Run Lola Run

Natrafiłem niedawno na film z 1998 roku pod tytułem jak w tytule, który z jakiegoś tajemniczego powodu całkiem mnie ominął aż do teraz.

Produkcja niemiecka. Gatunek... trudno powiedzieć. Mieszanka kryminału, akcji i komedii z elementami sci-fi. Mocno komiksowy, z interesującym haczykiem - mniej więcej w okolicach jednej czwartej filmu widz zaczyna się orientować, że został wpuszczony w maliny.

Główne role są dwie:

To jest Manni. Manni ma dostarczyć swojemu nowemu pracodawcy (mafia!) sto tysięcy marek w reklamówce, ale na skutek serii pechowych wydarzeń reklamówkę ową gubi, a mafia nie wybacza. Jeżeli w ciągu dwudziestu minut Manni nie pojawi się z kasą w określonym miejscu Berlina, mafia odstrzeli go na miejscu i bez większych skrupułów.

A to jest Lola, dziewczyna Manniego, do której ten dzwoni w desperacji, wyjaśnia jej sytuację. Lola obiecuje, że w ciągu 20 minut kasę wykombinuje choćby się miało walić i palić, po czym wybiega ze swojego mieszkania - i pędzi do odległego o 10 minut biegiem oddziału banku. Nie żeby zrobić napad tylko żeby poprosić ojca, który jest szefem tego banku, o kasę.

Tak się film zaczyna, a co jest dalej nie powiem, bo a nuż jakiś niewielki promil trafiających tu Czytelników jeszcze tego cudeńka nie oglądał.

W tle lecą rytmiczne riffy poganiane perkusjami, jak się okazuje skomponowane i częściwo również wykonywane przez odtwórczynię tytułowej roli, która nie tylko dobrze biega (oj, nabiegała się ona przy tym filmie, nabiegała), ale świetnie klei nuty. Tu można posłuchać: https://www.youtube.com/watch?v=9waAUbErluQ

Zgniłe Pomidory oceniły film na 93%, czyli bardzo wysoko.

Moim zdaniem jednak jest to wynik zaniżony - film ogląda się na jednym wdechu, jest szybka akcja, świetna muzyka i klimat, jest też oryginalnie, świeżo i niesztampowo. Moja prywatna ocena: 10/10.

Mam nadzieję, że wyhaczę więcej takich perełek.

4 komentarze

  1. Widziałem dawno temu i niestety te sprinty w rytmie techno absolutnie mi do gustu nie przypadły — chociaż, owszem, film ma skądinąd znakomite recenzje.

  2. Niesamowite, wydawało mi się, że jak ja przegapiłem “Lolę” o jakieś 10 lat, to byłem dziadkiem omszałym spod kamienia, a tu proszę ;D

    Ogólnie, “Lola” zawsze na propsie, muza też.

    W szczególe, polecam inny kawałek ukochanego Tykwera, znacznie poważniejszy moim zdaniem, bez techno, za to uderzający w moje inne struny młotem 5kg na długim trzonku – “Księżniczka i wojownik” (“Der Krieger und die Kaiserin”).

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.