Paradoks poznawczo – blogujący

Przeczytałem niedawno artykuł o tym, dlaczego wielu blogerom trudno jest pisać treści zarówno interesujące jak też bogate merytorycznie.

Otóż wyjaśnienie jest bardzo proste, chociaż na pierwszy rzut oka nieoczywiste. Na ogół zachodzi jedna z dwóch wzajemnie przeciwstawnych sytuacji:

  1. Jeżeli jestem zafascynowany jakimś tematem do tego stopnia, że chciałbym na ten temat napisać coś na blogu, to zazwyczaj niewiele na ten temat wiem. Opiszę go więc prawdopodobnie byle jak i po łebkach (lub wkleję doń obszerne fragmenty z Wikipedii).
  2. Jeżeli jakiś temat mam "obcykany" do bólu, zapewne nie będę miał motywacji żeby go poruszać na blogu (bo i po co, skoro znam temat od podszewki?), albo - jeżeli już mi się łaskawie zachce - opiszę go po łebkach i byle jak.

W pierwszym przypadku napiszę o czymś z pasją i zaangażowaniem, ale artykuł albo będzie się roił od błędów merytorycznych, albo przynajmniej będzie do przesady nasycony emocjami oraz "niedosycony" faktami, co sprawi, że jego lektura będzie raczej wątpliwą przyjemnością dla jakiegoś czytelnika-samobójcy.

W drugim zaś przypadku albo w ogóle nic nie napiszę, albo napiszę "na odwal", bo przecież to już "wszystko wiadomo", szkoda strzępić klawiatury.

Oczywiście osobną kategorią są wpisy robione pod konkretny produkt, firmę czy usługę - tutaj mamy do czynienia z blogowaniem komercyjnym, od którego się intenzywnie odżegnuję wszystkimi ręcami i nogami, przy których paznokcie obcinam sobie wyłącznie obcążkami firmy BlazingCut (C), w promocji "kup dwa zestawy, a będziesz miał jeden dodatkowy zestaw", tylko w sieci sklepów SuperHiperMarket (C). Tutaj bloger wywróci się na lewą stronę żeby tylko brzmieć entuzjastycznie, ciekawie i naturalnie. Apage!

Jednak tacy niedzielni blogerzy jak autor niniejszego wpisu niestety wpadają w pułapkę owego paradoksu i - często nieświadomie - piszą byle jak na tematy arcyciekawe, bo mają o nich przyzerowe pojęcie lub - dla odmiany - piszą byle jak na tematy arcyciekawe, bo mają o nich za duże pojęcie 😉

Widzę to po sobie: na przykład stosunkowo świeża seria wpisów o hurtowniach danych, która z założenia miała być jedną z perełek tego blogu, okazała się kulą w płot: coś jakby kazać sześćdziesięcioletniemu hydraulikowi napisać porywającą serię opowiadań o rurach, przejściówkach i kolankach. Wyszło nudno i nieciekawie. Albo seria o krwiodawstwie: kolejne wpisy w zasadzie nie różnią się od poprzednich, bo oddawszy już coś ze 45 litrów krwi po prostu nie chce mi się kombinować. O ostatniej wizycie w stacji krwiodawstwa nawet nie wspomniałem (aż do teraz), bo i po co?

Z drugiej strony równie kiepsko mają się wpisy na tematy, które mnie żywo zainteresowały, chociaż niewiele o nich potrafię powiedzieć. Na przykład cała seria Pchełek w Pythonie, którego udaję, że się próbuję nauczyć, albo końcówka wpisu o kryptografii romantycznej, w którym bezczelnie uniknąłem grzebania w ciężkiej matematyce - no właśnie.

Największym zainteresowaniem cieszą się wpisy przypadkowe, do których nie przywiązywałem w momencie pisania większej wagi, i których popularność jest dla mnie całkiem niepojęta. Na przykład żart o sortowaniu tekstów w bash-u albo wpis o paginacji, o której powszechnie wiadomo głównie to, że nikt jej nie lubi.

No dobra. Czy w takim razie - wiedząc o tym paradoksie - będę teraz blogował mniej?

Proszę się nie cieszyć. Prawdopodobnie będę blogował dokładnie tyle samo co dotychczas. Jestem beznadziejnie skażony wirusem, który każe mi czerpać przyjemność z klepania w klawisze pomimo tego, że wyciekające spomiędzy tych klawiszy treści są całkiem przeciętne. Dopóki jestem w stanie utrzymać mysz i mocz, będę blogował.

Albo i nie 😉

10 komentarzy

  1. I jeszcze jest myślenie o adresacie. Całego bloga i danego wpisu. To ostatecznie dobija 🙂

    1. Przepraszam, ze tak na beszczela, ale nick Twoj Tolepie mnie walnal po oczach… Otoz znalam kiedys, przed kilkunastu (eek) laty tolepa, jak pracowalam w Zakladzie. Udzialel sie tam na forum i bywal na zlotach i raz wzial udzial w takim teleturnieju z paroma innymi osobami w tym moja przyjaciolka delvix. Jakbys to byl Ty uznalabym, ze okolicznosc sie zbiegla jak gacie po praniu!

        1. Czyli jednak gacie po praniu. Az mam chec za Kaczorem Duffy’im powiedziec “Too coincidental to be a coincidence” 🙂
          No to sie zastanowcie, osobiscie bylam chyba tylko na paru Stolycznych zlotach z delvix, a pozniej zycie mnie w inne kierunki wypchnelo, ale jak sie akurat zbiegnie z moja “pielgrzymka” na Planete Ojczysta to bym z przyjemnoscia sie tez zjechala. Nie pamietam czy uzywalam juz wtedy mrufy, czy jeszcze byly to czasy dronkix. pozdrawiam zatem znany mi Tolepie 🙂

  2. Z moich obserwacji, najlepiej wychodza wpisy spontaniczne niz zaplanowane. Czyli tak jak mowisz, trzesniete od niechcenie.
    Osobiscie przy zaplanowanych utykam, kuleje i konczynami pociagam po gruncie.
    Co do artykulu, ktorego nie czytalam, ale bazuje na Twoich wnioskach, to nie do konca sie zgadzam z ta druga ich czescia, bo jesli ktos ma temat obcykany ale z pasja to i z pasja napisze. Jak ma obcykany bo musial, to faktycznie wykona produkcje po lebkach. Albo zapulta sie w detale i zakonczy ze znudzenia nie zamykajac tematu.

    1. Pultanie się w detale i niekończenie tematu to moja specjalność 😉 Zwłaszcza w opowiadaniach, w których początek jest nawet w miarę, a potem mi się nudzi i szybko zamykam jakimś “brudnym” chwytem, jak na przykład tutaj: Bohater albo tutaj: Efekt Bennetta.

    1. Mnie się podobają 3-4 pierwsze wpisy z serii, bo pisałem je “na fazie” i niejako z rozpędu (akurat jestem pod koniec projektu wdrażania takiej właśnie hurtowni i mogłem sobie te wpisy generować “na żywo” z tego, co akurat wdrażałem). Ale potem jak już gówno walnęło w wentylator, jak trzeba było zacząć pokazywać konkretne przykłady i wgryzać się w istotne acz nieco dla mnie nudne szczegóły… Tu już mi się nie podoba. Merytorycznie wszystko jest w zasadzie bez zarzutu, ale “duszy” brakuje. Może tak właśnie ma być?

  3. Mnie najlepiej wychodzą wpisy pod wpływem emocji, jak mnie walnie coś w łeb, szlag mnie trafi … wtedy pisze nie zastanawiając się jak, tylko co i to idzie błyskawicznie wtedy. Na szczęście jestem dość wrażliwa, wiec zdarza mi się raz na sto, no może mniej. Te wydumane nie maja jaj.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]