Rój, odsłona druga

roj1Pisałem swego czasu o grze planszowej bez planszy, czyli o Roju (po naszemu Hive). Od tamtej pory upłynęło już w Liffey całkiem sporo wody – i oto kilka dni temu wreszcie dorwałem się do gry w wersji prawdziwej, czyli nie jakaś tam aplikacja na Androida, ani nawet nie applet na yucata.de tylko najprawdziwsze płytki w najprawdziwszym woreczku – tylko planszy brakuje, ale to chyba dlatego, że jak już nadmieniałem, ta konkretna planszówka planszy nie wymaga.

Wersja, którą mam, jest tą najbardziej podstawową, a więc bez Moskita, Pillbug-a, Biedronki oraz Patyczaka. Mamy za to Królową, trzy Mrówki dwa Żuki, dwa Pająki i trzy Pasikoniki, wszystko x2 (jeden zestaw czarny, drugi w kolorze kości słoniowej, zwany dla niepoznaki białym).

Większość dnia wczoraj spędziłem na grze z córą, która nie dość, że załapała zasady błyskawicznie, to w dodatku miała z gry wielką frajdę. Na kilkanaście partyjek udało jej się nawet raz wygrać i raz zremisować, co jest, uważam, całkiem niezłym wynikiem jak na pierwszy dzień. Doszło nawet do sytuacji, że tacie się już gra trochę znudziła, córa wciągnęła więc do zabawy mamę, która też rozegrała kilka partyjek, ku uciesze reszty rodzinki.

Nie obyło się też bez jednego czy dwóch telefonów do mojego słynnego planszówkomaniaka, który mi ten Rój przysłał na mój irlandzki padół, i który zawsze jest chętny służyć pomocą w razie jakichkolwiek planszówkowych pytań. Może być trzecia nad ranem, może być pijany w sztok albo właśnie ratować ludzi z karambolu na autostradzie, jeżeli tylko mam jakieś pytania odnośnie planszówek, rzuci wszystko w diabły i zagłębi się w szczegółowej analizie ruchów Królową, czy pingwinem, wsioryba…

Remis nastąpił wskutek interesującego otwarcia – otóż zarówno ja jak i córa zagraliśmy na dzień dobry Królową, a zaraz potem Żukami, które dwa ruchy później usadowiły się na Królowych przeciwnika jak widać na powyższym obrazku – i do końca gry blokowały Królowe. Reszta robali obsiadła je dookoła, w ostatnim ruchu blokując obydwie Królowe na raz.

Pojedyncza rozgrywka trwa kilka minut, nie jest to więc jakiś tasiemiec. Płytki są wykonane bardzo solidnie – z jakiegoś takiego twardego, ciężkiego, kamieniopodobnego plastiku. No i są całkiem spore, na moje oko ze 4x większe od standardowych płytek do Scrabble, i ze dwa razy od nich grubsze. W zestawie jest też solidny woreczek na płytki, natomiast nie ma planszy (dalibóg nie wiem dlaczego…)

Bardzo polecam Rój każdemu, kto ma choć odrobinę oleju w głowie – zapewniam, ubaw jest przedni, a frajda niewąska.

Tymczasem zrobiło się wpół do jedenastej, czas nakarmić Juniora…

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Rój, odsłona druga"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
lacki
Gość

no, Rój to całkiem solidna gra. Niektórzy zwą ją robaczywymi szachami 🙂

A jest jeszcze wersja travel – ma około 2x mniejsze hexy.

I żeby nie było remisów to jest jeszcze otwarcie turniejowe – nie można wstawić królowej w pierwszym swoim ruchu.

5000lib
Gość

A ja sobie szukam dobrej gry, i której cena nie przyprawi o ból głowy. Niestety, chyba na próżno.

wpDiscuz