Monthly Archives: Listopad 2011

Taka karma, man...

Od 2006. roku do dzisiaj przeprowadzaliśmy się już 8 razy (mówię o samej Irlandii), a więc mieszkaliśmy w dziewięciu różnych miejscach. Ostatnia przeprowadzka miała miejsce ponad półtora roku temu i - jeżeli szczęście dopisze - będzie faktycznie naszą ostatnią przeprowadzką przez najbliższe 20 lat. Zobaczymy.

Czytaj dalej »

Zdumiewające. Spisek?

Pierwszego grudnia, okrągłe 23 dni przed Wigilią, ilość dni istnienia niniejszego bloga zrówna się z moim porannym wzrostem wyrażonym w centymetrach. W dodatku liczba postów na blogu właśnie osiągnęła 234, a 23+4 to 27, trzecia potęga trójki!

Czytaj dalej »

Sen 6: Awaria

Siedzę w pracy. Nigdy tu wcześniej nie byłem, ale jakoś wiem, że pracuję tu od zawsze. Zaraz po lewej stronie mam ścianę z oknem, które jest jednocześnie drzwiami na balkon. Zapach dymu z papierosa.

Czytaj dalej »

Indie VIII: Michael

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Trochę ostatnio zaniedbałem swoje indyjskie wspomnienia. Jakoś nie było okazji, chęci tudzież nastroju. Dziś jednakowoż wszystkie trzy znienacka się pojawiły, a więc kontynuuję.

Czytaj dalej »

Alternatywne rozwiązanie

Żeby nie było, że jestem stronniczy, i że zawsze wyciągam wielkie armaty na małe muchy, poniżej przedstawiam rozwiązanie zagadnienia wygenerowania wszystkich trzyliterowych kombinacji liter alfabetu łacińskiego bez użycia VBA.

Czytaj dalej »

W tę i z powrotem

Jak już znudzony Czytelnik (a obecnie podobno jest ich już czterech - czworo?) zapewne raczył zauważyć, dość często zdarza mi się jeździć pod różnymi pretekstami do Donegal.

Czytaj dalej »

Jeszcze jeden grajek

Pamięta ktoś wczorajsze FOC? Otóż odezwał się do mnie parę chwil po publikacji tamtego wpisu jeden z moich trzech Czytelników z opinią, że tamten duet blednie przy gościu o dość zabawnym na pierwszy rzut ucha nazwisku Joe Bonamassa.

Czytaj dalej »

FOC

Tytułowy FOC to utwór na dwie gitary, w wykonaniu duetu Rodrigo y Gabriela. Bardzo dynamiczny, z wpadającą w ucho melodią oraz niesamowitą solówką Gabrieli w okolicach połowy trzeciej minuty.

Czytaj dalej »

Zupa z chlebem i z cebulą

Zawsze narzekałem na blogi typu "wstałem dziś o 7:14, umyłem zęby, zjadłem śniadanie...". Odtwarzanie swojego życia krok po kroku jest może i ciekawe dla bloggera, ale dla postronnych obserwatorów jest nudniejsze niż vogońska poezja i obrady Sejmu razem wzięte.

Czytaj dalej »

Szybka flaszka

Pisałem niedawno, że zaopatrzyłem się w nowy dysk do domowego peceta. Dziś, po kilku dniach użytkowania, mogę wydać pierwszą opinię.

Czytaj dalej »