Indie VII: Dzień święty święcić

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”.

Któregoś dnia Manzu poinformował mnie, że nazajutrz będzie dzień święty święcić, i że jak chcę to mogę z nim iść, ale do świątyni nie wejdę bo tam wpuszczają tylko „swoich”. Niemniej jednak w czasie gdy on się będzie modlił, będę mógł sobie połazić samopas po okolicy.

No i faktycznie, bladym świtem zjedliśmy śniadanie po czym wsiedliśmy w łódeczkę-chybotkę (do której na szczęście byłem już w miarę przyzwyczajony), dopłynęliśmy do części „lądowej” miasta i poszliśmy wąskimi uliczkami do owej świątyni. Czasy były wówczas niespokojne (zresztą obstawiam, że teraz nie jest ani trochę lepiej, bo to rejon pograniczny i zawsze tam jakieś ruchawki odchodzą), okazało się, że świątynia otoczona jest płotem, przy bramie strażnik legitymujący przechodzących na wyrywki (mnie nie wylegitymował, bo Manzu go znał i mu wyjaśnił, że ja to tylko niegroźny turysta). Za płotem był całkiem spory kawał wolnej przestrzeni (rzecz niezwykła w środku dużego indyjskiego miasta), z jednej strony budynek świątyni (całkiem spory – niestety nie pamiętam szczegółów), z drugiej woda, za plecami brama wejściowa, przez którą wlewało się coraz więcej żądnych modlitwy tubylców (tudzież bardzo sporadyczne przypadki turystów). Za parę chwil cały ten tłum został wchłonięty przez budynek świątyni – ci, którzy się nie zmieścili, klękali rosnącym wachlarzem przy drzwiach – w sumie paręnaście minut po tym, jak wszedłem, mniej więcej 1/3 placu przed świątynią pokryta była przyklękniętymi w skłonie Hindusami.

Sama modlitwa, na moje ucho, niewiele różniła się od tego co wyśpiewywał muezzin każdego poranka, więc zamiast się tam wgapiać i wsłuchiwać, spacerowałem po nabrzeżu obserwując łódeczki pływające – pozornie bez celu – w różne strony. Tam też jedyny raz widziałem to, o czym często czytuje się w książkach podróżniczych – otóż sporo ludzi (na moje oko kilkanaście rodzin) myło się w tej stojącej wodzie. Nie twierdzę, że Hindusi mają problemy z higieną, ponieważ nigdy, przenigdy, nie spotkałem (ani tam, ani nigdzie indziej) takiego, od którego by śmierdziało (co i owszem zdarzało mi się w przypadku naszej ukochanej zapijaczonej rasy białej) – ale taki sposób higieny, poprzez wspólne, masowe mycie w stojącej wodzie, budzi we mnie zawsze lekki niepokój. Niemniej jednak – jak widać – co kraj to obyczaj, oni tam do tego przywykli i zapewne ich systemy immunologiczne są na tyle wytresowane, że nie robi im to żadnej różnicy.

W czasie gdy tak sobie stałem i spacerowałem, podszedł do mnie strażnik (inny niż ten przy bramce wejściowej) i z groźną miną (popartą ręką opartą na kolbie strzelby) zapytał kto ja jestem i czemu się tutaj kręcę w ich świętym miejscu. Ponieważ byłem ubrany (dla kamuflażu, który jednak nie działał) w standardową indyjską „kapotę” – taki jakby kawał szarego wora rozszerzającego się ku dołowi, z kapturem oraz otworami na ręce – musiałem tą kapotę zdjąć, pokazać panu, że nie mam na sobie żadnych ładunków wybuchowych, broni palnej ani świerszczyków – wyjaśniłem mu też, że jestem tylko turystą i że mój przewodnik właśnie się modli więc na niego czekam – jeszcze tylko rzut oka na mój paszport i pan, najwyraźniej uspokojony, poszedł dalej czynić swą strażniczą powinność. Jak widać, musiały to być naprawdę niespokojne rejony i czasy.

Wracając z tego spaceru (już z Manzu) poszliśmy trochę inną drogą – Manzu pokazał mi targowisko spożywcze, na którym można było kupić głównie produkty wegetariańskie – ponieważ nie rozpoznawałem większości roślin, Manzu podpowiedział mi co jest w miarę smaczne i nieszkodliwe – nie pamiętam nawet co wtedy kupiłem, ale był z tego potem całkiem smaczny obiad.

Następnym razem opowiem trochę więcej o Michaelu, który mieszkał razem ze mną w tym samym hotelu. Tymczasem wracam do teraźniejszości.

Ciąg dalszy nastąpi 😉

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz