Paralityka do biegu

W ramach nawiązywania kontaktów z lokalną społecznością Polaków blogujących, udało mi się niedawno namówić Tomka Sosińskiego (http://www.tramwajowy.pl) na szybkie tête-à-tête. Plan był prosty: bierzemy żony i dzieci pod pachy, walimy gdzieś nad morze, byczymy się i robimy nic tak długo jak się da.

Plan udało się zrealizować wczorajszej niedzieli.

Zbiórkę wstępną ustaliliśmy pod PC Worldem w Carrickmines – miejsce łatwe do znalezienia, no i po drodze na południowe plaże.

Prognoza pogody była w kratkę. Miało padać do trzeciej po południu, a potem miały być upały. W rzeczywistości – jak to bywa – okazało się, że Tomek wyjeżdżając spod domu miał ulewę, u nas było w tym czasie słonecznie, potem się rozpadało również i u nas (i to tak solidnie), już mieliśmy zawracać z trasy (żadna przyjemność łazić po plaży w ulewnym deszczu), ale przed samym Greystones nagle znów zrobiło się ciepło i słonecznie.

Chwilę postaliśmy na plaży, gapiąc się na nasze dzieciaki rzucające beztrosko kamienie do morza, a także wytrząsające mokry piasek z bucików. Potem poszliśmy na pobliski plac zabaw, gdzie dziewczyny najpierw dokładnie osuszyły ślizgawko-zjeżdżalnię za pomocą spodni (chwilę wcześniej przecież padało, więc wszystko było kompletnie przemoczone), potem huśtały się intensywnie na huśtawkach („tato, wyżej, wyżej!”), później uprawiały wspinaczkę linową, a na koniec bawiły się w domek. Najmłodszy Sosiński biegał dzielnie za nimi, śmiesznie przebierając malutkimi nóżkami i próbując brać udział w zabawie (z całkiem niezłym jak na dwulatka skutkiem).

Jak już wszyscy się nabawili po dziurki w uszach, zaciągnęliśmy państwa Sosińskich do naszej jaskini zła i rozpusty celem spojenia ich kawą i herbatą. Plan wypalił tylko w połowie (wszyscy pili wyłącznie herbatę). Dziewczynki bawiły się w osobnym pokoju, jakieś pikniki dla lalek i misiów, jakieś rysowanie, literki… Pod koniec wizyty wyciągnąłem gitarę z futerału i zacząłem brzdąkać, co znacznie przyspieszyło decyzję gości o opuszczeniu naszego gniazdka (że niby muszą kłaść dzieci spać i takie tam). Ewakuowali się w pośpiechu, ze słabo ukrywanym przerażeniem zerkając na futerał…

A tak na poważnie, wizyta była bardzo udana. W jakiś niepojęty sposób udało nam się przegadać całe popołudnie, nie poruszając za bardzo tematu komputerów ani tramwajów 🙂 Było o emigracji i o dzieciach, i o książkach, i o samym blogowaniu trochę, i o lodach (żadne tam świństwa, chodzi o takie do lizania), i o szkole, i o dupie Maryni też było – ogólnie rzecz ujmując, całkiem wyluzowane i bardzo optymistyczne popołudnie.

Zagroziliśmy im na pożegnanie przyjacielską kontrwizytą w jakiś weekend – dyplomatycznie uśmiechali się i kiwali głowami, za plecami szukając panicznie klamki do drzwi wyjściowych 🙂

Odhaczam więc Tramwajowego dużym pozytywnym ptaszkiem na mojej prywatnej liście polskich blogerów do zapoznania. Mogę teraz śmiało się chwalić, że znam osobiście faceta, który rządzi Zieloną Linią.

Bajdełej, spośród polskiej emigracji blogującej, jak dotychczas udało mi się na żywo spotkać z (kolejność alfabetyczna):

  • Iloną (http://teodorowyzakatek.blogspot.ie/)
  • Kilkoma ludźmi z portalu AktywnaWyspa.pl (jeszcze za poprzednich „właścicieli”)
  • Kilkoma ludźmi z portalu PolskiDublin.com (niestety, strona nie działa od ponad trzech lat, a szkoda, był to jeden z najciekawiej zapowiadających się polskich portali emigracyjnych w Irlandii)
  • Piotrkiem Sobocińskim (http://www.around-ireland.com/, http://pendragon.blog.onet.pl/, http://irlandzkiedzienniki.wordpress.com/ oraz (niegdyś) http://frytkizoctem.wordpress.com/)
  • Przemkiem Bujko (http://www.bujko.net/blog/)
  • Przemkiem Szczepaniukiem (http://braksygnalu.pl/ – niestety, Przemek niedawno obwieścił, że ma dość podcastów – zobaczymy co z tego wyniknie, szkoda by było, bo się zapisał złotymi zgłoskami w annałach polskiego blogowania)
  • Tomkiem Sosińskim (http://www.tramwajowy.pl/)

Wszyscy spotkani przeze mnie do tej pory Polacy blogujący okazali się nad wyraz kompatybilni. Z niektórymi trzymam bliższą sztamę, z większością jestem w sporadycznym kontakcie (różne czaty, maile itd), jednak nie ma to jak kontakt na żywo. Zupełnie inna jakość.

Tymczasem zrobiło się wpół do pierwszej, czas na sen. Rano trzeba na zmywak…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Paralityka do biegu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

Moja córka tak łatwo by Ci nie pozwoliła odłożyć gitary, bo sama gra i to coraz lepiej. Sam też grałem… A w piątek akurat robię ognisko u mnie nad Liffey, pierwsze w sezonie i pierwsze z gitarą, jak obczaję nową miejscówkę i akustykę to może wpadniecie na któreś z kolejnych? Wśród listy moich blogów nie znalazłem tego irlandzkiedzienniki.wordpress.com, czyżby niedopatrzenie?

🙂

xpil
Gość

Nie do końca niedopatrzenie – akurat ten konkretny url mi wyleciał z pamięci, a celem moim było nie reklamowanie Twoich (licznych i niebanalnych!) blogów i innych dzieł literackich, tylko wskazanie konkretnego człowieka.

Niemniej jednak proszę Cię bardzo, już dopisuję…

pendragon
Gość

Podoba mi się to określenie "dzieł literackich" 🙂 Coś konkretnego wpadło Ci ostatnio w ręce hehe? Dla reklamy to tylko around-ireland, reszta to takie pitu pitu.

Niemniej jednak doceniam dopisek 😉

Sosq
Gość

Oj tam oj tam. Gitara fajna była w tle i nikomu nie przeszkadzała ;p

A wręcz przeciwnie, ukazała człowieka renesansu co z gitarą w monitor z cyferkami patrzy. Jak ta fizyczka co zdjęcia pstryka – z Waszych opowieści.

Miło było, no i zapraszamy.

Pshemko
Gość

Jeszcze jeden blog mi został tyle, że o samolotach 🙂

pendragon
Gość

A nagrywarkę już puściłeś, czy możesz pożyczyć?

Pshemko
Gość

Sprzedać mogę 🙂

wpDiscuz