Operujemy

O Operze (przeglądarce www).

Nie jestem radykałem (tam nie ma spacji po drugiej sylabie, zapewniam!) jeśli chodzi o wybór przeglądarki wuwuwu. Kiedyś byłem, ale już mi przeszło. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu większość „mainstreamowych” przeglądarek radzi sobie w zasadzie podobnie, różnice są głównie kosmetyczne. Nawet Internet Explorer (zwany od niedawna Edżem) od kilku wersji zdaje test Acid3 na piątkę (tj. na 100%), więc już dawno skończyły się czasy wyśmiewania „eksplodera”.

Niemniej jednak jakoś tak w życiu mi było zawsze po drodze z Mozillą i jej Firefoxem.

O Firefoxie pisałem tutaj, tutaj, tutaj oraz tutaj. I jeszcze tutaj też.

Chrome jest trochę za mało „grzebalny” (w sensie, ma uboższą konfigurację), chociaż z drugiej strony niby odrobinę szybciej się uruchamia – ale z trzeciej strony jak się już raz uruchomi, to po prostu działa, i jedno i drugie. A więc w gruncie rzeczy – wsioryba.

No dobra, nie do końca wsioryba. Firefox ze wszystkimi swoimi zaletami jest jednak obłędnie żarłoczny jeśli chodzi o pamięć. Po uruchomieniu, zanim jeszcze otworzę pierwszą stronę, potrafi już zajmować pół gigabajta. Zapewne jest to efekt odpowiednio bogatego owtyczkowania przeglądarki…

Tak czy siak, niedawno – na oko ze trzy tygodnie temu – zagadał do mnie stary znajomy i podpytał co sądzę o Operze.

Operę znam głównie z opowieści ś.p. braciszka, który „od zawsze” był jej wiernym fanem. Sam do Opery nigdy jakoś nie byłem w stanie się przekonać. Może dlatego, że starsze wersje to były kombajny do wszystkiego: oprócz samego przeglądania stron miały wbudowanego klienta poczty e-mail, IRC, glebogryzarkę, turbulgulator i przekładnię poprzeczną Torquiste’a. I co tam jeszcze, panie. No i ten brak obsługi wtyczek…

Jednak jak się okazuje, moja wiedza na temat Opery była bardzo nieaktualna. Z głupia frant zainstalowałem to cudo na służbowym kompie i stwierdziłem, że wszystko po prostu bangla.

Nawet historia, hasła i inne dane się poprawnie zaimportowały z Firefoxa. Same.

Opera jest od jakiegoś czasu oparta na silniku Blink (przedtem był autorski silnik Presto – podobno nadal można pobrać wersję z tym silnikiem, na niektóre bardziej niszowe systemy operacyjne), który jest forkiem silnika WebKit, na którym oparty jest Chrome (i Chromium).

Forkiem? W sensie, że co?

No, takim odgałęzieniem jakby. Bierze się kod źródłowy i się go odgałęzia. Za dużo by gadać. W skrócie Blink to jest tak naprawdę WebKit, tylko odrobinę zmodyfikowany przez chłopaków z Opery.

Sama przeglądarka jest bardzo, bardzo porządnie zrobiona. Wreszcie zrezygnowali w niej z tych wszystkich dodatkowych kobył – nie ma juz wbudowanego klienta e-mail, nie ma IRC-a, jest po prostu przeglądarka i koniec.

Koniec?

Nie, nieprawda. Jest to przeglądarka, która o wiele lepiej i skuteczniej blokuje reklamy (nie do końca wiem na jakiej zasadzie działa, ale zużywa zdecydowanie mniej zasobów od AdBlocka, a jednocześnie potrafi korzystać z jego list / filtrów), a także może pochwalić się jednym z najwyższych poziomów zgodności z nowoczesnym standardem HTML5. Oprócz tego „zjada” drobny ułamek zasobów w porównaniu do Firefoxa, no i ma własny ekosystem wtyczek, aktywnie rozwijany. Jest LastPass, są gesty myszą, jest OperaTurbo (czyli opcja pozwalająca na znaczne zmniejszenie ilości danych potrzebnych na przesłanie strony do przeglądarki – efekt jest taki, że większość stron chodzi o rząd wielkości szybciej, bardzo przydatne zwłaszcza na wolnych łączach). Skróty klawiszowe się z grubsza pokrywają z tymi z Firefoxa – krótko mówiąc same zalety.

Przez ostatnich parę tygodni używałem więc Opery w pracy, w ramach testowania. Nie znalazłem niczego, do czego można by się przyczepić.

W domu natomiast natrafiłem na jeden problem: brak wtyczki XMarks. A bez XMarks jak bez ręki, synchronizacja zakładek między przeglądarkami jest dla mnie bardzo ważna.

A więc sraka dupaka jak zwykł był mawiać jeden znajomy. Kicha. Żenua.

Jednak nie do końca. Okazuje się bowiem, że po zainstalowaniu dodatku „Download Chrome Extension” można w Operze instalować nie tylko dodatki natywne, ale również te z Chrome. W sumie nic dziwnego, skoro silnik renderujący oparty jest na tym samym kodzie, należy spodziewać się dużej kompatybilności skrośnej między tymi przeglądarkami.

Skoro więc jest wtyczka do XMarks pod Chrome, udało mi się ją wreszcie zainstalować i uruchomić w Operze (właśnie dzięki ww. dodatkowi).

Nadszedł czas na test ostateczny. Po instalacji i synchronizacji XMarks zostawiłem przeglądarkę otwartą na ekranie telewizora i od niechcenia udałem się na zakupy, śmieci wynieść i takie tam. Żonka w tym czasie zasiadła do jęternetów i zaczęła używać Opery jakby nigdy nic. W zasadzie chyba nawet nie zauważyła, że używa przeglądarki innej niż Firefox.

Poprawka: zauważyła. „Bo tu ma takie niebieskie, tam takie serduszko jest, no i reklam na Onecie nie ma, a działa”.

Faktycznie, nie wiem do końca na czym polega różnica, ale na przykład taki Onet, który żeby wyświetlić listę artykułów wymagał zawsze chwilowego wyłączenia AdBlocka, teraz po prostu działa, a reklam nie widać.

Wracam ci ja ze swoich zajęć dobre półtora godziny później, patrzę ci ja na ekran – a tam pootwierane zakładek od groma i ciut. I wszystko bangla.

Tym samym jedyne, czego mi jeszcze brakuje do usunięcia Firefoxa z domowego laptopa to obsługa przez Operę klienta Citrix, której w sumie jeszcze nie sprawdzałem. Obydwoje korzystamy od czasu do czasu z Citrixa kiedy trzeba się podłączyć do firmowej sieci z domu. Jeżeli więc Citrix zadziała przez Operę, chyba się pożegnam z Firefoxem. Jest dobry, ale przy Operze jest jak ociężały wojownik sumo w towarzystwie filigranowej baletnicy.

Podsumowanie:

[fusion_table]

Przeglądarka Opera Firefox
Wady Być może nie obsługuje klienta Citrix Zeżera od groma i ciut pamięci
Zalety Wszystko po prostu działa, ciut lepiej od konkurencji blokuje reklamy. Wszystko po prostu działa
Podsumowanie Fajna przeglądarka Też fajna przeglądarka 😉

[/fusion_table]

Biorąc pod uwagę powyższą, bardzo szczegółową listę wad i zalet obydwu przeglądarek, po krótkim wahaniu zdecydowałem się pozostawić Operę na dłużej.

Nie umarł stary król, ale niech żyje nowy król! Co dwa króle to nie jeden…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Operujemy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
bobiko
Gość

Panie, przywróć pan sidebar’a 😉

co do przegladarki, to tak IE a właściwie edge przechodzi testy ACID, co mnie jako frontendowca cieszy ale tajemnica poliszynela jest to, że … Edge został napisany pod testy. Tak czy inaczej, jest dużo lepiej niż kiedyś 🙂

Z innych alternatyw to możesz wypróbować vivaldi, które ma korzenie w operze (o ile sie nie myle to jest tworzony przez ludzi, którzy pracowali nad opera) no i również oparty na webkicie i moze miec wtyczki z chrome’a.

mRufa
Gość

A na patelni? Bo mnie dyskontynuuja przegladarke Wielkiego Aluminiowego Katamarana (Humongous Tinfoil Catamaran https://youtu.be/4DLMOzqcMpk) i pchaja Chrom, nachalnie. A ja juz biore chrom w tabletkach i na patelni nie chce. Fanaberia taka. 😉
To jak ta Opera na patelni? bo wlasnie przez to ze FireFox tak izerty na pamiec to mnei troche zniecheca…

Butter
Gość

W wakacje testowałem ostatnią [podówczas] wersję – generalnie ok, ale generowała jakieś dziwne komunikaty kiedy chciałem zmienić hasło na dropboxie. Być może / zapewne to problem strony ale inne przeglądarki raportowały SOA#1..

wpDiscuz