Gra muzyka!

O ile na gitarze gram w miarę znośnie (ale bez przesady, Satriani może spać spokojnie, chleba mu nie odbiorę swoim brzdąkaniem), o tyle na fortepianie gram beznadziejnie. Głównie z podowu braku fortepianu (a co za tym idzie, regularnych ćwiczeń). Czytaj dalej Gra muzyka!

Autem na plażę

Lubię plaże. Mają w sobie coś magicznego. Z jednej strony woda (z której, wedle teorii dziadka Darwina, kiedyś wyleźliśmy w formie amebowatopodobnych), z drugiej ląd (na który wyleźliśmy), a pomiędzy tym wszystkim trochę kamieni (większych lub mniejszych). I to w zupełności wystarczy do zaistnienia tej odrobiny magii, która sprawia, że mogę siedzieć na plaży i gapić się w wodę godzinami. Czytaj dalej Autem na plażę

A gile gile… Scrum!

Dziś o pracy (dla odmiany…) Mniej więcej rok temu trafiłem do firmy, która stosuje metodologię wytwarzania programowania zwaną po angielsku „Agile”. Nie wiem, czy polskie tłumaczenie „Programowanie zwinne” jest najszczęśliwsze – mi bardziej podchodzi angielska wersja i jej będę używał. Przy okazji, dla osób nieznającyh angielskiego: „agile” wymawia się „edżajl” lub „ejdżajl”. Czytaj dalej A gile gile… Scrum!

Żonglujemy

Najpierw trzeba się nauczyć podrzucać i łapać dwie kulki jedną ręką. Tak, lewą też. Najlepiej ćwiczyć na pomarańczach. Potem już łatwo żonglować trzema kulkami, a jak się człowiek dobrze skupi to i czterema.

Ale dziś nie o takiej żonglerce będzie. Otóż spędziliśmy większość dnia żonglując meblami. Ciężko jest uzyskać jakieś feng shui przy ograniczonych środkach, ale czasem warto trochę poprzesuwać to i owo żeby sobie odświeżyć mieszkanko. Czytaj dalej Żonglujemy

Dżdż

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…
… dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Dziś o kilku dziwnych słówkach. Zacznijmy od tytułowego dżdżu. Oczywiście forma użyta w tytule jest nieprawidłowa – niektórzy się czasem zastanawiają jaka jest forma podstawowa „dżdżu” i kombinują z „dżdż”, „dżadż” itp. Tymczasem oczywiście jest to nieregularna forma dopełniacza od słowa „deszcz”. Czytaj dalej Dżdż

Indie II: Przygód ciąg dalszy

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”.

Jeżeli ktoś czytał niedawno o tym, jak to kiedyś udało mi się dotrzeć do Indii, pamięta zapewne, że skończyłem na tym, jak to znalazłem się wreszcie na lotnisku w Delhi, niewyspany, zmęczony, nie do końca trzeźwy i okradziony z paru drobiazgów. Trzecia rano. Czytaj dalej Indie II: Przygód ciąg dalszy

Déjà vu

Niedawno byliśmy w kinie – najpierw na Rio, z córą, a parę godzin później na Szybkich i Wściekłych (sami).

W obydwu filmach jest bardzo podobna scena. Kamera leci dookoła figury Chrystusa, w tle Rio de Janeiro. Bardzo charakterystyczne ujęcie. Co prawda jedno w wersji rysunkowej a drugie nie, ale i tak dziwnie się czułem oglądając niemal identyczną scenę w dwóch różnych filmach tego samego dnia. Czytaj dalej Déjà vu