Zagadka na trzydzieste urodziny

Dawno nie było tu żadnej zagadki. Przeprowadzka wydudkała moje szare komórki moją szarą komórkę, i tak na co dzień niezbyt bystrą. Dziś jednak udało mi się wyłuskać tę oto sympatyczną zagwozdkę, którą niniejszym prezentuję.

Wyobraźmy sobie, że mamy trzydzieste urodziny.

Dla jednych byłby to zapewne horror, dla innych powrót do czasów młodości. Ha.

No więc kończymy dziś trzydzieści lat i rodzinka przygotowała nam pod tę okazję tort. Wielki, kusząco mieniący się różnymi smakowicie wyglądającymi cosiami. Tort – marzenie.

Jednakowoż zanim będziemy doń dopuszczeni, musimy najpierw zdmuchnąć świeczki. Rodzinka była na tyle złośliwa, że zamiast dwóch świeczek w kształcie trójki oraz zera, nadźmała trzydzieści pojedynczych świeczułek. Stoją sobie na wierzchu tortu i świecą. To znaczy, palą się. Ogniem w sensie. Jak to świeczki.

I teraz zaczyna się zagadka właściwa:

Zakładając, że przy pojedynczym dmuchnięciu gaśnie losowa ilość świeczek (wybrana z jednakowym prawdopodobieństwem spośród tych, które się jeszcze palą), ile razy spodziewamy się dmuchnąć, żeby je wszystkie zgasić?

Jeszcze raz: mamy 30 świeczek. Po każdym dmuchnięciu gaśnie losowo co najmniej jedna z pozostałych, ale nie więcej niż wszystkie, z rozkładem równomiernym. Jaka jest najbardziej prawdopodobna ilość dmuchnięć, po której zgaśnie ostatnia świeczka i będziemy mogli z wielkim nożem rzucić się na nasz tort?

Odpowiedź można wyguglać, ale proponuję podjąć próbę skorzystania z własnego mózgu. Czy co tam kto ma między uszami.

Czas – start…


Zapisz się
Powiadom o
guest
31 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
31
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x