Zarówno Google jak i Apple mają niewyobrażalnie wielkie zasoby aplikacji (darmowych lub bardzo tanich), które wyczerpują wszystkie możliwości użycia smartfonu. A skoro nie ma różnicy w tym CO można robić z telefonem, jedyne różnice pojawiają się na polach: 1. ideologicznym tudzież 2. cenowym.

Istnieje opinia, że telefony z jabłkiem są bardziejsze, w tym sensie, że bardziej eleganckie, bardziej dopracowane, bardziej spójne. Co poniektórzy również wierzą, że posiadanie iPhone-a wydłuża penisa o co najmniej półtora cala.

Po drugiej stronie barykady z kolei mówi się, że telefony z Androidem są bardziej elastyczne, pozwalają na łatwiejsze „grzebanie we flakach” (i nie mam bynajmniej na myśli aplikacji wspierających zdalną pracę chirurgów), a także są lepiej zintegrowane z usługami Google i tańsze. W efekcie, przynajmniej teoretycznie, są bardziej uniwersalne od swoich jabłecznych końkurentów.

Osobiście miałem do tej pory cztery różne wszystkofony, z czego jeden z leciwym Windowsem Mobile (jakiś taki cegłokształtny ha-te-ce z pełnowymiarową klawiaturą i dotykowym ekranem) zakupiony w okolicach 2007. roku tudzież trzy szajsungi: jeden mi ukradziono po dwóch tygodniach od zakupu, drugi mi się zepsuł / zablokował, a trzeciego mam obecnie (Galaxy Y Pro czyli GT-B5510). Z kolei moja lepsza połówka przez wiele lat używała wszystkofonu z Win Mobile aby potem przesiąść się na ponad rok na używanego srajfona trzy-giees, który jej się w końcu popsuł na amen i teraz ma „normalny” telefon.

Niezależnie od tego, mam w domu ciągle działającego Siemensa S55 z czasów, kiedy po dziewiczej irlandzkiej ziemi biegały jeszcze wielkie, włochate mamuty, a także Nokię 2630, obecnie ponadczteroletnią, która mimo wytartej z klawiszy farby oraz wielu rys na wyświetlaczu również działa bez zarzutu, a żywotnością baterii bije nowe wszystkofony na głowę.

Widać stąd wyraźnie, że producenci wszystkofonów nie dbają za bardzo o żywotność swoich produktów, co służy napędzaniu koniunktury (kto by wymieniał zepsuty ekran za €60 skoro nowy telefon można mieć w abonamencie za €40).

Zdaje się, że nieco zdryfowałem z głównego tematu. Otóż jakiś czas temu miałem okazję pobawić się przez kilka minut srajfonem cztery-es, najnowszym (póki co) wszystkofonem Apple, i muszę przyznać z niejakim wstydem, że to jest w sumie bardzo porządny telefon.

Czekam na grom z bezchmurnego obecnie nieba… nic, cisza.

W szczególności zachwycił mnie efekt pracy testerów UI, którzy najwyraźniej spędzili dziesiątki tysięcy roboczogodzin katując interfejs użytkownika na wszystkie możliwe sposoby i usuwając wszelakie niedociągnięcia. W każdym, dosłownie każdym miejscu interfejs jest przejrzysty, wygodny i reaguje na dotyk w zerowym czasie. Srajfon to czysta przyjemność użytkowania w porównaniu do telefonów, których używałem wcześniej.

Rozwiewając wszelkie wątpliwości: piszę to nie dlatego, że mi ktoś zapłacił, tylko dlatego, że tak właśnie jest.

Żeby było jeszcze lepiej, zarówno LastPass jak i Dolphin (wraz z AdBlockiem) mają swoje wersje na srajfony, co jeszcze bardziej skłania mnie do zrzucenia androidowej flagi i wejścia na pokład floty jabłecznej.

Co do ceny natomiast… Cóż, topowe modele obydwu producentów kosztują podobnie. Może srajfon jest z €50-80 droższy, ale biorąc pod uwagę długość smyczy (co najmniej 18 m-cy) jest to różnica nieznaczna.

Jedyne co mogłoby doskwierać w srajfonach to brak porządnej klawiatury SWYPE, którą szajsung doprowadził do perfekcji. Smiem twierdzić, że na chwilę obecną nie ma lepszego / wygodniejszego / szybszego sposobu na wprowadzanie tekstów na dotykowym ekranie. Tylko że, spójrzmy prawdzie w oczy, swype daje przewagę czasową przy naprawdę długich tekstach, a nikt przy zdrowyh zmysłach nie będzie pisał długich tekstów na telefonie. A nawet jeżeli, to sobie dokupi zewnętrzną klawirkę na Sinozębym zamiast tapać w skrin.

No dobra, jeszcze jedna rzecz trochę denerwująca w srajfonach to integracja z usługami Google. Ponieważ Google jest największym konkurentem Apple, łatwo nie jest, i trzeba się trochę nagimnastykować żeby poczta, kalendarz i kontakty w srajfonie synchronizowały się na bieżąco z kontem Google. Ale da się, a gimnastyka, aczkolwiek trudna, jest jednorazowa.

Za kilka miesięcy kończy mi się smycz z moim tlenionym operatorem (o którym nota bene wyrażam się ostatnio słowami uznawanymi powszechnie za nieobyczajne), i mam cichy plan przenieść się do końkurencji. Przy okazji, kto wie, może zaopatrzyć się w japko…

Pożyjemy, obaczymy.

Dziś na koniec kolejny żarcik z niwy naukowej – tym razem nieco mniej hermetyczny od poprzedniego:

Women-chemists drink until they loose reaction. Women-physics drink until they loose resistance.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz