Ringo

Nie jestem wielkim fanem sportów ruchomych. Zwłaszcza od czasu jak ugrzązłem w wielkomiejskim środowisku korporacyjnym, moja aktywność ruchowa spadła w okolice niebezpiecznego zera.
(Tak, tak, uśmiechaj się. Ja też się uśmiecham jak widzę słowa „Dublin”, „wielki” i „miasto” obok siebie)

Niemniej jednak kiedyś było inaczej. Siłą rzeczy, w podstawówce i w szkole średniej człowiek był ganiany na zajęcia z WF-u w miarę regularnie. Potem przyszły studia wojskowe, gdzie wysiłku fizycznego nigdy nie trzeba było specjalnie długo szukać. W zasadzie to on człowieka zawsze jakoś znajdował pomimo najszczerszych chęci oraz najsprytniejszych starań ukrycia się przed nim. A to poranna zaprawa (super sprawa, dzień w dzień szósta rano człowiek wstawał i zapindalał te 2-3km biegusiem, lato czy zima, mróz czy upał), a to dodatkowe zajęcia z musztry, a to jakieś marszobiegi albo znów OSF-y…

Dla niezorientowanych: OSF to inaczej Ośrodek Sprawności Fizycznej – taki tor przeszkód który trzeba było pokonać w zadanym czasie. Gdzieś w okolicach początku był Dentysta – poprzeczny głęboki betonowy rów pełen wirtualnej wody, a zaraz za nim (w zasadzie na samej krawędzi), na wysokości pi x oko 1.2 metra nad ziemią, poprzeczna, całkiem niewirtualna, metalowa rurka żeby człowiek miał się czego złapać jak już doskoczy do tej krawędzi. W rurkę było dość łatwo trafić uzębieniem stąd też pieszczotliwa nazwa.

Tak więc, mięśnie człowiek nie tylko miał, ale dodatkowo zawsze dokładnie wiedział który jest w którym miejscu.

Któregoś pięknego letniego dnia przyszło do nas na WF paru gości, ubranych po cywilnemu – rozłożyli jakąś linkę, jakąś siatkę – i zaczęli grać w ringo pod komendą jakiegoś starszego pana, który zresztą też grał i to całkiem żwawo. Okazało się, że szukali nowych ludzi do ekipy – no i znaleźli mnie. Parę dni później przyszedłem na popołudniowy trening i chodziłem tam potem regularnie aż do końca mojej prawie pięcioletniej kariery wojskowej.

Ringo zostało wymyślone przez polskiego szermierza Włodzimierza Strzyżewskiego. To właśnie on był tym starszym, żwawo pomykającym po boisku dziadkiem (niestety, zeszło mu się z tego padołu jakieś 10 lat temu – ale zdążyłem przedtem go poznać i zagrać z nim kilkadziesiąt razy). Facet kombinował swego czasu w jaki sposób można by urozmaicić trening szermierza w taki sposób, żeby zapewnić równomierny rozkład zmęczenia na całe ciało (zamiast, jak na siłowni, trenować jedną grupę mięśni na raz), żeby dało się ćwiczyć niezależnie od okoliczności (klimat, pogoda, miejsce) oraz żeby sprzęt do ćwiczeń był w miarę niedrogi i przenośny. No i żeby trening nie był nudny.

W efekcie wymyślił ringo.

Większości ludzi ringo kojarzy się z małym, gumowym kółkiem, którym się rzucało w tę i we w tę. W rzeczywistości natomiast… Ha, w rzeczywistości ringo to jest takie małe, gumowe kółko, którym się rzuca w tę i we w tę. Z tym, że żeby uczynić grę ciekawszą, rządzą nią bardzo ścisłe i całkiem niegłupie reguły.

Notka: czytanie o ringo jest mniej więcej tak samo pasjonujące jak czytanie o skoku na bungee albo o strzelaniu z kuszy. Dużo fajniej się w to bawi niż o tym czyta. Zachęcam każdego do spróbowania.

Gra się na boisku 8×16 metrów (to jest najpopularniejszy rozmiar aczkolwiek są inne, w zależności od kategorii wiekowej), linka ringo rozdziela boisko na dwie (!) równe (!!) połowy i jest umieszczona na wysokości 243 cm (aczkolwiek w młodszych kategoriach wiekowych może to być 224 lub nawet 200 cm). Można grać na trawie, śniegu, piasku, asfalcie – w zasadzie na dowolnej względnie płaskiej powierzchni po której da się biegać. Boisko może być wyznaczone linkami przymocowanymi do ziemi za pomocą śledzi namiotowych, bądź narysowane piaskiem lub kredą. Ważne jest, żeby linie graniczne były dobrze widoczne – żeby sędzia mógł w miarę łatwo ocenić która strona zdobyła punkt.

Punktacja jest nieco podobna do tej z ping-ponga. Z tym, że gra się do 15 punktów. Ponadto, jeżeli wynik dojdzie do 14:14, trzeba osiągnąć 2 punkty przewagi żeby wygrać. Żeby jednak rozgrywka nie trwała zbyt długo, gra kończy się jeżeli któraś ze stron osiągnie 17 punktów (czyli przegrywając 14:15 lub 15:16 można jeszcze wygrać – ale 16:17 to już koniec).

Punkt zdobywa się poprzez zmuszenie przeciwnika do popełnienia błędu. Możliwych błędów jest mnóstwo: spadnięcie kółka na obszar własnego boiska, nietrafienie kółkiem w obszar boiska przeciwnika, nieprawidłowe złapanie kółka, kontakt kółka z jakąkolwiek częścią ciała powyżej łokcia, nieprawidłowe rzucenie kółka, przekroczenie czasu na rzut, zrobienie zbyt wielu kroków z kółkiem, przekazanie kółka koledze z drużyny (przy grze zespołowej), przerzucenie kółka pod siatką, wejście na teren boiska przeciwnika, zrobienie zwodu, nieprzestrzeganie komendy sędziego „ringo stop”… i pewnie jeszcze parę innych o których teraz nie pamiętam.

Kółko musi być rzucone w taki sposób, żeby leciało bądź poziomo (czyli w płaszczyźnie równoległej do ziemi – a konkretnie nachylonej do ziemi nie bardziej niż o 45 stopni) bądź pionowo, w płaszczyźnie siatki (czyli nie odchylonej od płaszczyzny siatki o więcej niż 45 stopni). Ponadto, kółko nie może oscylować w locie (może, ale na tyle niedużo, żeby w żadnym momencie płaszczyzna kółka nie była odchylona od płaszczyzny boiska lub siatki o więcej niż 45 stopni). Ponieważ kółko leci szybko a sędzia może popełnić błąd, na zawodach jest dwóch niezależnych sędziów i obydwaj muszą podjąć jednogłośną decyzję o nieprawidłowym locie kółka, żeby zaliczyć punkt.

Po złapaniu kółka można wykonać maksymalnie trzy kroki hamujące – jednak to sędzia ocenia, czy faktycznie hamowaliśmy czy udawaliśmy hamowanie chcąc podejść bliżej do siatki.

Kółko trzeba odrzucić tą samą ręką którą się je złapało. Większość graczy rzuca lewą gorzej niż prawą więc nawet jak kółko leci na lewą rękę, próbują łapać prawą (poprzez częściowe odwrócenie się do kółka plecami). Tak więc jedna ze strategii to rzucać na lewą stronę przeciwnika.

Podczas rzutu, przynajmniej jedna część ciała musi dotykać ziemi (nie wolno rzucać z wyskoku – można natomiast łapać w powietrzu).

Rzut musi być płynny (nie wolno robić zwodów).

Jeżeli kółka nie uda nam sie złapać, ale jeszcze nie spadło na ziemię, możemy ponowić próbę złapania tą samą ręką (ale tylko raz). Jeżeli gramy zespołowo, kolega z drużyny może próbować łapać kółko, którego nam się złapać nie udało (ale nie więcej niż raz, dowolną ręką).

Może się zdarzyć, że złapiemy kółko poza granicami boiska (boli, bo gdybyśmy nie złapali byłby punkt dla nas… no ale zdarza się) – wówczas rzut musi nastąpić w taki sposób, żeby kółko przeleciało pomiędzy słupkami wyznaczającymi końce siatki (to znacznie zmniejsza powierzchnię boiska przeciwnika, w którą da się trafić – a więc ciężko zdobyć punkt z takiej pozycji).

Kółka nie wolno przetrzymywać (sędzia ocenia, czy kółko jest trzymane zbyt długo – na ogół jest to około 5 sekund)

Po ugraniu przez którąś z drużyn 8 punktów (albo 9 jak się gra dwoma kółkami) drużyny zamieniają się stronami żeby wyrównać szanse (słońce, wiatr, nierówna nawierzchnia etc).

Gra jest bardzo dynamiczna i dużo się „dzieje” na boisku. Trzeba po pierwsze wykazać się dobrym refleksem i zwinnością, żeby złapać kółko, po drugie szybko myśleć żeby rzucić kółko w sposób w miarę możliwości najbardziej kłopotliwy dla przeciwnika. Oprócz tego ćwiczy się symetrię (rzut / chwyt lewą ręką) a także – co było głównym założeniem twórcy gry – wszyskie partie mięśni są ćwiczone w miarę równomiernie i nie ma nudy.

Najciekawsza jest gra drużynowa. Nie dość, że na każdej połowie boiska są 2 lub 3 osoby, to jeszcze gra się dwoma kółkami. Głównym elementem strategii w takiej sytuacji jest próba zgromadzenia obydwu kółek na swojej połowie – łatwiej wówczas zdezorientować przeciwnika, posyłając obydwa kółka celnie w tego samego gracza bądź też sprawiając, żeby przeciwnik pomyślał, że chcemy to zrobić 😉

Serwy przy grze dwoma kółkami to też ciekawe zagadnienie. W grze pojedynczej bowiem strategia serwu jest prosta: rzucić kółkiem jak najmocniej, żeby przeleciało możliwie nisko nad siatką i trafiło w możliwie skrajny punkt boiska przeciwnika. Dzięki temu przeciwnik albo nie łapie kółka w ogóle (bo nie dobiegnie) albo, złapawszy, będzie stał przy skraju boiska (co daje nam lekką przewagę), albo wreszcie stwierdzi, że kółko leci poza boisko i nie złapie w ogóle, tymczasem kółko trafi w linię.

Natomist przy grze dwóma kółkami streategii jest kilka. Trochę przypomina to grę w papier-kamień-nożyczki, obydwie strony próbują odgadnąć co zrobi przeciwnik. Jeżeli obydwie drużyny zaserwują atakiem wówczas po serwie każda strona ma po jednym kółku – jest równowaga. Jeżeli obie strony rzucą lobem, lekką przewagę ma strona, której serwujący rzucił wyżej ponieważ przeciwnik jest jeszcze skupiony na łapaniu naszego serwu, a my już mamy kółko, którym on serwował – i możemy np. zaatakować szybkim rzutem zawodnika łapiącego nasz wysoki serw. Ciekawie się robi kiedy jedna ze stron rzuci mocnym atakiem a druga lobem – wówczas, jeżeli atak zostanie wyłapany, drużyna łapiąca loba ma trudniejszą sytuację i musi szybko zdecydować kto łapie loba a kto broni rzutu (i czy przeciwnik będzie rzucał w łapiącego loba czy raczej celował w puste miejsce na boisku).

Najbardziej widowiskowe są akcje, kiedy dwa kółka rzucone jednocześnie w jednego zawodnika zostają przez niego poprawnie złapane (a więc: każde w osobną rękę, żadne nie spadnie, żadne nie dotknie ręki powyżej łokcia itd itd) – wówczas ma on trudne zadanie wyrzucenia dwóch kółek w krótkim odstępnie czasu, i to najlepiej tak, żeby zdobyć nimi chociaż 1 punkt (w przeciwnym razie druga drużyna będzie miała dwa kółka u siebie czyli niedobrze). Na ogół rzuca jednym kółkiem loba a drugim chwilę później szybką ścinkę.

Sędzia stoi przy lince. Na zawodach sędziów jest dwóch, po dwóch stronach linki – żeby zminimalizować pomyłki. W grze amatorskiej warto mieć co najmniej trzech trzech ludków – dwóch gra, trzeci sędziuje, potem przegrany sędziuje a sędzia gra z wygranym. We czwórkę bywa nerwowo – albo gra się dwóch na dwóch bez sędziego (kiszka), albo dwóch ludków sędziuje (nudy…). Najlepiej gra się w piątkę albo szóstkę (przy sześciu ludkach czasem warto już rozstawić dwa boiska).

Jeżeli kiedykolwiek znów zacznę zajmować się czynnym jakimś sportem, będzie to prawdopodobnie właśnie ringo. Genialna gra.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Ringo"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zaklad Produkcji Rin
Gość

Milo nam, gdyby kiedys zdecydowal sie Pan na gre zapraszamy po Ringo do jedynego autoryzowanego Producenta

Wysylamy zagranice.

z pozdrowieniami,

Alina Krakowka

Zaklad Produkcji Artykulow Gumowych Lomianki

ZPAG
Gość

Milo nam, gdyby kiedys zdecydowal sie Pan na gre zapraszamy po Ringo do jedynego autoryzowanego Producenta

Wysylamy zagranice.

z pozdrowieniami,

Alina Krakowka

wpDiscuz