Jeden Jaskułke nie czyni wiosny…

…aczkolwiek dużo mu nie brakuje 😉 Ostatnimi czasy próbuję się trochę „ujazzowić”. Po Wollnym (o którym pisałem niedawno) przyszła kolej na polskiego pianistę jazzowego Sławka Jaskułke.

„Jaskułke” to jest mianownik liczby pojedynczej, tak przy okazji. Nazwisko raczej nieodmienne jak na mój gust.

- Halo, czy rozmawiam z panem Jaskółka?
- Tak, ale ja się deklinuję
- A to w takim razie bardzo przepraszam, zadzwonię później.

Sławek Jaskułke gra głównie mazurki, co mnie niezmiernie raduje, gdyż jakiś czas temu (dość niedawno) odkryłem Chopina, o czym zresztą wspominam tutaj: http://xpil.eu/poweekendowe-rozwazania/, a ten, jak wiadomo, mazurki wyssał z mlekiem matki. No więc Jaskułke gra głównie mazurki, ale na jazzowo. Bardzo to fajnie brzmi, te typowo mazurkowe ozdobniki w połączeniu z jazzowymi tremolami i niebanalną wędrówką po harmonii (w sensie zdecydowanie odległym od akordeonu) . Nota bene facet w niczym techniką nie ustępuje opiewanemu przeze mnie niedawo Wollnemu. Ja myślę, że powyżej pewnego poziomu, do którego nam, śmiertelnikom, dalej niż do Proximy Centauri, oni wszyscy brzmią jakby mieli jakieś dodatkowe muzyczne gruczoły.

Jeśli chodzi o Jaskułke, to dopóki gra sam, robi mi, i to bardzo. Natomiast w duetach, triach i większych kupach, już mi tak nie robi. Jeszcze nie do końca rozumiem, dlaczego – może za jakiś czas do czegoś w tej kwestii dojdę.

Żeby nie było, że jestem monotematyczny, zmienię teraz kompletnie front i napiszę o meczu.

Zanim jednak napiszę o meczu, nadmienię najpierw, że ostatni raz, kiedy obejrzałem od początku do końca mecz piłki nożnej, miał miejsce dobrze ponad 30 lat temu. Potem jakoś stwierdziłem, że oglądanie dwudziestu dwóch spoconych facetów uganiających się za kulką mnie za bardzo nie nawilża i sobie temat odpuściłem. Jednakowoż ostatnio z głupia frant zajrzałem do ogłupiacza, a tam akurat odgwizdywali początek meczu Polska – Irlandia. Myślę sobie, srał to pies, jestem Polakiem w Irlandii, nieważne więc, kto wygra, i tak wygrają nasi 😉

No i miałem rację, okazało się. Mecz obejrzeliśmy z Żonką z czystą przyjemnością. Córa też się załapała i komentowała dzielnie, trzymając kciuki za biało-czerwonych.

Kolejny mecz obejrzę prawdopodobnie za jakieś 10 lat…

Wracając do tematów szopenowskich, oto obrazek, na który ostatnio natrafiłem spacerując po otchłaniach Internetu. Bardzo mnie rozśmieszył. Bardzo polski 😉

Chopin

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz