Liczymy pstrąga.

February 24, 2012

Przypuszczam, że każdy słyszał o starym, niezawodnym sposobie policzenia owiec w stadzie? Wystarczy policzyć nogi, a następnie wynik podzielić przez cztery.

Analogicznie liczymy pszczoły w ulu – z tym, że żeby uniknąć pomyłki, musimy bezwzględnie pamiętać o podzieleniu łącznej liczby nóg przez sześć.

Ostatnio natomiast rozmawiałem ze starym znajomym, który siedzi w interesie rybnym – hoduje pstrąga (tak się tylko mówi, w rzeczywistości pstrągów jest więcej niż jeden). Wymyśliłem mu więc metodę na szybkie policzenie wszystkich pstrągów w stawie: trzeba policzyć nogi i to co wyjdzie podzielić przez zero…

Boki zrywać, nieprawdaż?

 

8 Responses to Liczymy pstrąga.

  1. kasiapg on February 25, 2012 at 00:48

    kurczę, nie wiem, dlaczego, ale mi się w ogóle nie pokazuje, że masz nowe wpisy. Muszę chyba jeszcze raz bloga do zakładek dodać.

    • xpil on February 25, 2012 at 07:28

      Trochę ostatnio grzebałem we wtyczkach, resetowałem cache i robiłem parę innych, równie fascynujących rzeczy ;) Być może to dlatego.

  2. Kasia on February 25, 2012 at 01:19

    myślę, że można by jakis mądry algorytm na to stworzyć a następnie go opatentować :)

  3. pendragon on February 25, 2012 at 02:26

    Słyszałem o niezawodnej metodzie liczenia kucharek w Etiopii.
    - Ile jest kucharek w Etiopii?
    - Sześć.

  4. agnieszka_sto on February 25, 2012 at 18:27

    Na tym blogu 6 zapisujemy jako 110, :)
    a liczymy podobnie jak baranie nogi z tym, ze baran moze miec 0, 1 lub 2 nogi.

    Tak czy siak nie ustoi :) ))

  5. kasiapg on February 27, 2012 at 12:35

    nie ma to jak blog informatyka, zawsze coś namodzi, hehe

  6. kasiapg on February 27, 2012 at 12:36

    chociaż powinnam z szacunkiem do rzeczonego zawodu, bo mój syn jedyny, bo więcej płci męskiej dzieci nie mam, chce być IT guy. Też bym tak chciała, w wieku 16 lat wiedzieć, co chcę robić.

    • xpil on February 27, 2012 at 14:19

      Ja do mniej więcej szóstego roku życia miałem bardzo porządnie ugruntowane marzenia zawodowe: chciałem być maszynistą, koniec, kropka! Potem długo, długo nic, wreszcie pod koniec liceum (kiedy to pierwsze, strasznie drogie pecety zaczęły wpełzać pod strzechy) zachciało mi się bliższych konszachtów z blaszakami. Też okolice szesnastego roku życia. Strzał w dziesiątkę – ta profesja zniknie dopiero po jakimś globalnym kataklizmie magnetyczno-elektryczno-energetycznym, a i to nie na zbyt długo jak sądzę :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*