Załucki, termodynamika i irlandzkie janusze budownictwa

O urokach irlandzkiego budowania domów.

Jest taki stary kawał, w którym staruszka (na oko osiemdziesięcioletnia) zaczyna w autobusie recytować siedzącemu obok pasażerowi „Dzieła zebrane” Lenina. Z pamięci. A na koniec dodaje wkurzona, że to pamięta, a czy wyłączyła dziś rano żelazko – nie pamięta.

U mnie jest podobnie. Mam w głowie całkiem spory śmietnik z klamotami zarówno całkiem interesującymi jak też kompletnie nieprzydatnymi. Taki jakby strych w starym domu.

Jednym z takich klamotów jest wiersz Mariana Załuckiego…

Z ciekawości sprawdziłem, kiedy p. Marian zszedł z naszego padołu i wychodzi na to, że w piątek trzynastego. Miałem wtedy pięć lat z niedużym hakiem. Ale nie martwi mnie to, ponieważ rozmiar haka wcale nie jest taki ważny. To znaczy tak mówią…

… pod tytułem „Komfort działa”. Nie będę teraz przytaczał całego wiersza, chociaż pamiętam go doskonale. Ale zapodam fragment, który bardzo przyda mi się w następnej części dzisiejszego wpisu.

Wiersz opowiada o tym, co się dzieje kiedy za budowanie domów zabierają się ludzie kompletnie nie znający się na rzeczy.

[…]
Aż wreszcie jasny świta ranek
Pełen technicznych niespodzianek.

Odkręcam kurek – światło świeci.
Przekręcam kontakt – woda leci,
Przekręcam kontakt jeszcze raz,
To z wodociągu idzie gaz.

Ale nie u mnie. Nie, przesada!
Na drugim piętrze, u sąsiada.
Za to gdy sąsiad gaz zamyka,
To u mnie gaśnie. Elektryka.

Gdy to powtarzać nieustannie
To ja mam ciepłą wodę w wannie,
A sąsiadowi zimna sika.
Nie z wodociągu. Nie! Z palnika…

Lecz gdy ja w kuchni gaz odkręcę
To światło nawet jest. W łazience.
Ale nie u mnie. Na parterze.
U mnie jest prąd w kaloryferze,

Więc też nie grzeje – tylko trąca.
Za to lodówka jest gorąca.
[…]

Wiersz serdecznie mnie rozbawił za gówniarza, do tego stopnia, że nauczyłem się go na pamięć i recytowałem potem wiele razy ku uciesze rozmaitych gawiedzi. Nigdy natomiast nie przypuszczałem, że skorzystam z niego w kontekście mojego własnego domu.

No bo tak: niedawno przeprowadziliśmy się „na wieś” (Newbridge to w sumie nieduże miasteczko, ale po przemieszkaniu siedmiu lat w Dublinie czujemy się teraz zdecydowanie mniej industrialnie i wielkomiejsko). Chałupa nowo wybudowana, wedle „najwyższych standardów”, a przynajmniej tak napisali w folderze reklamowym.

Pierwsze dwie noce przespaliśmy w temperaturze dwunastu stopni. Niby Celsjusza, nie Kelwina, ale jednak ciut chłodno. Dzieciaki od razu poprzeziębiane, my też wychłodzeni, dzwonimy do hydraulika po pomoc.

Hydraulik pojawił się tego samego dnia wieczorem, omówił pokrótce panel sterowania systemem grzewczym (wniosek końcowy: wszystko jest ustawione jak trzeba, niczego nie ruszać, używać wyłącznie dwóch termostatów – jednego na parterze i drugiego na piętrze – do uzyskania pożądanej temperatury). Nawiasem mówiąc panel ów potrafiłby każdego doprowadzić do łez, ponieważ podpisy pod przyciskami są po chińsku… No ale ok, skoro ustawione i niczego nie ruszać, ucieszyliśmy się, podziękowaliśmy panu hydraulikowi i od tamtej pory napawaliśmy się umiarkowaną temperaturą w mieszkaniu.

Aczkolwiek parę dni później zauważyliśmy, że na parterze zaczyna się robić coraz chłodniej, a na piętrze – sauna. Podkręciliśmy więc termostat na parterze, zmniejszyliśmy zaś ten na piętrze – odczekaliśmy parę godzin na wyrównanie się temperatur…

I jeszcze parę godzin…

… i jeszcze ze trzy dni…

… noż motyla noga, zero poprawy. Wręcz przeciwnie, na parter powoli zaczęły wpełzać jęzory lodowca, a na pięterku można było na kafelkach robić jajecznicę bez patelni.

Sprawdziliśmy wszystkie kaloryfery. Na górze gorące jak cholera, na dole zimne.

Sprawdziliśmy jeszcze raz termostaty. Górny skręcony prawie na zero stopni, dolny podkręcony na maksa.

Urwał wasza nać!

Dzwonię do hydraulika, opisuję sytuację. A on na to, że widocznie ktoś niechcący odwrotnie podłączył termostaty i ten górny steruje parterem, a ten dolny – piętrem.

Istotnie, tak właśnie było 😉

Od niedawna cieszymy się więc nie tylko możliwością kontrolowania temperatury w domu, ale również większą ilością ćwiczeń fizycznych (schody!) Nie wiem, czy będzie mi to odpowiadać kiedy będę miał lat siedemdziesiąt, ale póki co nie wybiegam w przyszłość aż tak daleko.

Niech żyje irlandzka myśl budowlana!

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Załucki, termodynamika i irlandzkie janusze budownictwa"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
mRufa1408
Gość

O rajusku… nie znalam tego wiersza… A to strata dla ludzkosci, bo gdybym tym wierszem zaczela moja przygode z poezja to niewykluczone, ze trwala by do dzis, a nie zakonczyla sie na zapameitaniu inwokacji i akermanskich stepow i nie polegala po dzis dzien na omijaniu kazdego fragmentu w czytanej literaturze, ktory nie zajmuje calej linijki na stronie… 😉

O januszach budownictwa juz nic nie mowie, bo co mam drzwi otwarte wywazac 🙂

Jaro
Gość

Jeśli nie przecieka dach, nie wilgotnieją mury czy ściany to zasadniczo jest OK. Trzeba zwrócić uwagę, czy nie ubywa wody z instalacji centralnego ogrzewania, ale małe spadki ciśnienia są dopuszczalne bo instalacja się odpowietrza.

wpDiscuz