Nie dogodzisz

Jak być może najstarsi czytelnicy tego bloga kojarzą, kilka lat temu udało nam się nabyć, w drodze kupna, mieszkanie. Apartament w nowym budownictwie, klasyczna irlandzka konstrukcja a'la Trabant (czyli głównie karton).

Jednym z bardziej kreatywnych wynalazków irlandzkiej myśli budowlanej jest umiejscowienie włączników świateł (będących jednocześnie wyłącznikami świateł - bardzo wygodne połączenie tych dwóch funkcji w jednym, niewielkim urządzeniu) względem drzwi. W tym konkretnym przypadku chodzi o drzwi od schowka. Otóż budowlańcy doszli najwyraźniej do wniosku, że ergonomia musi ustąpić potrzebie dodatkowych ćwiczeń fizycznych, w związku z czym umieścili włącznik świateł na zewnątrz schowka, przy zawiasach. Drzwi otwierają się na zewnątrz, na niezbyt szeroki korytarz. Ot, tyle, żeby przy drzwiach otwartych do połowy, dało się przecisnąć między drzwiami a przeciwległą ścianą korytarza. W efekcie jak się zapomniało włączyć światło w schowku PRZED otwarciem drzwi, trzeba było albo otwierać drzwi do końca (zasłaniając tym samym włącznik), następnie obchodzić te drzwi, pstryknąć światło i z powrotem, ewentualnie najpierw przymknąć drzwi, włączyć światło i wtedy otworzyć drzwi ponownie. Wygody w tym za grosz, zwłaszcza, że jesteśmy obydwoje trochę roztargnieni i regularnie zdarzało nam się wchodzić do schowka przed włączeniem świateł.

Po paru latach powiedzieliśmy tej sytuacji "dość" i zagadaliśmy do znajomego prądologa, który zaproponował nam rozwiązanie problemu w postaci przełożenia pstryczka na drugą stronę ściany (a więc, do wewnątrz schowka).

Od słów do czynów droga niedaleka, za drobną opłatą pstryczek został przełożony.

Hurra!

Czyżby?

A nie, nieprawda, żadne tam hurra. Wprawdzie, owszem, światło włącza się teraz o wiele wygodniej. Ale, jak już wspomniałem, obydwoje jesteśmy trochę roztargnieni, w związku z czym regularnie zdarza nam się pozostawić włączone światło w schowku.

Efekt?

Tak, zgadza się. Przedtem można było po prostu wyłączyć światło. Voila. A teraz? Teraz trzeba otworzyć drzwi, wejść do schowka...

Najlepiej byłoby mieć dwa przełączniki, jeden na zewnątrz, a drugi w środku. Albo czujnik ruchu. Albo tresowanego szympansa...

Tak czy siak, jak się człowiek nie obejrzy tak dupa z tyłu.

8 komentarzy

  1. Witam. Kapitalny blog!

    Ja tak rozwiazalem podobny problem:
    – z pewnoscia tansze od szympansa. Chyba, ze gdzies mozna dostac szympansa za €10 😉

    Pozdrawiam
    Tomek

  2. A gdyby tak swiatlo jak w lodowce? Otwierasz drzwi i sie zapala, gasi gdy zamykasz. Tylko nie moglbys zamykac drzwi bedac w schowku, chyba ze mialbys zamiar tam spedzic troche czasu w ramach kary, ew zona, dziecko…

  3. z racji swojego zawodu często mam do czynienia z różnymi indywidualnymi przeróbkami projektów domów i mieszkań. I bardzo je lubię. Polacy świetnie znają się na budownictwie i dlatego chętnie poprawiają architektów. I tak:

    1. mój znajomy kazał przesunąć nieco komin żeby mieć ładniejszy salon. Oczywiście nie wziął pod uwagę tego, że komin idzie przez cały budynek. Efekt jest taki, że drzwi do sypialni nie otwierają się na całą szerokość bo akuratnie przesunięty komin na to nie pozwala. Meble przed wniesieniem trzeba rozbierać na części.

    2. znajomi postanowili zrobić sobie prawie z całego mieszkania open space. Było pięknie dopóki nie doczekali się dwójki dzieci. Teraz mają meksyk, a mieszkanie jest bardzo trudnosprzedawalne bo jakoś nikt nie zachwyca się ich nowatorskim rozwiązaniem.

    3. znajomy postanowił pobudować kominek. Ponieważ nie miał kanału spalinowego włączył go do kanału wentylacyjnego. Zapalił sobie w kominku raz, zasmrodził całą chałupę. Teraz kominek jest ozdobą, nie palą w nim bo okazuje się, że się nie da.

    4. instalacja do nawadniania trawników. Administrator nie chciał zapłacić za profesjonalną instalację, postanowił wykonać ją sam, bo stwierdził, że zrobi taniej i lepiej. Przez miesiąc ciął i pasował węże ogrodnicze (poszło tego ze 300 m). Całość podłączył do hydrantu p.poż. Po uruchomieniu okazało się, że na odcinku ok. 150 m woda leci w następujący sposób: pierwszy tryskacz – leci nieźle, drugi tryskacz – jakoś tam leci, trzeci tryskacz – leci po kropelce, reszta tryskaczy – nic nie leci. W sumie podlewane jest jakieś 10-15 metrów trawnika. Na koniec okazało się, że przy hydrancie zapadła się ziemia i powstała fest japa, bo taka jest konstrukcja hydrantu, że otwiera się go na full albo wcale. W innym przypadku woda leci częściowo w rurę częściowo do gruntu, co powoduje wymywanie gruntu i zapadliska.

      1. Dopiszę ciąg dalszy.

        A teraz coś z innej beczki:
        http://www.biztok.pl/gospodarka/specjalisci-uciek
        nie, żebym żałował, że tak się dzieje. Wręcz przeciwnie, wejście do UE otworzyło świetne perspektywy dla specjalistów. Pytanie w związku z tym: czy po kryzysie irlandzki rynek pracy się już podniósł? Szczególnie interesuje mnie branża budowlana. Po ogłoszeniach w necie widzę, że jakiś ruch jest. W UK zdaje się jest całkiem nieźle, bo moja korporacja oferuje nawet premie za ściągnięcie pracownika do firmy (w Polsce było podobnie w 2008 i 2009 roku). Polska póki co jedzie na dotacjach unijnych, ale gdy tylko ich braknie to znowu będzie kaszanka.

        1. Na branży budowlanej się za bardzo nie znam. W IT jest ciągle ssanie na fachowców, nieważne, kryzys czy boom. Co do developerów (budowlanych), widzę ze dwie czy trzy duże nazwy w paru miejscach w mieście, coś się powoli rusza. Podobno jest ogromne zapotrzebowanie na lokale – nadwyżka popytu nad podażą rzędu 200% (strzelam w ciemno, może być 300 albo cokolwiek innego), ceny nieruchomości zaczynają przekraczać te z boomu w 2007, ceny wynajmów lecą w kosmos – słowem, albo kolejna bańka się kroi, albo faktycznie idzie ku dobremu.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.