Puk, puk

Odwiedzili my wczoraj z Małżonką szpital, w którym – jeżeli wszystko pójdzie wedle Planu – będzie się za kilka miesięcy rodzić nasz nowy Potomek. Najpierw wypełniliśmy wszystkie niezbędne Papiery, podpisaliśmy rozmaite skomplikowane Formularze (nawet te, w których drobnym druczkiem zgadzamy się na natychmiastowe przekazanie swoich wszystkich Organów szpitalowi, jeżeli poród nastąpi w roboczy dzień nieparzysty i będzie padać).

W nagrodę za umiejętność samodzielnego podpisania się, Pani Dochtór (a właściwie winienem był rzec: Pani Położna) przyłożyła takie nażelowane cóś do brzucha i Dzidź, ku naszemu szczęśliwemu zdziwieniu, odezwał się do nas równym tętentem tętna.

Posłuchaliśmy go przez chwilę, zwinęliśmy manatki i wróciliśmy do hut, do fabryk, na zmywaki.

A po południu z tego wszytkiego byłem tak senny, że zdrzemnąłem się na chwilę na skrzyżowaniu i Żonka musiała mnie tłuc patelnią po głowie, żebym się obudził i jechał, bo zielone jest. Dalibóg nie wiedziałem, że ten model auta ma również wbudowaną taką praktyczną patelnię.

Tymczasem pada, leje i deszczowo, a do tego dmucha, duje i wieje. Czuję się jak w jakiejś, za przeproszeniem, Irlandii.


Liczba słów w tym wpisie: 218

Sprawdź też

Problem plecakowy

Jakiś czas temu zachciało nam się nowego ogródka. Wezwaliśmy więc ekipę, która wśród zgiełku i …

Aktywnie z rana

Doszedłem do wniosku, że przez to siedzenie w domu strasznie mało się ruszam. Normalnie przynajmniej …

Zapisz się
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x