Monthly Archives: Lipiec 2011

Gra muzyka!

O ile na gitarze gram w miarę znośnie (ale bez przesady, Satriani może spać spokojnie, chleba mu nie odbiorę swoim brzdąkaniem), o tyle na fortepianie gram beznadziejnie. Głównie z podowu braku fortepianu (a co za tym idzie, regularnych ćwiczeń).

Czytaj dalej »

Autem na plażę

Lubię plaże. Mają w sobie coś magicznego. Z jednej strony woda (z której, wedle teorii dziadka Darwina, kiedyś wyleźliśmy w formie amebowatopodobnych), z drugiej ląd (na który wyleźliśmy), a pomiędzy tym wszystkim trochę kamieni (większych lub mniejszych). I to w zupełności wystarczy do zaistnienia tej odrobiny magii, która sprawia, że …

Czytaj dalej »

A gile gile... Scrum!

Dziś o pracy (dla odmiany...) Mniej więcej rok temu trafiłem do firmy, która stosuje metodologię wytwarzania programowania zwaną po angielsku "Agile". Nie wiem, czy polskie tłumaczenie "Programowanie zwinne" jest najszczęśliwsze - mi bardziej podchodzi angielska wersja i jej będę używał. Przy okazji, dla osób nieznającyh angielskiego: "agile" wymawia się "edżajl" …

Czytaj dalej »

Ewoluuję

Ewolucja to zjawisko dość wolne. Wolniejsze nawet od pracy w piątkowe popołudnie. W zasadzie odbywa się tak pomału, że niektórzy nie wierzą, że w ogóle istnieje.

Czytaj dalej »

Pykniemy bilkę?

Za (dawnych!) czasów kawalerskich przydarzyło mi się zarazić od kolegi pasją grania w snookera i wszelakie bilardy. Trochę w dziewiątkę, ale głównie w ósemkę (najrozmaitsze odmiany).

Czytaj dalej »

Żonglujemy

Najpierw trzeba się nauczyć podrzucać i łapać dwie kulki jedną ręką. Tak, lewą też. Najlepiej ćwiczyć na pomarańczach. Potem już łatwo żonglować trzema kulkami, a jak się człowiek dobrze skupi to i czterema. Ale dziś nie o takiej żonglerce będzie. Otóż spędziliśmy większość dnia żonglując meblami. Ciężko jest uzyskać jakieś …

Czytaj dalej »

Dżdż

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... ... dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Dziś o kilku dziwnych słówkach. Zacznijmy od tytułowego dżdżu. Oczywiście forma użyta w tytule jest nieprawidłowa - niektórzy się czasem zastanawiają jaka jest forma podstawowa "dżdżu" i kombinują z "dżdż", "dżadż" itp. Tymczasem oczywiście …

Czytaj dalej »

Indie II: Przygód ciąg dalszy

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Jeżeli ktoś czytał niedawno o tym, jak to kiedyś udało mi się dotrzeć do Indii, pamięta zapewne, że skończyłem na tym, jak to znalazłem się wreszcie na lotnisku w Delhi, niewyspany, zmęczony, nie do końca trzeźwy i okradziony z paru drobiazgów. …

Czytaj dalej »

Déjà vu

Niedawno byliśmy w kinie - najpierw na Rio, z córą, a parę godzin później na Szybkich i Wściekłych (sami). W obydwu filmach jest bardzo podobna scena. Kamera leci dookoła figury Chrystusa, w tle Rio de Janeiro. Bardzo charakterystyczne ujęcie. Co prawda jedno w wersji rysunkowej a drugie nie, ale i …

Czytaj dalej »

Przyspieszamy

Ostrzeżenie: ten wpis dotyczy języka zapytań SQL. Jeżeli nie znasz SQL-a, lektura tego wpisu będzie dla Ciebie tak samo fascynująca jak czytanie wspak chińskiego przekładu "Baśni z tysiąca i jednej nocy".

Czytaj dalej »

Tona węgla

Mając lat pięć mieszkałem wraz z dziadkami na zadupiu. Dlaczego z dziadkami? A, różne były moje dzieje rodzinne, obfitowały w wiele nieoczekiwanych zwrotów, z których - jako kurdupel - zupełnie nie zdawałem sobie sprawy. Ale mniejsza. Zadupie to była kilkusetosobowa wioseczka na północy Polski. A nasza chałupa stała dodatkowo na …

Czytaj dalej »

Indie I: Zapachy stolicy

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Przydarzyło mi się raz w życiu odbyć wycieczkę w naprawdę dalekie strony. Nie mówię od razu o gwiazdozbiorze Nebula ani nawet o przylądku Horn. Ale byłem w Indiach i chcę dziś powspominać tamten wypad. Dlaczego Indie? Dzięki terrorystom. Ale zacznijmy od …

Czytaj dalej »

Poważny Samuel

Gram chętnie. Najczęściej w Literaki (o czym już pisałem), czasem w Desktop Tower Defense (o czym jeszcze nie pisałem), a czasami lubię pobiegać po jakimś wirtualnym świecie i postrzelać do wszystkiego co się rusza w polu widzenia. Grą idealną do tego ostatniego typu rozrywki jest Serious Sam: Second Encounter.

Czytaj dalej »

Jak stracić na Fordzie

W domu rodzinnym zawsze był jakiś środek transportu. Albo motorynka, albo samochód, albo chociaż rower 😉 Swoje pierwsze prawdziwie własne cztery kółka (a więc: kupione za własne pieniądze) udało mi się dorwać dopiero w wieku 30 lat. Przymierzałem się do kupienia auta już wcześniej, ale pomny przestróg różnych mądrych podpowiadaczy, …

Czytaj dalej »

Przerwa

Od przyszłego tygodnia zaczynam pracę w nowym miejscu. W związku z tym mogę mieć trochę mniej czasu na prowadzenie bloga... Żeby jednak zapobiec przestojom (widzę po statystykach, że grono anonimowych czytelników rośnie z dnia na dzień), spędziłem ostatnio sporo czasu na pisaniu i dzięki temu jest już całkiem sporo wpisów …

Czytaj dalej »

Gra w kulki

Matematyka różni się od innych dziedzin wiedzy tym, że istnieje "sama w sobie", innymi słowy nie potrzebuje do swojego istnienia żadnych innych dziedzin wiedzy. Albo, zgodnie z popularnym powiedzeniem, "jest matką wszystkich nauk". Mówi się też, że statystyka jest najważniejszą gałęzią matematyki, ale ja dziś nie o tym.

Czytaj dalej »

Donegal -> Dublin -> Donegal

Opowiem dziś jak to kilka lat temu o mało nie kupiliśmy Toyoty Aygo, a także co może wyniknąć z nocnej jazdy samochodem. Mniej więcej pięć lat temu, niedługo po tym jak udało mi się zdobyć upragnioną pracę i zaczęliśmy się czuć w miarę swojsko, wpadliśmy na pomysł, że przydałoby się …

Czytaj dalej »

Drzewko cytrynowe

Moja miłość do kuchni chińskiej sięga jeszcze późnych czasów studenckich. Na przednówku ciężko było znaleźć jakąś strawę, którą udźwignąłby mój chudy naówczas portfel - więc, bywało, żarło się Kim Lan ile wlezie.

Czytaj dalej »

Astronauci

Właśnie udało mi się upolować na jednej z aukcji Allegro bardzo stare wydanie "Astronautów" Lema - z jego własnoręcznym autografem (jakby można było złożyć inny). Książka jest dość naiwna, ale ten autograf... Hura! Oczywiście autograf może być sfałszowany a ja ze swoją znajomością autografologii i fałszoznawstwa nawet sie nie zorientuję, …

Czytaj dalej »

Szóstka

Moją ulubioną liczbą jest sześć. Na samym początku mojej pasji numerycznej (nie mylić z numerologiczną) założyłem sobie, że moją ulubioną liczbą będzie trzy. Rok później stwierdziłem, że jednak cztery. Potem było pięć. W okolicach 3. klasy podstawówki dobiłem do sześciu i tak mi zostało do dziś. Nie potrafię powiedzieć dlaczego …

Czytaj dalej »

Potęga statystyki

Pisałem już o tym, jak statystyka potrafi zamącić człowiekowi w głowie, i że potrafi ona zwieść na manowce. Dzisiaj powymądrzam się trochę na tematy finansowo-statystyczne związane z najbardziej okrzyczanym i rozdmuchanym irlandzkim świadczeniem socjalnym jakim jest Child Benefit. Od razu też nadmienię (w ramach samoobrony), że nie mam bladego pojęcia …

Czytaj dalej »