Penis nad siurem, czyli podsumowanie urlopu

Fikuśny tytuł dzisiejszego wpisu to efekt geograficzno – biznesowego zbiegu okoliczności; mianowicie sklep Penney’s (zwany przez lokalną polską społeczność pieszczotliwie „penisem”) leży w Waterford prawie nad samym brzegiem rzeki Suir, która jest równie pieszczotliwie przez tę samą społeczność nazywana „siurem”. Doprawdy nie wiem skąd te wszystkie falliczne skojarzenia się wśród nas biorą.

W rzeczonym penisie co prawda nie byliśmy, ale widzieliśmy rzekę Suir, a to już coś.

Rzeka jest całkiem niebanalna, zwłaszcza w okolicach ujścia. Woda słodka miesza się ze słoną, pływy sulają wodę w tę i we w tę, z lewa na prawo a zaraz potem z prawa na lewo, z górki pod górkę i vice versa. I tak dalej. Wiadomo. Czasem się nawet ktoś tam próbuje topić, o czym niedawno pisali na Waterpolu.

Dzisiejszy wpis zamyka króciutką serię o naszej niedawnej wyprawie do Waterford. Będą podpunkty, treściwe (mam nadzieję).

Gdzie warto pojechać będąc w Waterford na urlopie z dziećmi?

Oczywiście – na plac zabaw! Placów zabaw jest w samym Waterford jak mrówków, a jeszcze więcej w okolicy. Myśmy byli na jednym, za to całkiem sporym (i prawie całkiem drewnianym) placu zabaw zaraz koło polskiego sklepu i kina Odeon. A poza miastem na Cheekpoint oraz tuż przy porcie promowym Passage East Ferry.

Przepłynąwszy promem na drugą stronę rzeki Barrow (tuż u jej ujścia) można podjechać w okolice latarni Hook Lighthouse, gdzie widoki są niezwykłe i bardzo dookólne (półwysep jest wysunięty mocno w morze, dzięki czemu horyzont się ciągnie i ciągnie niczym dobre spaghetti). A wracając można zajechać do okolicznej pasieki po słoiczek miodu, takiego prosto od krowy.

Równie zapierające dech w piersi są widoki na Carnivan Bay. Warto zaopatrzyć się w dobry aparat fotograficzny – jest co pstrykać.

Jeżeli pogoda dopisze (a szanse na to są tam większe, niż w Dublinie czy Newbridge, bo to jednak południe jest), należy udać się na plażę. Taka bardziej komercyjna jest w Tramore, ale rzut beretem dalej jest kameralna Kilfarrasy Beach czy też Stradbally. Warto przed wyjazdem na plażę zajrzeć w kalendarz przypływów i odpływów, dzięki czemu będziemy wiedzieć czego oczekiwać.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to zdecydowanie polecam Emiliano’s, prawdziwie włoską pizzerię, z włoską obsługą, włoską muzyką z lat osiemdziesiątych oraz włoskimi przepisami, a także listą deserów dłuższą niż książka telefoniczna Manhattanu. Nawet zwykła Margherita w ich wykonaniu do małe dzieło sztuki, naprawdę warto.

Oczywiście mają też Lidla, Tesco i Aldiego dla koneserów 😉

Co do muzeów, których fanem jakoś nie jestem i nigdy nie byłem, mogę polecić Waterford Crystal – miejsce, w którym zobaczymy najbardziej niezwykłe formy, jakie da się wykonać ze szkła. Feeria barw, kształtów i kompozycji zdumiewa, zachwyca i różne inne czasowniki. Polecam.

Ostatnią, za to dość istotną zaletą Waterford jest dojazd. Autostrada M9 jest równa, prosta i zasadniczo mało zatłoczona, więc autem jedzie się tam z przyjemnością.

Niewykluczone, że jeszcze kiedyś tam zawitamy w celach wypoczynkowych, tym bardziej, że Futraki do końca trzymali fason i honorowo upierali się, że spędzanie czasu z nami sprawia im frajdę, co nienajgorzej świadczy o ich dobrych manierach 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: