Wymarzona Wigilia

O naszej bardzo nietypowej Wigilii 2016.

Święta Bożego Narodzenia nieodmiennie kojarzą mi się z milionowymi życzeniami „wesołych świąt”. W zasadzie jeżeli miałbym być wesoły w stopniu wprost proporcjonalnym do ilości otrzymanych w tym czasie życzeń, musiałbym przez resztę roku oddychać podtlenkiem azotu, co prawdopodobnie nie wyszłoby mi na zdrowie, ale przynajmniej umarłbym posrany ze śmiechu.

W tym roku Wigilię mieliśmy kompletnie, ale to kompletnie od czapy.

Pomysł narodził się kilka miesięcy wcześniej i okazał się strzałem w dziesiątkę.

Na czym polega magia naszej tegorocznej Wigilii?

Ha!

Na niczym 😉

Dosłownie: na niczym.

Po prostu kompletnie, totalnie, absolutnie odpuściliśmy sobie w tym roku Święta Bożego Narodzenia.

Hm. No dobra. Może nie całkowicie. Pozostawiliśmy może z pięć procent, odpuszczając sobie pozostałych dziewięćdziesiąt z hakiem.

Była choinka?

Była. Dalej jest. Ale taka nieduża (może z metr pięćdziesiąt) i w podstawce drucianej (zamiast tradycyjnej donicy), dzięki czemu już zaczyna usychać, chociaż stoi dopiero parę dni. Kot jest choinką zachwycony.

Były prezenty?

Były. Młody był tak nasiąknięty wizją Mikołaja (ech, przedszkole), że szkoda nam było odpuścić sobie ten element. A więc w nocy przyszedł Mikołaj i pozostawił prezenty pod choinką.

Były uszka?

Były, ale takie z zamrażalnika ze sklepu (to znaczy najpierw ze sklepu, a potem z zamrażalnika) odsmażane na patelni, bez barszczu. Innymi słowy zwykłe pierożki podsmażane na masełku.

Zamiast barszczyku wciągnęliśmy po zupce Vifonu, a co. Jak szaleć to szaleć! Na bogato!

Żeby nie było, Żonka upiekła też dwa serniki. To znaczy tego, ten. Jeden upiekła, drugi na zimno. Wspierałem ją, głównie duchowo, bo moje umiejętności kulinarne nadawałyby się co najwyżej na scenariusz trzeciorzędnego filmu katastroficznego. Guzik od Thermomixa mogę nacisnąć, jak mi się powie który i kiedy 😉

I to by było na tyle jeśli chodzi o tradycyjne świąteczne, khem, tego, znaczy, tradycje.

Wigilię 2016 spędziliśmy przy Xboxie, obejrzeliśmy też ze dwie albo i trzy części „Szybkich i wściekłych”. Posiedzieliśmy z dzieciakami, pobawiliśmy się autkami, klockami, puzzlami. Potargaliśmy kota za uchem i zaraz potem za drugim uchem. Opiliśmy się herbatą i sokami.

Zero gotowania (nie licząc tych dwóch serniczków), wariackiego sprzątania, martwienia się o to, ile potraw przyrządzić, kto może z glutenem a kto bez, kto jest wege a kto niewege, kogo zaprosić, kogo gdzie posadzić, kto przyjdzie, jaki duży obrus zainstalować i tak dalej.

Żadnych gości.

Żadnych wizyt.

Nawet się opłatkiem nie połamaliśmy, bo nie mieliśmy opłatka. Co najwyżej opłatą za prąd byśmy się mogli podzielić, ale że tu się płaci rachunek za prąd co dwa miesiące, a ostatni był w listopadzie, to nawet ten obowiązek nam odpadł.

Krótko mówiąc dzień przebimbany na kompletnym luzie i nicnieróbstwie.

Nawet mi się nie chciało za gitarę złapać i zagrać standardowego zestawu kolęd. Pochwalę się (a co!), że umiem całkiem ładnie zagrać Cichą Noc, Przybieżeli, Oj Maluśki, Gdy Śliczna Panna i parę innych kolędziszcz, ale takie hopsztosy to mają sens kiedy zawita do nas ktoś bardziej oczytany ze śpiewackim rzemiosłem. Ja tam większość tekstów znam w wersji „na-na-na…”, zresztą jak widać z powyższego opisu mieliśmy tę Wigilię w wersji absolutnie świeckiej, więc jakoś głupio by było znienacka z kolędą wyskoczyć.

Przyznam się szczerze, że obydwoje z Żonką trochę się obawialiśmy tego eksperymentu. Dziwne to jest, ale człowiek przed Świętami dostaje zawsze małpiego rozumu, przepuszcza dwie pensje na różne duperele, szykuje tyle żarcia, że dałoby się tym wykarmić brygadę pancerną przez rok, gania w tę i we w tę jak kot z pęcherzem, totalnie sobie dezorganizuje życie przez ten tydzień czy dwa przed Świętami tylko po to, żeby usiąść do tej nieszczęsnej Kolacji, zjeść, pogadać, odchorować obżarstwo – i szykować się do sylwestrowego ochleju. Dziwne to jakieś.

Jednak warto raz w życiu (naprawdę to nasza pierwsza Wigilia spędzona w taki sposób) spróbować się opanować, spojrzeć na ten cały świąteczny pierdolnik trzeźwym okiem i zrobić na przekórw.

Jeszcze nie wiemy, czy za rok powtórzymy ten manewr. Zobaczymy. Ale w tym roku nie żałujemy ani minuty tak spędzonego świątecznego czasu. Dla mnie – bomba.

A teraz, żeby nie było – tak naprawdę obydwoje z Żoną uwielbiamy świąteczną atmosferę. I gości, i tę lekko uroczystą podniosłość połączoną nieodmiennie z podniosłą uroczystością. I nawet te cholerne życzenia, które chciałoby się słyszeć rozłożone bardziej równomiernie przez cały rok, a nie tylko w grudniu – no więc nawet ten nawał życzeń ma jakiś tam swój urok. I ten kosmiczny zapierdziel w kuchni, i na zakupach. Chociaż jesteśmy niewierzący i wiemy, że od strony teoretycznej to jedna wielka lipa jest, to jednak rozumiemy potęgę spotkania się w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół, i wspólnego spędzenia czasu.

Ale każdemu polecam przynajmniej  raz w życiu spróbować sobie odpuścić. Tak całkowicie. Niezapomniana sprawa 🙂

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Wymarzona Wigilia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stefek
Gość
To juz moje drugie „swieta” w podobnym stylu. W tamtym roku postanowilem o wyzszosci bogow ateistycznych nad sklepowymi i postanowilem olac temat jednoczesnie jednak przygotowujac sie do nich… Jednym z elementow przygotowan byla oczywiscie kuchnia, gdzie postanowilem spelnic swoje wieloletnie marzenie i zjesc pizze w wigilie, co radosnie sie stalo. W tym roku postanowilem jednak nie przygotowywac sie wcale. Zero. Przeciez jakiekolwiek przygotowania, nawet do pizzy, to nadal przygotowania. Slepy los wiec postanowil, ze kolacja anty wigilijna czy tam swiateczna (na szczescie nie sledzilem za bardzo jaki dzien jest) bedzie chili. Blad popelnilem jednak zglaszajac sie na ochotnika do pracy… Więcej »
Jaro
Gość

to jest dobra kolęda

wpDiscuz