RecenzjeRecenzje książekRK 2019

„Popioły Babilonu”, recenzja szóstej części serii „The Expanse”

Nie wiem, czy tak brzmi polskie tłumaczenie „Babylon’s Ashes”. Jeżeli jednak jakoś brzmi to być może właśnie tak.

Albo inaczej. Z „Dirty Dancing” zrobili kiedyś „Wirujący seks”, z „Die Hard” – „Szklaną pułapkę” a „Walk to Remember” to oczywiście „Szkoła uczuć”. Może więc „Babylon’s Ashes” przetłumaczą jako „Awantura o nic” albo „Hej, próżniopławy!”. Nigdy nic nie wiadomo…

Tak czy siak, udało mi się niedawno skończyć lekturę kolejnego tomu tej niezwykle wciągającej serii i po raz pierwszy muszę stwierdzić, że poprzednia część była lepsza.

Nie twierdzę, że część szósta ssie kompletnie. Czytałem z przyjemnością i chwilami ciężko było mi się od mojego starego Kindelka oderwać. Ale jednak piątka była lepsza.

Głównie dlatego, że część szósta skupia się prawie wyłącznie na wojnie i polityce w obrębie Układu Słonecznego, bardzo niewiele uwagi poświęcając zarówno światom (a jest ich ponad 1300) poza naszym Układem, jak też samym Obcym.

Akcja jest porywająca; ginie kilka głównych postaci. Fizyka pojedynków między statkami kosmicznymi jest zrobiona całkiem solidnie i wiarygodnie. Bardzo dobrze jest też potraktowany aspekt ekonomiczny – po ponurych wydarzeniach z tomu piątego rozkład sił w Układzie Słonecznym zmienia się diametralnie. Nie chcę zbyt dużo zdradzać w nadziei, że któryś z moich Czytelników kiedyś sięgnie po lekturę; intryg politycznych i wojskowych w części szóstej w każdym razie nie brakuje, a James C. po raz kolejny pokazuje, że potrafi świetnie synchronizować plany i wydarzenia tak, żeby wszystko się ładnie poskładało w jedną dynamiczną całość. Tylko… właśnie. Tylko. Nie ma nic o Obcych, nie licząc jednej migawki z samego początku książki i drugiej pod koniec.

Lada chwila sięgnę po tom siódmy. 26 marca wychodzi ósmy, przedostatni. Po dziewiątym tomie zostaną mi już tylko mini powieści „satelitarne” względem serii głównej (sztuk sześć), które też zamierzam pochłonąć.

Prawdę mówiąc dawno już nie miałem przyjemności natrafienia na serię SF, która wciągnęłaby mnie tak, jak „The Expanse”. Może z wyjątkiem „Altered Carbon”, ale tam były tylko trzy tomy.

Mój ulubiony cytat z części szóstej? Ciężko wybrać, zaznaczyłem całkiem sporo fragmentów. Najbardziej chyba rozbawił mnie tekst Jamesa do Bobbie, zabierającej Amosa na akcję:

„Bobbie? Make sure you bring enough of him back we can regrow the missing bits”

Zdanie powyższe wyrwane z kontekstu może nie powala, ale przy lekturze sprawiło, że chichrałem się jak głupi do sera.

Mówi się tak u Was? Jak głupi do sera? Bo u mnie w domu rodzinnym się tak mówiło.

Dziwny świat.

Hrabia Duszański Hrabia Henryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: